Kategorie

poniedziałek, 1 maja 2017

Ostra jazda w Paryżu

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA

Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

Mój serdeczny przyjaciel Jacek wyjechał na rok do Francji. Latem zaprosił mnie do siebie. Dowiedziałem się, że dorabia sobie tam jako barman w klubie gejowskim. Pewnie zna masę fajnych facetów - pomyślałem i poczułem, że trochę mu nawet zazdroszczę.
Jacek jest bardzo bezpośredni - na przykład ostatnio spytał mnie: "I co tam z tym twoim Wielkim Marzeniem, nadal niezrealizowane?" W odpowiedzi roześmiałem się tylko: "No coś ty, w Polsce to raczej trudne... Nie wygłupiaj się."
Rzeczywiście, kiedyś rozmawialiśmy o swoich fantazjach w seksie i zdradziłem mu to i owo. Pierwszego dnia przegadaliśmy całą noc, ale drugiego Jacek szedł wieczorem do tej swojej roboty. Chciałem iść z nim, bo byłem bardzo ciekaw, jak tu wygląda nocne życie gejowskie i miałem ochotę się trochę zabawić, ale Jacek wybił mi to z głowy pod tysiącem pretekstów. Obiecał, że jutro... Nie wiem, dlaczego?! Nieźle się na niego wkurzyłem. Zostanie mi tylko leżenie w łóżku i trzepanie wała.
Gdy wyszedł, pobawiłem się trochę koniem i nie ubierając się postanowiłem nieco zdrzemnąć. Ocknąłem się z powodu irytującej niewygody - nie potrafiłem przekręcić się z brzucha na bok. Otworzyłem oczy i z trwogą pojąłem, w czym problem: obie ręce miałem przykute kajdankami u wezgłowia łóżka, a rozstawione nogi przywiązane do metalowych prętów po przeciwnej stronie.
Przestraszony zacząłem się miotać na pościeli, ale coraz bardziej docierało do mnie, że jestem unieruchomiony na amen.
O co chodzi? - gorączkowo myślałem - może ktoś się włamał, wszystko wyniósł, a mnie tak urządził?! Zacząłem wołać o pomoc.
Nagle otworzyły się drzwi do pokoju i ujrzałem w nich potężną sylwetę mocno napakowanego Murzyna.
- Ta gueule! (Stul pysk!) - ryknął na mnie, ale ja i tak oniemiałem z wrażenia.
Poczułem, że mam kłopoty. Facet wydawał mi się olbrzymi: głowa wygolona na zero, wyraziste rysy twarzy, dyszące nozdrza. Stał w samych białych slipkach, a jego ciało wydawało się albo czymś nasmarowane, albo tak zroszone potem - hebanowe ciało wprost świeciło blaskiem odbijanym od małej palącej się lampki.
Zrobił parę kroków w moim kierunku i zatrzasnął drzwi za sobą. Mogłem teraz lepiej przypatrzeć się jego obficie wyrzeźbionym mięśniom piersiowym, ogromnym bicepsom i szerokim, napiętym udom. Wyglądał jak rozwścieczony, potężny byk. Zacząłem coś do niego mówić po polsku, ale zaraz sobie uświadomiłem, że przecież on kompletnie nic nie rozumie w tym języku. Mój francuski jest za to marny - sytuacja stawała się dramatyczna... Jak tu negocjować? A on tylko stał nade mną i głośno sapał. "O kurwa, o kurwa" - powtarzałem sobie nerwowo w myślach, jednym okiem obserwując, jak kropelka potu spływa mu po nierównościach brzucha ukształtowanego niczym tarka. Charknął i splunął w ręce, jakby zabierał się do rąbania drewna.
Podszedł do mnie drapiąc się w kroku, objął mi dłonią podbródek i nieco podniósł, jakby chciał mi się przypatrzeć, a ja wprost miękłem pod jego ostrym, zdecydowanym spojrzeniem. Nagle znów głośno charknął i splunął, ale tym razem prosto w moją twarz, po czym rozprowadził to po niej swoją wielką, jasną od spodu łapą. Ścisnął moje policzki tak, żebym otworzył usta, i wtedy znów wyrzucił dużą porcję swojej śliny, celując gdzieś między moje zęby. Zrobił tak parę razy - tyle mi napluł do gęby, że musiałem zacząć to połykać. Wyprostował się, zsunął z bioder slipki, zdecydowanym ruchem odrzucił je za siebie i teraz stał nade mną w całej olbrzymiej okazałości. Jego kutas wydawał mi się nieludzko wręcz gruby! Całym swym ciężarem zwisał mu do połowy uda, a na wierzchu wyraziście odznaczały się ogromne żyły. Zaczął coś mówić, ale niewiele zrozumiałem. Był, nie wiem dlaczego, coraz bardziej wkurwiony. Ja zaś nie mogłem oderwać oczu od tego monstrum zwisającego mu między nogami. W ostatniej chwili ujrzałem, że trzyma coś w ręce, że ją energicznie podnosi - no i nie musiałem się już niczego domyślać, gdy poczułem, jak na moich plecach ląduje z dziką siłą ciężki, skórzany pas. Zawyłem.
Słyszałem tylko świst powietrza i kolejne cięgi na dupie, nogach, plecach - trzaskał mnie tym pasem jak wściekły. Napierdalał mnie tak, że miałem gwiazdy w oczach, mimo to zauważyłem kątem oka, jak podczas tej czynności jego żylasty wał się powiększa i powoli unosi, coraz bardziej odsłaniając nieco jaśniejszą główkę, na szczycie której lśniła wielka kropla śluzu. Gdy przestał mnie lać, zobaczyłem, że jego kutas wycelowany jest we mnie niczym armata, a ujście cewki mocno rozszerza się na czubku żołędzi.
Przeklął, odrzucił pas i zwinnie wskoczył na łóżko tuż przed moją głową. Uklęknął i opuścił biodra - jego olbrzymi fiut znalazł się tuż nad moją twarzą. Stukał mnie nim w twarz, obijał policzki i trzymając go wciąż w dłoni zaczął szybko poruszać skórką w górę i w dół. Jego napletek był gruby i długi, przypominał mi zwały mięsa. Patrzyłem z podziwem i rosnącym podnieceniem, jak sobie wali, gdy nagle złapał mnie tak jak poprzednio za podbródek i ścisnął mocno palcami. Otworzyłem usta.
Pokierował swojego fiuta tak, by ta kropla na jego czubku spłynęła mi do ust. Poczułem jej słony smak. Zacząłem się w niej rozsmakowywać, ale przerwał mi mocny ruch, który kompletnie mnie zaskoczył. Bysior gwałtownie wierzgnął biodrami i wjebał całego kutasa do mojego gardła. Zacząłem się dławić i kasłać, i wtedy walnął nim jeszcze raz w moje miękkie podniebienie. Ten czarny ogon był tak gruby, że wypełniał mój pysk w 100%.
Poczynał sobie ze mną jak ostatni bandyta - ładował to monstrum niemal całe w moje gardło i dyszał tylko głośno, gdy zostawał tam na dłużej. Robił to coraz mocniej i szybciej - widać było, że ma super jazdę. Gdy wyszedł cały z mojego pyska, zaśmiał się zaczepnie. Coś powiedział i splunął siarczyście na swojego kutasa. Rozsmarował to lekko na całej długości - czuć było jego dumę z posiadania takiego potwora. Chwalił się nim przybliżając go do moich oczu, do nosa, by jak najwięcej moich zmysłów mogło go podziwiać.
Wydawało mi się, że - co zaskakujące - pozwala mu trochę opaść! Nie miałem jednak czasu się zastanawiać, bo znów otworzył mi usta i wpierdolił tę całą aparaturę do gardła. Nosem tkwiłem w jego poskręcanych, drobnych włoskach na umięśnionym, twardym brzuchu. Czułem, jak żołądż próbuje wślizgnąć się jeszcze głębiej, niemal do przełyku! Byłem przerażony, ale facet mocno przytrzymywał mi z tyłu głowę - pozostało mi tylko przełknąć tę jego pytę. Zostałem totalnie udupiony, bo ten czarny sadysta nie zamierzał stamtąd szybko się wycofać.
Po chwili wiedziałem już, dlaczego... Skurwiel zaczął się odlewać w moje gardło! Nadział mnie do końca, przytrzymał i szczał w najlepsze! Nerwowo przełykałem, bo bałem się, że się udławię. Musiałem! Nie miałem wyjścia! Byłem na niego mocno wkurwiony! Sikał chyba niezłym strumieniem, bo było tego masę! Słyszałem tylko, jak się rechocze, i automatycznie łykałem. Czułem się jak najgorszy cwel. Czarny spokojnie się we mnie odlał i gdy skończył, wylazł z mojego gardła w lekkim półwzwodzie. Splunął sobie na rękę i pogłaskał mnie nią nieumiejętnie po twarzy, odsłaniając rzędy swych białych, zdrowych zębów w głupim uśmieszku.
Wstał i podszedł do barku. Znalazł tam butelkę dobrej wódki, którą przywiozłem Jackowi w prezencie. Bezceremonialnie otworzył ją i napił się z gwinta. Po kilku łykach skrzywił się, ale poprawił jeszcze jednym. Drugą ręką macał sobie fiuta, ściskał go w dłoni, poruszał nim, aż znowu solidnie mu stanął. Podszedł do mnie i ostatniego łyka pod ciśnieniem wypluł ze swoich ust tak, że tysiące kropelek wylądowało mi na plecach i tyłku. Gdy tylko spadły, złączyły się w większe krople i kilka z nich wpłynęło w zagłębienie między pośladkami. Dupa zaczęła mnie piec jak diabli! Kiedy wóda spłynęła mi po odbycie, myślałem, że oszaleję! On spokojnie odstawił butelkę i pogrzebał jeszcze w barku.
Co on robi? Coś nadgryza, szarpie? O kurwa, on otwiera gumkę! Facet będzie mnie pierdolił! Tylko nie to! Przecież zupełnie rozwali mi dupę! To się nie zmieści! Poza tym wszystko mnie piekło. Zacząłem ostro wierzgać na swoim łożu tortur. Może się wyzwolę jeszcze w jakiś sposób? Bo przecież... Kurwa, tylko nie to! Widziałem jednak, że ten napakowany, czarnoskóry bandyta wcale się tym nie przejmuje, tylko powoli podchodzi do łóżka, do którego przywiązany jestem dupą do góry. I... mam gówno do powiedzenia - takie są fakty.
"O kurwa, o kurwa" - jęczałem i płakałem, gdy czułem, jak coś wielkiego i gorącego szturmuje mój zwieracz. Zacisnąłem się - może zrezygnuje? Ale nie, na chama pcha się do środka, nawet kosztem totalnej miazgi! Zmiana taktyki: rozluźnić się na maksa. Trudno, skoro nie wygram, to przynajmniej niech to trochę mniej boli. Ale on chyba zrozumiał to jako absolutne przyzwolenie na wszystko i bez cackania wpierdolił mi się cały do środka. Ryknąłem z bólu. Zacząłem desperacko rzucać się na łóżku. Kajdanki wpijały mi się w ręce. Nigdy nie czułem czegoś tak gigantycznego w tyłku. Głośno wrzeszczałem, ale to tylko rozwścieczyło mojego jebakę, nie miał już żadnych skrupułów. Legł na mnie cały swoim olbrzymim, mokrym cielskiem, podnosząc mocno do góry swoje biodra i opadając nimi z takim impetem, że poręcz łóżka uderzyła o ścianę, a ono samo ugięło się i zatrzeszczało. To było jak wyrok na mojej białej dupie. Mój zwieracz musiał się rozszerzyć jak na przyjęcie ręki - normalni ludzie mają takie przedramię, jak ten potwór kutasa! Do tego sapał i prychał w samczym opętaniu, zapierając się mocno wielkimi stopami o oparcie. Muskularne łapy zaciskał na brzegach łóżka i ładował się we mnie cholernie głęboko. Czułem, że wyłazi kutasem prawie do końca, a potem za każdym razem wpierdala się z ogromną prędkością aż do oporu, tzn. dopóki jego czarny brzuch nie przylgnie ciasno do mojej białej dupy.
Krzyczałem, żeby przestał, lecz bezskutecznie. Napierdalał mnie tak z pół godziny - ostro, po chamsku i na maksa, popijając w przerwach wódkę dla kurażu. Myślałem, że oszaleję. Ochrypłem od krzyków i jęków. Na karku czułem skapujące z jego ciała zimne krople potu. Facet walił mnie na dzikusa, jak ostatnią kurwę. I choć cały czas stał mi podczas tej akcji, miałem już dość. Czy mój zwieracz po takim rozjebaniu wróci do pełnej formy? - przelatywało mi przez głowę, gdy ten gruby drągal po raz tysięczny przybijał mnie do łóżka.
W pewnym momencie Murzyn zaczął głośno jęczeć i sapać, z miejsca przyspieszył dwukrotnie i dojebywał mi tak mocno, że moja, rozjechana już bądź co bądź, dupa znów zaczęła boleć. Traktował mnie jak przedmiot do pierdolenia. Domyśliłem się, że ma orgazm, i myślałem, że tego to już nie przeżyję! To, co było do tej pory, to nic! Na szczęście skończył, lądując głęboko we mnie i przyduszając mnie do końca swym mokrym, czarnym cielskiem. Po paru minutach zwlókł się ze mnie i usiadł na łóżku.
No - pomyślałem - może w końcu mnie rozkuje, ale on, jakby mu było mało zabawy z moją dupą, zaczął wkładać tam swoje palce. Rozszerzał mi dziurę i wsuwał po kilka do środka. Mówił coś i śmiał się. Pewnie z tego, jaką mam teraz rozjebaną dupę! Czułem w sobie jego trzy mocne palce, którymi łapał mnie za prostatę. Potem dołączył czwarty. Wsunął się głębiej. Mnie było już wszystko obojętne, więc nie zareagowałem, gdy jeszcze bardziej rozszerzył mnie i wpakował się głębiej. Usłyszałem odgłos satysfakcji z jego ust. Złapał mnie za głowę próbując ją w miarę możliwości odwrócić. Niewiele mogłem zobaczyć, ale zrozumiałem: wpakował mi całą łapę do środka! O rany..., myślałem, że to u mnie niemożliwe! Opadłem bezsilny. Robi ze mną, co chce - powiedziałem do siebie z rezygnacją. Ale o dziwo, gdy tak poruszał we mnie dłonią, robiło mi się coraz przyjemniej. Mój bezbronny zwieracz otaczał luźno jego nadgarstek, a na prostacie czułem intensywną pracę jego męskich paluchów. Zaczął mi znowu stawać. Facet chwycił mnie za jaja i zaciskając je lekko w garści ciągnął zdecydowanie do siebie. Mój kutas do tej pory zdążył się już mocno wyprężyć. Było w tym coś strasznie podniecającego! Czarny bysior trzymał w mojej dupie swoje ogromne, silne łapsko, rozciągając palcami ścianki mojego odbytu. Samym waleniem w prostatę powoli doprowadzał mnie do stanu wrzenia. A do tego jeszcze moje jaja trzymane w miażdżącym uścisku... Moja prostata zaczęła się rytmicznie kurczyć. On chyba to poczuł, bo niespodziewanie zanurzył swoją łapę głębiej, a drugą barbarzyńsko zaczął szarpać moje wory, wykręcając je i gniotąc w mocnej, gorącej pięści.
W tym momencie nie wytrzymałem. Kilkoma silnymi skurczami mięśni wyrzuciłem z siebie potężny strumień spermy. Czegoś tak intensywnego jeszcze nie przeżyłem! Przez moment totalnie odleciałem. Odczucia z tak ostro spenetrowanej przez męską piąchę dupy były niepowtarzalnie doskonałe! Tylko dzięki temu doszedłem do tak zajebistego orgazmu! Leżałem sapiąc głęboko i powoli dochodziłem do siebie. Facet wyjął ze mnie rękę i poszedł gdzieś, a na opadniętym fiucie nadal dyndała mu zużyta guma. Zdziwiło mnie, że po powrocie nadal ma ją nałożoną. Przeczuwałem coś niepokojącego. Nie pomyliłem się. Stanął przy mojej głowie i przy mnie zaczął dopiero zdejmować gumę. Gdy się jej pozbył, podniósł mi nieco głowę i wpakował miękkiego kutasa do umycia. Obessałem, oczyściłem i wylizałem mojego zdobywcę z całej spermy nie wypuszczając go ze swoich ust. Ale okazało się, że to nie koniec! Z satysfakcją uniósł prezerwatywę wskazując ogromną porcję spermy w środku. Faktycznie, obfity wytrysk, ale co z tego? Tymczasem on otworzył mi ponownie usta i wylał tam całą zawartość gumy, przewijając ją przy okazji na drugą stronę. Uderzył mnie silną łapą w twarz "dla zachęty", żebym całość połknął, a gdy już to zrobiłem, wsadził mi tę gumkę do pyska i rozkazał żuć. Sam gdzieś się ulotnił. A ja żułem i żułem, i żułem... Byłem taki zmęczony i rozjebany...
- Pobudka, już trzynasta! - obudził mnie głos Jacka. Byłem cały obolały, na rękach miałem jeszcze kajdanki, ale już odkute od poręczy łóżka.
- Jak dobrze, że jesteś - próbowałem powiedzieć, ale gdy wyplułem prezerwatywę tkwiącą mi w ustach, wyszło mi to o wiele lepiej.
- Słuchaj, było włamanie!
- Włamanie? Zwariowałeś? - Jacek patrzył się na mnie z niedowierzaniem.
- Tak. Wpadł tu taki ogromny, czarny facet o budowie atlety i nie wiem, czy czegoś nie ukradł!
- Ukradł? A tobie czegoś nie zrobił? - zapytał z trudem utrzymując powagę.
- Mnie? Dlaczego? - udawałem zdziwienie.
- Hm, sam rozumiesz... To chyba nie twoje? - spytał wskazując na wyplutą przeze mnie prezerwatywę.
- Noo... nie. No dobra, powiem. Przeruchał mnie.
- Ostro?
- Bardzo.
- To gratuluję!
- Zwariowałeś?
- Przecież zwierzałeś mi się, że to twoje największe marzenie w seksie - być ostro zerżniętym przez Murzyna z olbrzymim kutasem!
- Ale to może jakiś bandzior, a ty sobie żartujesz!
- Żaden bandzior, tylko mój dobry znajomy. Poprosiłem go o małą przysługę dla ciebie. Dziś możesz pójść ze mną do klubu i go poznać. To cholernie sympatyczny facet, ręczę za niego! Ale wiem, że w seksie umie dać w kość... - Jacek uśmiechnął się zagadkowo. A ja byłem mu jeszcze długo wdzięczny!

ergojam,

 opowiadanie pochodzi z grupy gay-historie.

piątek, 6 stycznia 2017

Żołnierskie zagrywki

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA

Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

Raz w miesiącu chodzę do "energetyka", żeby zapłacić rachunki za prąd. Za każdym razem przechodzę koło jednostki wojskowej. To niesamowite uczucie widzieć tych prężnych, jurnych żołnierzy. Dobrze zbudowani chłopcy, zawsze uśmiechnięci i gotowi do działań. Przechodząc obok ich budynków zawsze mam erekcję. Wyobrażam sobie to i owo. Marząc o tym, żeby coś z tego się spełniło. 
Pewnego dnia marzenia stały się prawdą. Szedłem jak zwykle zapłacić za energię. Przechodząc pod oknami jednostki zauważyłem stojącego w oknie żołnierza. Był półnagi, świetnie zbudowany, owłosiony brunet z potężną klatą. Palił papierosa. Kiedy zauważył, że się na niego prowokacyjnie gapię, ku mojemu zaskoczeniu uśmiechnął się i machnął do mnie ręką, w geście zaproszenia. Zdębiałem. Nie wiedziałem, czy się zatrzymać, czy może iść. Ale ciekawość zwyciężyła. Stanąłem (i mi też stanął, bo był z faceta okaz). Oparł się łokciami o parapet i spytał, co tak się gapię, faceta nigdy nie widziałem czy co. Ja, trochę zmieszany, odpowiedziałem, że tak - widzieć widziałem, ale nie takiego. Było w tym trochę wazeliniarstwa, bo od razu dodałem, że jego ciało wygląda na 25 lat. Facet miał akurat 40, jak się później okazało, ale był zajebisty. On, jakby oczekując takiej odpowiedzi, rzucił od razu, że mógłbym zobaczyć coś więcej. Był odważny, to trzeba było mu przyznać. Odpowiedziałem, że oczywiście chciałbym zobaczyć więcej, bo jestem bardzo ciekawy świata. Ta głupia rozmowa skończyła się bardzo szybko. Facet powiedział:
 - Właź główną bramą, a strażnikowi powiedz, że do Mikowskiego w sprawie nowych mundurów.
Tak też zrobiłem. Strażnik, jakby nie wierząc, zadzwonił jeszcze do niego, a kiedy usłyszał potwierdzenie, wpuścił mnie mówiąc, że to pokój nr 8, na lewo i do końca korytarza. Serce waliło mi jak młot. Nie wiedziałem, czy to sen, czy jawa.
Wszedłem. Mój gladiator stał w samych spodniach. Ręce miał w kieszeni i coś nimi manipulował, dopiero po czasie zauważyłem ładnych rozmiarów namiocik na wysokości jego krocza. Powiedział szczerząc do mnie swoje białe zęby, że tak szybko to się jeszcze nie dogadał. Uśmiechnąłem się, ale cały czas drżałem - nie wiedziałem przecież, na co tak naprawdę mogę liczyć. On podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Teraz wiedziałem, że jest dobrze. Pocałowałem go tak samo, a rękę położyłem na jego muskularnej, owłosionej klacie (miał duże brodawki).



On tymczasem zamknął drzwi na klucz i zaczął mnie rozbierać. Ja odpiąłem jego skórzany pas i w tym momencie jego gacie spadły do kostek. Miał muskularne nogi, pokryte czarnymi włoskami. Widząc potężną erekcję w jego slipkach od razu uklęknąłem. Delikatnie ściągnąłem mu jego za małe majteczki, z których wyskoczył naprężony chuj, ociekający śluzem. Obaj byliśmy nadzy. Ja ssałem jego instrument, a on jęczał z zachwytu. Miał zajebisty napletek. Kurwa, tak mięsistą skórkę każdy chciałby possać. Szybko jednak stwierdził, że też chce mnie poczuć. Uklęknął więc, żeby mi pociągnąć. To był niesamowity widok. Potężny, muskularny facet klęczał przede mną, żeby zrobić mi loda. Byłem podjarany na maksa. Rękami zacząłem pieścić jego głowę (miał krótko przystrzyżone włosy) i potężne ramiona. On patrzył się na mnie i ssał. Kiedy wyczuł, że miałem polecieć, ścisnął mojego ogóra tak zręcznie, że się powstrzymałem.

Powiedział, że chciałby mnie wypróbować od tyłu. Zgodziłem się, bo zawsze chciałem być wyruchany przez takiego 100% samca. Uklęknął więc i zaczął językiem wchodzić w moje kakaowe oczko. To było uczucie! Jego trzydniowy zarost łaskotał moje pośladki, a jego język już zapowiadał większe emocje. Długo te igraszki nie trwały i mój muskularny gach stwierdził, że teraz przyjdzie kolej na jego paluszki. Miał grube palce prawdziwego faceta. Pierwszy wszedł bez problemu. Właściwie było mi za mało i zacząłem się na niego nadziewać w oczekiwaniu większych bodźców. On zaczął się śmiać swoim basem i od razu wpakował mi drugiego. Teraz zabolało, ale po paru chwilach wszystko wróciło do normy i znów chciało mi się wierzgać na moim rumaku.
 Wyciągnął je więc z mojej dupy, która zaczęła już ociekać śluzem, nasmarował moje oczko (dopiero teraz K-Y) i wprowadził swojego żylastego ogiera. Pochylił mnie nieco do przodu i zaczął mnie posuwać, najpierw powoli, ale z czasem coraz szybciej i szybciej. Jego chuj wchodził i wychodził z mojej szpary, która robiła się coraz gościnniejsza, wydzielając swe soki. Słyszałem podniecający pomlask uderzających o moje pośladki jąder mojego gladiatora, który spocił się przy tym jak prawdziwy facet. Czułem, jak obiema rękami trzyma mnie mocno za biodra, a na plecach czułem jego muskularny tors, pokryty włosami. Byliśmy tak spoceni, że wszystko się kleiło. W pewnym momencie to 90-kilowe bydlę opierało się prawie całym ciężarem na mnie, a ja czułem za uchem jego męskie sapanie na przemian z jakimiś przekleństwami. Było mi dobrze, czułem się jak w raju. Sięgałem do jąder gacha i mówiłem:
 - Pieprz mnie, możesz zrobić ze mną wszystko, co chcesz...
W tym momencie wysapał, że zaraz poleci i że chciałby mi się spuścić na twarz. Szybko więc wyskoczył ze mnie, a ja uklęknąłem. Mój potężny żołnierz stał przede mną jak grecki bóg i swoją potężną ręką dokańczał przyjemności. Trwało to jakieś 10 sekund, po których poleciał. Trzeba przyznać, że wytrysk miał imponujący. Moja twarz pokryła się strugami jego gęstej, śmietankowej spermy o wspaniałym zapachu prawdziwego mężczyzny. Podczas samego szczytowania zaryczał głośno (bałem się, że ktoś może usłyszeć). Wziąłem do ust jego piękny instrument i umyłem mu go. Następnie on zaczął mnie całować po twarzy, zlizując wszystko, co przed chwilą na niej zostawił. To było bardzo podniecające: widzieć, jak męski facet potrafi docenić zawartość swoich jąder.
Potem, jakby tego nie było mu dosyć, kazał mi, żebym spuścił mu się do ryja. Wziął mi do ust i zacząłem go posuwać. Trwało to bardzo krótko, bo byłem podniecony do granic wytrzymałości. Mój wór już prawie prosił o możliwość wystrzelenia fontanny. I tak się też stało. Poleciałem. Cała zawartość trafiła do ust mężczyzny, jednak duża jej część zaczęła wypływać na jego muskularny tors. Spodobało mi się to i zacząłem rękoma ją rozmazywać. Mogłem dotykać jego ciała, masowałem je przy tym jak własnego chuja podczas onanizmu (namiętnie i z pasją). Jemu też się to musiało podobać, bo zaczął jęczeć.
Obaj jednak byliśmy już zmęczeni tymi zabawami. Papierowymi ręcznikami musieliśmy się doprowadzić do porządku. Na koniec jeszcze jeden pocałunek (miał zajebisty język, którym wdzierał mi się do środka jak jakiś dzikus) i pożegnanie. Strasznie musiał się na mnie napalić, bo bardzo nalegał na następne spotkanie (już na bardziej neutralnym gruncie). Oczywiście, że się zgodziłem. Umówiliśmy się za dwa tygodnie (wcześniej nie mogłem ani ja, ani on), w sobotę. Spytał, czy nie miałbym nic przeciwko, gdyby przyprowadził swojego przyjaciela-kulturystę. Bardzo się ucieszyłem (i mój mały też). Ale o tym spotkaniu napiszę następnym razem...


opowiadanie pochodzi z grupy gay_historie.

środa, 4 stycznia 2017

Wybór filmów - Heterycy 1

Jeden z moich ulubionych fetyszy - hetero próbujący zakazanego owocu. Niestety o dobre filmiki bardzo trudno - większość z nich jest reżyserowana, żeby wyglądać na prawdziwe. Przedstawiam Wam pierwszy wybór wraz z krótkimi opisami.
Przez głowę niejednego heteryka przeszła pewnie myśl "jak to jest obciągnąć koledze" albo "czy warto spróbować analu". Za komentarz nich posłuży cytat z poniższego filmuku "I cannot believe I am actually enjoying it". Niezdecydowanym polecam eksperymenty z kolegami. W końcu nic co ludzkie nie powinno być nam obce.

1. Rekcja pasywa, jest super realistyczna. Uwielbiam kiedy aktorzy mówią coś więcej niż "och" i "ach" pokazują trochę osobowości. Super sexy.

Straight Guy gets fucked HARD
Drugie ujęcie tego samego filmu

 Aktor - Pat Bateman występuje też w innych produkcjach zarówno homo jak i heteroseksualnych, które z łatwością możecie znaleźć wpisując jego nazwisko. Powyższy kawałek jest chyba najlepszy - szczególnie dzięki możliwości zobaczenia "gotowego porno" przez pryzmat backstage'u.

 Z ciekawostek: filmografia tego pana: http://www.imdb.com/name/nm3187422/
Aktor został również escortem co można przeczytać tutaj. Panowie, jeśli ktoś z Was szuka małego prezentu dla mnie - spotkania z tym panem nie odmówię ;)

Orgia w mundurach

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA
Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

To ogłoszenie natychmiast przykuło moją uwagę: Grupa prawdziwych facetów w mundurach poszukuje innych facetów - kandydatów na obóz przetrwania. Od paru lat lubuję się w klimatach mundurowych. Jestem stałym klientem sklepów z militariami i czytelnikiem czasopism oraz książek o tej tematyce. Dodatkowo regularnie chodzę na siłownię oraz do fryzjera. Pomyślałem więc, że ktoś taki jak ja może się przydać na obozie przetrwania. Od lat zresztą marzyłem o tym, aby wybrać się z grupą prawdziwych facetów na taką imprezę, pojawiła się więc niepowtarzalna okazja realizacji tych zamierzeń. Byłem przekonany, że całkowicie odnajdę się w tych klimatach, ponieważ jako zodiakalny Skorpion jestem dość dobry w podległości i wykonywaniu poleceń. Postanowiłem więc zadzwonić. 
Facet był dość miły i zaprosił mnie na wstępne spotkanie. Przyjęło mnie dwóch fantastycznych chłopaków w koszulkach i spodniach moro. Koszulki były mocno napięte na ich wielkich mięśniach. Zadali mi kilka pytań o to, jak wyobrażam sobie taki obóz, a potem zapytali mnie z tajemniczymi uśmiechami, czy wiem, na co się decyduję. Wiedziałem, ale ich pytanie było tak intrygujące, że spojrzałem pytająco prosto w ich oczy.
- Chodzi nam o to, że to nie będą przelewki. Wiesz, będziesz ciężko zapierdalał i będziesz musiał wykonywać wszystkie polecenia starszych uczestników obozu. To jest podstawowy warunek. Czy to jest dla ciebie jasne?
To było dla mnie bardziej niż jasne. Chłopcy poinformowali mnie jeszcze, jaką mam wnieść opłatę, jaki przygotować sobie strój (umundurowanie miało być ujednolicone) oraz gdzie i kiedy się zgłosić.
  
To był piękny letni ranek. W pełnym rynsztunku i z wzorowo zapakowanym plecakiem zgłosiłem się pod wskazany adres. Tam czekała na nas odkryta wojskowa ciężarówka. Na rozkaz wszyscy usiedliśmy w milczeniu na dwóch ławkach po przeciwnych stronach samochodu. W pełnym milczeniu jechaliśmy tak jakieś 2 godziny, zanim dotarliśmy na miejsce. Obóz był szczelnie ogrodzony zasiekami, a przed wzrokiem ciekawskich chroniła go także siatka maskująca. Czekały na nas już rozłożone namioty. Sebastian - nasz dowódca - ogłosił, że mamy 10 minut na zajęcie łóżek i zgłoszenie się na placu apelowym. Już po chwili zorientowaliśmy się, że drużyny 'namiotowe' są podzielone pół na pół: na starych i młodych uczestników obozu. W ten sposób każdy był jakby pod prywatną pieczą bardziej doświadczonego kumpla.
 Po 10 minutach niemal wszyscy zgłosili się na placu. Sebastian w ostrych słowach skrytykował spóźnialskich i zaznaczył, że takie wybryki w przyszłości nie będą tolerowane. Potem określił zadania, jakie przed nami stoją, i zaznaczył po raz kolejny, że obowiązuje całkowite posłuszeństwo. I abyśmy się o tym przekonali, przygotowali dla nas specjalny program na dzień dzisiejszy, w czasie którego będziemy mogli się wykazać służbą starszym stażem uczestnikom. Wtedy część starych nas otoczyła i padła komenda, aby się rozebrać do naga Chłopcy ociągali się, ale niektórzy zaczęli powoli, niepewnie rozpinać guziki. Po chwili wszyscy staliśmy na placu tak jak nas Pan Bóg stworzył. Niektórym fiuty wyraźnie się podnosiły. Widocznie zaistniała sytuacja nieźle ich podjarała. Czułem, jak również do mojego kutasa napływa krew, jak zaczyna się robić większy i twardszy. Podnieciłem się jeszcze bardziej, jak zobaczyłem, że także nasi opiekunowie pokazują swoją muskulaturę i rozbierają się do naga.
Kiedy wszyscy ze stojącymi znaleźliśmy się już w stroju Adama, każdy z nas musiał podejść do swojego opiekuna i uklęknąć przed nim, chwytając się jednocześnie za kostki. W ten sposób nasze usta znalazły się na wprost ich kutasów. To nie pozostawiało mi już żadnych wątpliwości co do tego, co za chwilę się wydarzy. Czułem, że jestem bardzo podniecony, czego dowodem była moja stojąca i pulsująca pała. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że spuszczę się z samego podniecenia. Było gorąco i chłopakom zapociły się już nieźle jądra pod mundurem, dlatego od czasu do czasu zalatywał przyjemny, słodkawy zapach z krocza, który pobudzał mnie jeszcze bardziej.
 I wtedy właśnie padła komenda, aby koty zaczęły obciągać swoim opiekunom. Kątem oka spostrzegłem, że wszyscy posłuchali rozkazu. Paru gości, którzy nie byli przyzwyczjeni do takich akcji, zaczęło się jednak dławić i dusić. Inni ofiarnie i bez szemrania obciągali. Tak się złożyło, że moim opiekunem był Sebastian. Miał wielkiego kutasa, którego musiałem obciągać do samego końca. Z trudem powstrzymywałem dławienie. Wiedziałem jednak, że muszę ciągnąć ofiarnie i posłusznie. Ręce założone na kostkach wcale nie ułatwiały mi robienia laski. Widziałem jednak, że Sebastian stara się ułatwić mi zadanie i lekko ugiął kolana, abym nie musiał tak bardzo wyciągać szyi.
W czasie kiedy ja obciągałem dowódcy, on mówił, że wszystkie przewinienia będą surowo karane, a obsługiwanie naszych opiekunów należy do podstawowych obowiązków nowo przybyłych. Potem chwycił moją głowę obiema rękami i zaczął mnie ostro rżnąć w usta.
 Jego chuj wchodził w moje gardło nawet poza migdałki. Wreszcie poczułem, że jest tak twardy, jak kamień, że krew pulsuje w nim jakby była tłoczona pompą - i wtedy poczułem w moich ustach olbrzymi, gorący wytrysk. Sebastian chciał wyciągnąć swojego fiuta, ale ja przytrzymałem jego tyłek i tak staliśmy przez jakiś czas.
Kiedy mój opiekun już trochę ochłonął po wytrysku, szeptem powiedział mi, że teraz pójdziemy do namiotu. Klęczałem tak wtulony w jego łono i czułem fantastyczny zapach jego potu. Zdołałem wydusić z siebie tylko jedno zdanie:
- Cokolwiek powiesz, panie!
 Sebastian podniósł mnie i zaprowadził do namiotu. To samo zaczęły robić też pary, które skończyły pierwszą część zabawy. W namiocie wszystkie koty musiały położyć się na łóżkach. Nasi przełożeni naciągali w tym czasie prezerwatywy. Potem uklęknęli przy łóżkach, a nam kazali zadrzeć nogi do góry. Nagle poczułem na swojej dziurce bardzo przyjemne ciepło, które przesuwało się w górę i w dół. Kątem oka dostrzegłem, że chłopaki lizali nam odbyty. To było bardzo przyjemne odczucie, ale kiedy zaczęli dodatkowo nawilżać nam dziury jakimś żelem, wiedziałem, że na tym się nie skończy. Sebastian miał kutasa w pełnym wzwodzie i kiedy się podniósł, zacisnąłem zęby. Ale on, zanim we mnie wszedł, zaczął wiercić mnie palcami. Początkowo jednym, a potem dwoma lub trzema, i już sam nie pamiętam momentu, kiedy powoli wszedł we mnie swoim wielkim chujem. Kiedy wprowadził go jednak do samego końca i na chwilę się zatrzymał, poczułem niebywałą rozkosz i mój fiut stanął dęba. Wtedy on, początkowo powoli, a potem coraz szybciej zaczął mnie posuwać. Było super. Moje podniecenie sięgało zenitu, tym bardziej, ze za pierwszym razem nie dane było mi się spuścić. Kiedy więc zobaczyłem, że oczy Sebastiana zaszły delikatną mgiełką, poleciałem sobie na brzuch, i to niemal w tym samym momencie, kiedy spuszczał się Sebastian. Kiedy wyciągnął swojego odzianego w prezerwatywę kutasa, byłem pełen podziwu dla ilości spermy, która znalazła się w zbiorniczku, tym bardziej, że był to już drugi jego wytrysk w tym dniu. Zdjął gumę i zawartą w niej, jeszcze ciepłą spermę wylał mi na klatkę piersiową.
 Wtedy nagle jakby przypomniał sobie swoją pozycję na obozie i wydał komendę: 'Baczność', a kiedy wszyscy stanęli, kazał nam się ubrać i przystąpić do organizowania kuchni polowej. Ubieranie się szło nam jakoś niemrawo, ale rozkaz to rozkaz.
Byłem zmęczony, ale jednocześnie szczęśliwy, ponieważ w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałem, że moje marzenia spełnią się w 100%. Przez ponad 3 tygodnie służyłem pod rozkazami Sebastiana. Byłem na każde jego wezwanie. Rżnął mnie w czasie marszu i wypoczynku, na leśnej ławce, trawie i w jeziorze - w czasie kąpieli. Bardzo mile wspominam też seks w czasie wyreżyserowanej bitwy, kiedy to zerżnął mnie na siedzeniu swojego łazika. Jeszcze kilka razy doprowadził mnie do wytrysku bez dotykania mojego fiuta. To był bardzo udany obóz i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie można powtórzyć tę zabawę. Z tą tylko różnicą, że tym razem to ja będę opiekunem.

l.g.,

opowiadanie pochodzi z grupy gay_historie.

Gejowskie Opowiadania - linki

Dla tych, którzy lubią sami przedzierać się przez nieskończone ilości literek tu przedstawiam listę moich źródeł.

 Polskie serwisy 

http://www.pornzone.com/opowiadania/geje/  Chyba najczęsciej aktualizowana strona w polskim internecie
http://www.sexopowiadania.pl/kategoria/1/gejowskie/# Mniej nowości
https://pl.xhamster.com/stories-pl/niches/new-gay_male-1.html Nowa strong na razie rozwija się wolno
http://adonis1.w.interiowo.pl/miastogejow.html Super stara strona, ale ma kilka smaczków
www.gaysm.pl Sugeruję założenie konta, bo oprócz ciekawych opowiadać w zakładce "Teksty" na uwagę zasługują też niektóre wpisy na blogach
http://www.gayland.fora.pl Forum zdaje się ponownie budzi do życia - wymagana darmowa rejestracja

 Angielskie serwisy

www.nifty.org Niewątpliwie największy zbiór w interencie, opowiadania z każdego możliwego fetyszu
http://www.asstr.org/~/Kristen/gay/
http://www.sexstories.com/themes/39/Gay
http://www.agaysex.com/gaysex.html - powróciła w nowej odsłonie i nawet nieco aktualizowana

wtorek, 3 stycznia 2017

Armia

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA
Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
==================================================
Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam jedno z moich ulubionych opowiadań. To właśnie ono rozbudziło we mnie fascynację mężczyznami w mundurach. 

Byłem znudzony jak mops, nic mi się nie chciało, na nic nie miałem ochoty. Chodziłem nieprzytomny i czepiałem się bzdur. Z nikim nie mogłem się dogadać. Mama za każdym razem spoglądając na mnie mówiła coś o miłości i nawet dała mi jakąś forsę, abym wziął to dziewczę do kina czy na dyskotekę. A ja rzeczywiście byłem zakochany, ale to "dziewczę" miało na imię Hubert, nie wiedziałem, jak mam mu o tym powiedzieć. Nagle straciłem całą siłę przebicia, jakby uszło ze mnie powietrze. 
Hubert był o rok starszy ode mnie. Przyjaźniłem się z nim od dziecięcych lat, był prawdziwym przyjacielem, na którego można było liczyć w najtrudniejszych momentach czy podbramkowych sytuacjach. Był świetnym kompanem, ale nigdy nie pociągał mnie seksualnie. A tu nagle jak grom z jasnego nieba, nie wiadomo skąd, za co i dlaczego. Tylko ON i poza nim nie istniało nic.
Wziąłem forsę i pomyślałem: pójdziesz w miasto, mały, zaszalejesz, to ci zaraz amory z głowy wywietrzeją, a Hubert musi sam zdecydować - inaczej możesz stracić przyjaciela, a to zbyt wiele, żeby ryzykować. Idąc ulicami myślałem, gdzie by tu najlepiej się zapomnieć: kino odpadało w przedbiegach, nie kręciło mnie w ogóle - zero siedzenia, tylko ruch i dużo ludzi, tłum jak największy - jakiś koncert, odjazdowa dyskoteka. Ale na to było za wcześnie. Obszedłem całe centrum i ruszyłem w stronę bazaru. Na samą myśl zjeżył mi się włos na głowie - byłem w takim stanie, że aby wyszumiało, trzeba było nie lada huraganu, a ja byłem gotów na wszystko, aby tylko zapomnieć.
Nie spieszyłem się. Spokojnie analizowałem sytuację, jeszcze raz ważyłem wszystkie za i przeciw, i właściwie bez decyzji, ale z ogromną chęcią i jakby bez wyjścia, zdecydowanym już i pewnym krokiem ruszyłem na polowanie najgrubszego "zwierza", jaki się pojawi w okolicy. Chłodnym okiem mierzyłem co dorodniejsze okazy męskiego rodzaju, ale żaden nie był na tyle extra, aby mnie zelektryzować; co najwyżej unosiłem brwi i myślałem: no, no, no - i to wszystko.
Schodzony jak trampek po sezonie, czując te wszystkie przebyte kilometry, wiedziałem, że mógłbym iść do końca świata mając nadzieję, że na końcu tej drogi będzie czekał na mnie Hubert. Powoli kierowałem się w stronę przystanku. Właściwie mogłem iść na disco - zaczynało zmierzchać - ale nie miałem już zupełnie ani chęci, ani nastroju, i w totalnej depresji stanąłem jak skazaniec na przystanku, czekając na autobus, który powiezie mnie do domu, gdzie będzie trudno wytrzymać.
Usłyszałem męski, szczery, tak zwany "żywiołowy", zaraźliwy, radosny spontan - zafascynował i wyrwał z zamyślenia. Wzrokiem zacząłem szukać właściciela tego głosu. Tuż obok, za gęstą ścianą krzewów, przy stoliku na świeżym powietrzu, przy piwku siedziała grupka wojaków i jeden z nich - brunet o rumianych policzkach, tępych wyraźnie rysach twarzy - śmiał się całą gębą, poklaskując dłońmi o uda.
- To był numer jeden, chłopaki... robimy jeszcze jedną kolejkę... ja muszę na stronę... ale super...
Teraz, kiedy wstał, widziałem go bardzo dobrze, czułem go, bardzo mocno popychało mnie w jego kierunku. Lubiłem tę moc, a szczególnie moment, w którym się rodzi, powstaje i porywa. Pomyślałem, że przecież jestem w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy miasta i że mogę tu solidnie oberwać, ale bardzo sprytnie uspokoiłem się myślą, że mnie też chce się lać, i to już od dłuższego czasu, więc pójdę TYLKO PO TO. I poszedłem.
Stanął przy śmietniku. Minąłem go i stanąłem za nim i za śmietnikiem. Słyszałem jego plusk strumienia. Sięgnąłem do rozporka: penis stał jak murowany, nie było mowy o żadnym laniu. Cały czas słyszałem bystry, wydobywający się pod dużym ciśnieniem, obfity nadmiar głośno spadającego na glebę moczu. To było niebywale podniecające, pierwszy raz w życiu taka sytuacja postawiła mnie na baczność. Nie mogłem wytrzymać, musiałem się odwrócić. Śmietnik zasłaniał mi go częściowo, wzrokiem błądziłem po mundurze, bojąc się spojrzeć mu w twarz, i właściwie to on schylił się i zajrzał mi w oczy. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo. Zrobił krok w bok, prezentując się w całej krasie i okazałości. Było na co popatrzeć! Odwróciłem się, uniosłem wzrok do niebios i westchnąłem podjarany do granic możliwości. Napiąłem się z całych sił do tego munduru i dopiero dotyk dłoni na tyłku sprawił, że się rozluźniłem marząc tę baśń.
- Lubisz żołnierzy, Misiu?
- ... - kiwnąłem twierdząco głową. Twarda, silna dłoń pieściła krótko, mocno, zdecydowanie, namiętnie.
- Manewry na takim poligonie to dla żołnierza prawdziwa przyjemność - pewnym ruchem wspiął się po kręgosłupie na kark. - Naładowany karabin musi wystrzelić, kumasz, kocie?
Po chwili klęczałem u jego stóp. Ustami poznawałem smak armii. Potęgę, siłę i moc zaledwie muskałem, ocierając się wstydliwie.
- Przygotuj się, Misiu, na cały magazynek... to będzie długa seria... - sapiąc spuszczał się obficie silnymi salwami. - Uuu... Aaa... To było to, co żołnierz lubi najbardziej... W porządku jesteś kot... taki w armii jest... jest... - szukał odpowiedniego słowa - jest po prostu potrzebny. - Podnosił mnie z klęczek. - Słuchaj, jesteś extra - mrugnął, wyraźnie zadowolony. - Tam jest jeszcze kilka karabinów do wyczyszczenia i z pełnymi magazynkami... Nie odmówisz sobie tej przyjemności, prawda...? Nie pożałujesz - dotknął moich pośladków. - Co...? - uśmiechnął się jurnie, oblizując usta.
- Ychy - kiwnąłem głową na zgodę.
Kładąc rękę na ramieniu poprowadził mnie do pubu, gdzie siedzieli kumple. Po drodze jeszcze się odlałem - przecież chciało mi się nie na żarty.
- Wskakuj pod stół - nagiął mi kark - i żeby mi każda sztuka lśniła jak szabelka ułańska... No, chłopaki - zwrócił się do kumpli - dobry żołnierz radzi sobie w każdej sytuacji i na każdym poligonie - rżeli jak konie, dogadywali, przygadywali, przepijając co chwila.
Przysiadłem jak spłoszony zając. Osaczony ostygłem, ale kiedy zsunąłem wzrok między wycelowane we mnie kościste kolana, rozchylające się i wskazujące mi cel ukryty pod moro-drelichem, najeżony w moją stronę, przełknąłem ślinę i potoczyłem dookoła wzrokiem; wybrałem najwyższy i najdłuższy masyw. Dotyk mojej dłoni sprawił, że rozsunął się jeszcze mocniej, udostępniając mi swoją giwerę. Co się działo nad stołem, nie wiem - słyszałem tylko stukot kufli o blat i fragment rozmowy:
- Chłopaki, zaraz będę miał wypolerowaną spluwę.
- Ha, ha, ha...
- Nie zapomnij wystrzelać magazynku.
- Spokojna głowa.
To brzmiało jak zaproszenie. Dotknąłem GO. Zelektryzował mnie od stóp po czubek łba. Wydobyłem ten KARABIN - był niebywały: purpurowy, olbrzymi łeb nie mieścił się w napletku. W nozdrza uderzył mnie zapach prawdziwego artylerzysty. Dopiero twarde, szerokie dłonie na karku, popychające mnie leciutko, mówiły: bierz, kochanie, szczęście jest już blisko, bardzo blisko, musisz go tylko chcieć. Pulsował w moich ustach, budząc niebywałe emocje. Moje dłonie wspinały się do kolan, potem wędrowały do rozporków, rozrywając je drżącymi, chciwymi palcami, zagarniając twarde, masywne, żylaste fiuty, pieszcząc mięsiste magazynki przeładowane amunicją. Pot spływał mi po czole i karku. Studziły mnie salwy białych fajerwerków. Z chwili na chwilę robiłem się szczęśliwszy, szedłem kolejno łeb za łbem, kolano za kolanem, sam nie wiedząc, który to już raz, która to już runda; walczyłem do ostatniego tchu.
Twardy żołnierski bucior szturchnął moje pośladki, na biodrach poczułem dłonie.
- Łysy, nie tutaj!
- A gdzie?
- Krzysiek ci pokaże, pójdziesz zaraz z nim, narwańcu. 
Wydobyli mnie na powierzchnię.
- Chcesz, kocie, piwa?
- Nie, dziękuję - nie chciałem psuć sobie smaku.
Chyba zrozumieli, o co mi chodzi, bo uśmiechali się między sobą. Podszedł do mnie Brunecik, co tak mnie zakręcił śmiechem. - Chodź, przejdziemy się - położył mi rękę na karku; za nami szedł jeszcze jeden żołnierz, potem zrównał szereg. - No, widzisz, kocie? Nadszedł czas na manewry - uśmiechnął się. - Pewnie już nie mogłeś się doczekać, kiedy rozpoczną się bojowo-szturmowe ćwiczenia sprawnościowe - śmiał się. - Nie martw się. Ja też nie mogę się doczekać. Ze wszystkich te podobają mi się najbardziej - dochodziliśmy do śmietników. - Na wszelki wypadek, Łysy, osłaniaj go, żeby nie podniósł alarmu. 
Rozbierali mnie.
- Fajny chłopak, prawdziwy kot - zagłębił palce w moich pośladkach. - Słodki jesteś jak ananas. Bardzo będziesz piszczał?
- ... - poczułem chuja między pośladkami.
- Na wszelki wypadek "zhartuj" go.
- OK. ...nie pierdol głupot, DYMAJ, wiem, co mam robić.
Twardy łeb kutasa zawył w moich pośladkach i rozerwał je. Gdyby nie namiętny jęzor Łysego w szalonym pocałunku, nie byłbym w stanie powstrzymać krzyku. Ogromne, twarde dłonie pieściły moje pośladki, aż w końcu kutasisko oderwał mnie od gleby i powędrowałem w przestworza. Pchnięcie było tak zajebiste, że nie wytrzymałem - mój fallus eksplodował nadmiarem rozkoszy. Zacisnąłem dłoń na kutasie Łysego i oderwałem się od jego ust, zaciskając szczęki z całych sił - inaczej bym go chyba pogryzł. Ujął mnie w ramiona. Objąłem jego silny kark i pod wpływem ostrego rżnięcia niewyżytego artylerzysty prężyłem się jak wąż.
- Nieźle, kurwa, sobie dajecie.
- A co to ciebie, kurwa, obchodzi, Rudy, miałeś, kurwa, czekać!
- Mieliście być cicho.
- A nie jesteśmy?
- Tylko mundury was chronią, bo inaczej to już by była niezła zadyma.
- No widzisz, koleś, co armia, to armia.
- Dobra, dobra, a co dupa, to dupa.
- Nie bój się, nie ucieknie.
- Kto to wie, czy nie spierdoli.
- Przestań gadać, bo się nie doczekasz.
- Ale zajebisty ten...
- No, Rudy, tylko bez takich, nie psuj zabawy.
- Dobra, leć i daj polatać innym.
Czułem, jak Krzysiek stracił wigor, jego ruchy stały się mechaniczne, zimne i obce, w końcu wysunął się ze mnie.
- Dobra, stary, bierz go, ja poczekam, nie umiem "pisać dyktanda".
Rudemu nie trzeba było dwa razy powtarzać, od razu zajął pozycję Krzyśka.
- Dobra, chłopaki, dobrej zabawy, ja na razie spadam na piwko - rzucił smętnie, siląc się na beztroski, luzacki ton.
- Na razie, Krzychu, pogadamy przy kuflu.
- Nie będzie takiej potrzeby, wszystko sprawdzę osobiście, tak że uważaj na tę swoją porywczość.
- OK, spoko - dodał ciszej, ale już do Łysego. - Maciek, weź mu nagnij karku, bo mnie tak naszło, że gorzej niż wojna...
Maciek, bo tak miał Łysy na imię, odsunął się o krok, spojrzał badawczo i oceniając moje możliwości in plus, silną, twardą grabą, z uśmiechem na ustach, sprowadził bez większego oporu na wysokość swojego rozchełstanego rozpora, a ja myśląc, że właśnie o to chodzi, chciałem wziąć do buzi tę gotową do odpalenia rakietnicę, kiedy odsunął się i nacisnął mnie jeszcze bardziej w dół, tak że znalazłem się między jego nogami. Na karku czułem twarde męskie krocze, a sprężyste, muskularne uda ciasno trzymały mój kark i głowę, unieruchamiając i głusząc bardzo skutecznie. W tej pozycji, wypięty jak baranek, nie sprawiałem żadnych problemów napalonemu wojownikowi, który bez żenady sięgnął całą łapą po moje krocze, wcześniej rozkopując mi nogi i łokciem wbijając się boleśnie w kręgosłup - wymusił maksymalne posłuszeństwo.
- I tak trzymać, kocie, żeby nie wiem co się działo i jak bolało, ZROZUMIANO?!
Bardziej to mówił do siebie i Maćka, chełpiąc się i jeszcze bardziej podkręcając atmosferę, niż do mnie, bo ja byłem zdany na nich całkowicie i wcale nie zamierzałem się buntować ani walczyć. Szedłem w tę słodką niewolę bojaźliwie, ale ochoczo. Między pośladkami poczułem gorącego, pulsującego twardziela, i choć serce mi waliło jak spłoszonemu szarakowi, to dotyk napalonego kutasa działał na mnie jak zaczarowana różdżka i natychmiast ogarnął mnie spokój i radość, pomimo iż wiedziałem, że czeka mnie istna droga przez mękę rozkoszy i będę musiał stawić czoło rozszalałym męskim żywiołom, nabuzowanym w koszarach, ale o to właśnie mi chodziło. I z tą myślą pokornie i posłusznie chyliłem kark przed potęgą armii.
Wszedł we mnie z jękiem ulgi. Po chwili zabujał się na boki, co odczułem boleśnie na zwieraczu. Wiedziałem, że to wróży ostrą i długą jazdę. Byłem zadowolony, choć i trochę przerażony, bo to nigdy nic nie wiadomo do końca. Krótka seria mocnych, pełnych, szybkich pchnięć, jakby rozpoznawcza, zwiadowcza akcja, zakończona jednym delikatnym, wolnym, testowym ruchem - i tym ruchem wszedł we mnie powoli i do samiutkiego końca, wbijając się twardymi, włochatymi jajcami w moje krocze i sunąc dalej w górę oderwał od gleby, aż zatrzymał się gdzieś wysoko, wysoko, poza granicami rozsądku. Kiedy zaczął mną miotać szałem obłędnego szturmu, waląc na oślep w amoku niekończącej się serii ostrzału artyleryjskiego, jęczałem czując siłę każdego uderzenia, a zwieracz pod ciężarem mojego własnego ciała zwariował z bólu i szczęścia, zaciskając się błagalnie drżał przed potęgą superzajebistego wojownika.
Teraz ujął mnie mocnym, żelaznym uściskiem, kciukami rozsuwając pośladki rozpoczął szybkie, twarde, pełne, zamaszyste, dokładne, wspaniałe, cudowne, niekończące się jebanie. On jeden wypierdolił mnie ponad wszelką ludzką możliwość, pozbawił wszelkich sił, doprowadził poprzez moc niekończących się totalnych orgazmów do czystej, sielskiej, nierozumnej duchowości.
Po nim było jeszcze kilku takich napalonych i wyposzczonych żołnierzyków, chcących wyżyć się na zapas. W końcu pojawił się Krzysztof.
- No, Łysy, teraz ty. Ja już będę odbierał rundę honorową jako ostatni. Sprawdzę przy okazji, jakie z was wojsko.
Potem zostałem sam na sam z Krzyśkiem. To był najcudowniejszy seks w moim życiu. Z tym facetem stworzyliśmy totalny, odjazdowy tandem; każdy jego ruch, dotyk, a nawet jego oddech potęgował i piętrzył doznania szczęścia i rozkoszy. Byłem w raju.

Wracając do domu byłem tak szczęśliwy, że momentami miałem wrażenie, jakbym nie mógł tego szczęścia w sobie pomieścić ani go udźwignąć. A kiedy wychodziłem z autobusu schodząc po schodach, czułem się jak bóg zstępujący na ziemię. I jak ogromne było moje zdziwienie, kiedy po dwóch tygodniach dostałem list z propozycją spotkania się w tym samym pubie z Krzyśkiem, ostatnim artylerzystą z armii. Adres musiał wziąć z legitymacji, którą miałem w kieszeni spodni, aby móc korzystać z ulg.


benias,
opowiadanie pochodzi z grupy gay-historie