Kategorie

piątek, 6 stycznia 2017

Żołnierskie zagrywki

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA

Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

Raz w miesiącu chodzę do "energetyka", żeby zapłacić rachunki za prąd. Za każdym razem przechodzę koło jednostki wojskowej. To niesamowite uczucie widzieć tych prężnych, jurnych żołnierzy. Dobrze zbudowani chłopcy, zawsze uśmiechnięci i gotowi do działań. Przechodząc obok ich budynków zawsze mam erekcję. Wyobrażam sobie to i owo. Marząc o tym, żeby coś z tego się spełniło. 
Pewnego dnia marzenia stały się prawdą. Szedłem jak zwykle zapłacić za energię. Przechodząc pod oknami jednostki zauważyłem stojącego w oknie żołnierza. Był półnagi, świetnie zbudowany, owłosiony brunet z potężną klatą. Palił papierosa. Kiedy zauważył, że się na niego prowokacyjnie gapię, ku mojemu zaskoczeniu uśmiechnął się i machnął do mnie ręką, w geście zaproszenia. Zdębiałem. Nie wiedziałem, czy się zatrzymać, czy może iść. Ale ciekawość zwyciężyła. Stanąłem (i mi też stanął, bo był z faceta okaz). Oparł się łokciami o parapet i spytał, co tak się gapię, faceta nigdy nie widziałem czy co. Ja, trochę zmieszany, odpowiedziałem, że tak - widzieć widziałem, ale nie takiego. Było w tym trochę wazeliniarstwa, bo od razu dodałem, że jego ciało wygląda na 25 lat. Facet miał akurat 40, jak się później okazało, ale był zajebisty. On, jakby oczekując takiej odpowiedzi, rzucił od razu, że mógłbym zobaczyć coś więcej. Był odważny, to trzeba było mu przyznać. Odpowiedziałem, że oczywiście chciałbym zobaczyć więcej, bo jestem bardzo ciekawy świata. Ta głupia rozmowa skończyła się bardzo szybko. Facet powiedział:
 - Właź główną bramą, a strażnikowi powiedz, że do Mikowskiego w sprawie nowych mundurów.
Tak też zrobiłem. Strażnik, jakby nie wierząc, zadzwonił jeszcze do niego, a kiedy usłyszał potwierdzenie, wpuścił mnie mówiąc, że to pokój nr 8, na lewo i do końca korytarza. Serce waliło mi jak młot. Nie wiedziałem, czy to sen, czy jawa.
Wszedłem. Mój gladiator stał w samych spodniach. Ręce miał w kieszeni i coś nimi manipulował, dopiero po czasie zauważyłem ładnych rozmiarów namiocik na wysokości jego krocza. Powiedział szczerząc do mnie swoje białe zęby, że tak szybko to się jeszcze nie dogadał. Uśmiechnąłem się, ale cały czas drżałem - nie wiedziałem przecież, na co tak naprawdę mogę liczyć. On podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Teraz wiedziałem, że jest dobrze. Pocałowałem go tak samo, a rękę położyłem na jego muskularnej, owłosionej klacie (miał duże brodawki).



On tymczasem zamknął drzwi na klucz i zaczął mnie rozbierać. Ja odpiąłem jego skórzany pas i w tym momencie jego gacie spadły do kostek. Miał muskularne nogi, pokryte czarnymi włoskami. Widząc potężną erekcję w jego slipkach od razu uklęknąłem. Delikatnie ściągnąłem mu jego za małe majteczki, z których wyskoczył naprężony chuj, ociekający śluzem. Obaj byliśmy nadzy. Ja ssałem jego instrument, a on jęczał z zachwytu. Miał zajebisty napletek. Kurwa, tak mięsistą skórkę każdy chciałby possać. Szybko jednak stwierdził, że też chce mnie poczuć. Uklęknął więc, żeby mi pociągnąć. To był niesamowity widok. Potężny, muskularny facet klęczał przede mną, żeby zrobić mi loda. Byłem podjarany na maksa. Rękami zacząłem pieścić jego głowę (miał krótko przystrzyżone włosy) i potężne ramiona. On patrzył się na mnie i ssał. Kiedy wyczuł, że miałem polecieć, ścisnął mojego ogóra tak zręcznie, że się powstrzymałem.

Powiedział, że chciałby mnie wypróbować od tyłu. Zgodziłem się, bo zawsze chciałem być wyruchany przez takiego 100% samca. Uklęknął więc i zaczął językiem wchodzić w moje kakaowe oczko. To było uczucie! Jego trzydniowy zarost łaskotał moje pośladki, a jego język już zapowiadał większe emocje. Długo te igraszki nie trwały i mój muskularny gach stwierdził, że teraz przyjdzie kolej na jego paluszki. Miał grube palce prawdziwego faceta. Pierwszy wszedł bez problemu. Właściwie było mi za mało i zacząłem się na niego nadziewać w oczekiwaniu większych bodźców. On zaczął się śmiać swoim basem i od razu wpakował mi drugiego. Teraz zabolało, ale po paru chwilach wszystko wróciło do normy i znów chciało mi się wierzgać na moim rumaku.
 Wyciągnął je więc z mojej dupy, która zaczęła już ociekać śluzem, nasmarował moje oczko (dopiero teraz K-Y) i wprowadził swojego żylastego ogiera. Pochylił mnie nieco do przodu i zaczął mnie posuwać, najpierw powoli, ale z czasem coraz szybciej i szybciej. Jego chuj wchodził i wychodził z mojej szpary, która robiła się coraz gościnniejsza, wydzielając swe soki. Słyszałem podniecający pomlask uderzających o moje pośladki jąder mojego gladiatora, który spocił się przy tym jak prawdziwy facet. Czułem, jak obiema rękami trzyma mnie mocno za biodra, a na plecach czułem jego muskularny tors, pokryty włosami. Byliśmy tak spoceni, że wszystko się kleiło. W pewnym momencie to 90-kilowe bydlę opierało się prawie całym ciężarem na mnie, a ja czułem za uchem jego męskie sapanie na przemian z jakimiś przekleństwami. Było mi dobrze, czułem się jak w raju. Sięgałem do jąder gacha i mówiłem:
 - Pieprz mnie, możesz zrobić ze mną wszystko, co chcesz...
W tym momencie wysapał, że zaraz poleci i że chciałby mi się spuścić na twarz. Szybko więc wyskoczył ze mnie, a ja uklęknąłem. Mój potężny żołnierz stał przede mną jak grecki bóg i swoją potężną ręką dokańczał przyjemności. Trwało to jakieś 10 sekund, po których poleciał. Trzeba przyznać, że wytrysk miał imponujący. Moja twarz pokryła się strugami jego gęstej, śmietankowej spermy o wspaniałym zapachu prawdziwego mężczyzny. Podczas samego szczytowania zaryczał głośno (bałem się, że ktoś może usłyszeć). Wziąłem do ust jego piękny instrument i umyłem mu go. Następnie on zaczął mnie całować po twarzy, zlizując wszystko, co przed chwilą na niej zostawił. To było bardzo podniecające: widzieć, jak męski facet potrafi docenić zawartość swoich jąder.
Potem, jakby tego nie było mu dosyć, kazał mi, żebym spuścił mu się do ryja. Wziął mi do ust i zacząłem go posuwać. Trwało to bardzo krótko, bo byłem podniecony do granic wytrzymałości. Mój wór już prawie prosił o możliwość wystrzelenia fontanny. I tak się też stało. Poleciałem. Cała zawartość trafiła do ust mężczyzny, jednak duża jej część zaczęła wypływać na jego muskularny tors. Spodobało mi się to i zacząłem rękoma ją rozmazywać. Mogłem dotykać jego ciała, masowałem je przy tym jak własnego chuja podczas onanizmu (namiętnie i z pasją). Jemu też się to musiało podobać, bo zaczął jęczeć.
Obaj jednak byliśmy już zmęczeni tymi zabawami. Papierowymi ręcznikami musieliśmy się doprowadzić do porządku. Na koniec jeszcze jeden pocałunek (miał zajebisty język, którym wdzierał mi się do środka jak jakiś dzikus) i pożegnanie. Strasznie musiał się na mnie napalić, bo bardzo nalegał na następne spotkanie (już na bardziej neutralnym gruncie). Oczywiście, że się zgodziłem. Umówiliśmy się za dwa tygodnie (wcześniej nie mogłem ani ja, ani on), w sobotę. Spytał, czy nie miałbym nic przeciwko, gdyby przyprowadził swojego przyjaciela-kulturystę. Bardzo się ucieszyłem (i mój mały też). Ale o tym spotkaniu napiszę następnym razem...


opowiadanie pochodzi z grupy gay_historie.

środa, 4 stycznia 2017

Wybór filmów - Heterycy 1

Jeden z moich ulubionych fetyszy - hetero próbujący zakazanego owocu. Niestety o dobre filmiki bardzo trudno - większość z nich jest reżyserowana, żeby wyglądać na prawdziwe. Przedstawiam Wam pierwszy wybór wraz z krótkimi opisami.
Przez głowę niejednego heteryka przeszła pewnie myśl "jak to jest obciągnąć koledze" albo "czy warto spróbować analu". Za komentarz nich posłuży cytat z poniższego filmuku "I cannot believe I am actually enjoying it". Niezdecydowanym polecam eksperymenty z kolegami. W końcu nic co ludzkie nie powinno być nam obce.

1. Rekcja pasywa, jest super realistyczna. Uwielbiam kiedy aktorzy mówią coś więcej niż "och" i "ach" pokazują trochę osobowości. Super sexy.

Straight Guy gets fucked HARD
Drugie ujęcie tego samego filmu

 Aktor - Pat Bateman występuje też w innych produkcjach zarówno homo jak i heteroseksualnych, które z łatwością możecie znaleźć wpisując jego nazwisko. Powyższy kawałek jest chyba najlepszy - szczególnie dzięki możliwości zobaczenia "gotowego porno" przez pryzmat backstage'u.

 Z ciekawostek: filmografia tego pana: http://www.imdb.com/name/nm3187422/
Aktor został również escortem co można przeczytać tutaj. Panowie, jeśli ktoś z Was szuka małego prezentu dla mnie - spotkania z tym panem nie odmówię ;)

Orgia w mundurach

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA
Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

To ogłoszenie natychmiast przykuło moją uwagę: Grupa prawdziwych facetów w mundurach poszukuje innych facetów - kandydatów na obóz przetrwania. Od paru lat lubuję się w klimatach mundurowych. Jestem stałym klientem sklepów z militariami i czytelnikiem czasopism oraz książek o tej tematyce. Dodatkowo regularnie chodzę na siłownię oraz do fryzjera. Pomyślałem więc, że ktoś taki jak ja może się przydać na obozie przetrwania. Od lat zresztą marzyłem o tym, aby wybrać się z grupą prawdziwych facetów na taką imprezę, pojawiła się więc niepowtarzalna okazja realizacji tych zamierzeń. Byłem przekonany, że całkowicie odnajdę się w tych klimatach, ponieważ jako zodiakalny Skorpion jestem dość dobry w podległości i wykonywaniu poleceń. Postanowiłem więc zadzwonić. 
Facet był dość miły i zaprosił mnie na wstępne spotkanie. Przyjęło mnie dwóch fantastycznych chłopaków w koszulkach i spodniach moro. Koszulki były mocno napięte na ich wielkich mięśniach. Zadali mi kilka pytań o to, jak wyobrażam sobie taki obóz, a potem zapytali mnie z tajemniczymi uśmiechami, czy wiem, na co się decyduję. Wiedziałem, ale ich pytanie było tak intrygujące, że spojrzałem pytająco prosto w ich oczy.
- Chodzi nam o to, że to nie będą przelewki. Wiesz, będziesz ciężko zapierdalał i będziesz musiał wykonywać wszystkie polecenia starszych uczestników obozu. To jest podstawowy warunek. Czy to jest dla ciebie jasne?
To było dla mnie bardziej niż jasne. Chłopcy poinformowali mnie jeszcze, jaką mam wnieść opłatę, jaki przygotować sobie strój (umundurowanie miało być ujednolicone) oraz gdzie i kiedy się zgłosić.
  
To był piękny letni ranek. W pełnym rynsztunku i z wzorowo zapakowanym plecakiem zgłosiłem się pod wskazany adres. Tam czekała na nas odkryta wojskowa ciężarówka. Na rozkaz wszyscy usiedliśmy w milczeniu na dwóch ławkach po przeciwnych stronach samochodu. W pełnym milczeniu jechaliśmy tak jakieś 2 godziny, zanim dotarliśmy na miejsce. Obóz był szczelnie ogrodzony zasiekami, a przed wzrokiem ciekawskich chroniła go także siatka maskująca. Czekały na nas już rozłożone namioty. Sebastian - nasz dowódca - ogłosił, że mamy 10 minut na zajęcie łóżek i zgłoszenie się na placu apelowym. Już po chwili zorientowaliśmy się, że drużyny 'namiotowe' są podzielone pół na pół: na starych i młodych uczestników obozu. W ten sposób każdy był jakby pod prywatną pieczą bardziej doświadczonego kumpla.
 Po 10 minutach niemal wszyscy zgłosili się na placu. Sebastian w ostrych słowach skrytykował spóźnialskich i zaznaczył, że takie wybryki w przyszłości nie będą tolerowane. Potem określił zadania, jakie przed nami stoją, i zaznaczył po raz kolejny, że obowiązuje całkowite posłuszeństwo. I abyśmy się o tym przekonali, przygotowali dla nas specjalny program na dzień dzisiejszy, w czasie którego będziemy mogli się wykazać służbą starszym stażem uczestnikom. Wtedy część starych nas otoczyła i padła komenda, aby się rozebrać do naga Chłopcy ociągali się, ale niektórzy zaczęli powoli, niepewnie rozpinać guziki. Po chwili wszyscy staliśmy na placu tak jak nas Pan Bóg stworzył. Niektórym fiuty wyraźnie się podnosiły. Widocznie zaistniała sytuacja nieźle ich podjarała. Czułem, jak również do mojego kutasa napływa krew, jak zaczyna się robić większy i twardszy. Podnieciłem się jeszcze bardziej, jak zobaczyłem, że także nasi opiekunowie pokazują swoją muskulaturę i rozbierają się do naga.
Kiedy wszyscy ze stojącymi znaleźliśmy się już w stroju Adama, każdy z nas musiał podejść do swojego opiekuna i uklęknąć przed nim, chwytając się jednocześnie za kostki. W ten sposób nasze usta znalazły się na wprost ich kutasów. To nie pozostawiało mi już żadnych wątpliwości co do tego, co za chwilę się wydarzy. Czułem, że jestem bardzo podniecony, czego dowodem była moja stojąca i pulsująca pała. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że spuszczę się z samego podniecenia. Było gorąco i chłopakom zapociły się już nieźle jądra pod mundurem, dlatego od czasu do czasu zalatywał przyjemny, słodkawy zapach z krocza, który pobudzał mnie jeszcze bardziej.
 I wtedy właśnie padła komenda, aby koty zaczęły obciągać swoim opiekunom. Kątem oka spostrzegłem, że wszyscy posłuchali rozkazu. Paru gości, którzy nie byli przyzwyczjeni do takich akcji, zaczęło się jednak dławić i dusić. Inni ofiarnie i bez szemrania obciągali. Tak się złożyło, że moim opiekunem był Sebastian. Miał wielkiego kutasa, którego musiałem obciągać do samego końca. Z trudem powstrzymywałem dławienie. Wiedziałem jednak, że muszę ciągnąć ofiarnie i posłusznie. Ręce założone na kostkach wcale nie ułatwiały mi robienia laski. Widziałem jednak, że Sebastian stara się ułatwić mi zadanie i lekko ugiął kolana, abym nie musiał tak bardzo wyciągać szyi.
W czasie kiedy ja obciągałem dowódcy, on mówił, że wszystkie przewinienia będą surowo karane, a obsługiwanie naszych opiekunów należy do podstawowych obowiązków nowo przybyłych. Potem chwycił moją głowę obiema rękami i zaczął mnie ostro rżnąć w usta.
 Jego chuj wchodził w moje gardło nawet poza migdałki. Wreszcie poczułem, że jest tak twardy, jak kamień, że krew pulsuje w nim jakby była tłoczona pompą - i wtedy poczułem w moich ustach olbrzymi, gorący wytrysk. Sebastian chciał wyciągnąć swojego fiuta, ale ja przytrzymałem jego tyłek i tak staliśmy przez jakiś czas.
Kiedy mój opiekun już trochę ochłonął po wytrysku, szeptem powiedział mi, że teraz pójdziemy do namiotu. Klęczałem tak wtulony w jego łono i czułem fantastyczny zapach jego potu. Zdołałem wydusić z siebie tylko jedno zdanie:
- Cokolwiek powiesz, panie!
 Sebastian podniósł mnie i zaprowadził do namiotu. To samo zaczęły robić też pary, które skończyły pierwszą część zabawy. W namiocie wszystkie koty musiały położyć się na łóżkach. Nasi przełożeni naciągali w tym czasie prezerwatywy. Potem uklęknęli przy łóżkach, a nam kazali zadrzeć nogi do góry. Nagle poczułem na swojej dziurce bardzo przyjemne ciepło, które przesuwało się w górę i w dół. Kątem oka dostrzegłem, że chłopaki lizali nam odbyty. To było bardzo przyjemne odczucie, ale kiedy zaczęli dodatkowo nawilżać nam dziury jakimś żelem, wiedziałem, że na tym się nie skończy. Sebastian miał kutasa w pełnym wzwodzie i kiedy się podniósł, zacisnąłem zęby. Ale on, zanim we mnie wszedł, zaczął wiercić mnie palcami. Początkowo jednym, a potem dwoma lub trzema, i już sam nie pamiętam momentu, kiedy powoli wszedł we mnie swoim wielkim chujem. Kiedy wprowadził go jednak do samego końca i na chwilę się zatrzymał, poczułem niebywałą rozkosz i mój fiut stanął dęba. Wtedy on, początkowo powoli, a potem coraz szybciej zaczął mnie posuwać. Było super. Moje podniecenie sięgało zenitu, tym bardziej, ze za pierwszym razem nie dane było mi się spuścić. Kiedy więc zobaczyłem, że oczy Sebastiana zaszły delikatną mgiełką, poleciałem sobie na brzuch, i to niemal w tym samym momencie, kiedy spuszczał się Sebastian. Kiedy wyciągnął swojego odzianego w prezerwatywę kutasa, byłem pełen podziwu dla ilości spermy, która znalazła się w zbiorniczku, tym bardziej, że był to już drugi jego wytrysk w tym dniu. Zdjął gumę i zawartą w niej, jeszcze ciepłą spermę wylał mi na klatkę piersiową.
 Wtedy nagle jakby przypomniał sobie swoją pozycję na obozie i wydał komendę: 'Baczność', a kiedy wszyscy stanęli, kazał nam się ubrać i przystąpić do organizowania kuchni polowej. Ubieranie się szło nam jakoś niemrawo, ale rozkaz to rozkaz.
Byłem zmęczony, ale jednocześnie szczęśliwy, ponieważ w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałem, że moje marzenia spełnią się w 100%. Przez ponad 3 tygodnie służyłem pod rozkazami Sebastiana. Byłem na każde jego wezwanie. Rżnął mnie w czasie marszu i wypoczynku, na leśnej ławce, trawie i w jeziorze - w czasie kąpieli. Bardzo mile wspominam też seks w czasie wyreżyserowanej bitwy, kiedy to zerżnął mnie na siedzeniu swojego łazika. Jeszcze kilka razy doprowadził mnie do wytrysku bez dotykania mojego fiuta. To był bardzo udany obóz i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie można powtórzyć tę zabawę. Z tą tylko różnicą, że tym razem to ja będę opiekunem.

l.g.,

opowiadanie pochodzi z grupy gay_historie.

Gejowskie Opowiadania - linki

Dla tych, którzy lubią sami przedzierać się przez nieskończone ilości literek tu przedstawiam listę moich źródeł.

 Polskie serwisy 

http://www.pornzone.com/opowiadania/geje/  Chyba najczęsciej aktualizowana strona w polskim internecie
http://www.sexopowiadania.pl/kategoria/1/gejowskie/# Mniej nowości
https://pl.xhamster.com/stories-pl/niches/new-gay_male-1.html Nowa strong na razie rozwija się wolno
http://adonis1.w.interiowo.pl/miastogejow.html Super stara strona, ale ma kilka smaczków
www.gaysm.pl Sugeruję założenie konta, bo oprócz ciekawych opowiadać w zakładce "Teksty" na uwagę zasługują też niektóre wpisy na blogach
http://www.gayland.fora.pl Forum zdaje się ponownie budzi do życia - wymagana darmowa rejestracja

 Angielskie serwisy

www.nifty.org Niewątpliwie największy zbiór w interencie, opowiadania z każdego możliwego fetyszu
http://www.asstr.org/~/Kristen/gay/
http://www.sexstories.com/themes/39/Gay
http://www.agaysex.com/gaysex.html - powróciła w nowej odsłonie i nawet nieco aktualizowana

wtorek, 3 stycznia 2017

Armia

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA
Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
==================================================
Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam jedno z moich ulubionych opowiadań. To właśnie ono rozbudziło we mnie fascynację mężczyznami w mundurach. 

Byłem znudzony jak mops, nic mi się nie chciało, na nic nie miałem ochoty. Chodziłem nieprzytomny i czepiałem się bzdur. Z nikim nie mogłem się dogadać. Mama za każdym razem spoglądając na mnie mówiła coś o miłości i nawet dała mi jakąś forsę, abym wziął to dziewczę do kina czy na dyskotekę. A ja rzeczywiście byłem zakochany, ale to "dziewczę" miało na imię Hubert, nie wiedziałem, jak mam mu o tym powiedzieć. Nagle straciłem całą siłę przebicia, jakby uszło ze mnie powietrze. 
Hubert był o rok starszy ode mnie. Przyjaźniłem się z nim od dziecięcych lat, był prawdziwym przyjacielem, na którego można było liczyć w najtrudniejszych momentach czy podbramkowych sytuacjach. Był świetnym kompanem, ale nigdy nie pociągał mnie seksualnie. A tu nagle jak grom z jasnego nieba, nie wiadomo skąd, za co i dlaczego. Tylko ON i poza nim nie istniało nic.
Wziąłem forsę i pomyślałem: pójdziesz w miasto, mały, zaszalejesz, to ci zaraz amory z głowy wywietrzeją, a Hubert musi sam zdecydować - inaczej możesz stracić przyjaciela, a to zbyt wiele, żeby ryzykować. Idąc ulicami myślałem, gdzie by tu najlepiej się zapomnieć: kino odpadało w przedbiegach, nie kręciło mnie w ogóle - zero siedzenia, tylko ruch i dużo ludzi, tłum jak największy - jakiś koncert, odjazdowa dyskoteka. Ale na to było za wcześnie. Obszedłem całe centrum i ruszyłem w stronę bazaru. Na samą myśl zjeżył mi się włos na głowie - byłem w takim stanie, że aby wyszumiało, trzeba było nie lada huraganu, a ja byłem gotów na wszystko, aby tylko zapomnieć.
Nie spieszyłem się. Spokojnie analizowałem sytuację, jeszcze raz ważyłem wszystkie za i przeciw, i właściwie bez decyzji, ale z ogromną chęcią i jakby bez wyjścia, zdecydowanym już i pewnym krokiem ruszyłem na polowanie najgrubszego "zwierza", jaki się pojawi w okolicy. Chłodnym okiem mierzyłem co dorodniejsze okazy męskiego rodzaju, ale żaden nie był na tyle extra, aby mnie zelektryzować; co najwyżej unosiłem brwi i myślałem: no, no, no - i to wszystko.
Schodzony jak trampek po sezonie, czując te wszystkie przebyte kilometry, wiedziałem, że mógłbym iść do końca świata mając nadzieję, że na końcu tej drogi będzie czekał na mnie Hubert. Powoli kierowałem się w stronę przystanku. Właściwie mogłem iść na disco - zaczynało zmierzchać - ale nie miałem już zupełnie ani chęci, ani nastroju, i w totalnej depresji stanąłem jak skazaniec na przystanku, czekając na autobus, który powiezie mnie do domu, gdzie będzie trudno wytrzymać.
Usłyszałem męski, szczery, tak zwany "żywiołowy", zaraźliwy, radosny spontan - zafascynował i wyrwał z zamyślenia. Wzrokiem zacząłem szukać właściciela tego głosu. Tuż obok, za gęstą ścianą krzewów, przy stoliku na świeżym powietrzu, przy piwku siedziała grupka wojaków i jeden z nich - brunet o rumianych policzkach, tępych wyraźnie rysach twarzy - śmiał się całą gębą, poklaskując dłońmi o uda.
- To był numer jeden, chłopaki... robimy jeszcze jedną kolejkę... ja muszę na stronę... ale super...
Teraz, kiedy wstał, widziałem go bardzo dobrze, czułem go, bardzo mocno popychało mnie w jego kierunku. Lubiłem tę moc, a szczególnie moment, w którym się rodzi, powstaje i porywa. Pomyślałem, że przecież jestem w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy miasta i że mogę tu solidnie oberwać, ale bardzo sprytnie uspokoiłem się myślą, że mnie też chce się lać, i to już od dłuższego czasu, więc pójdę TYLKO PO TO. I poszedłem.
Stanął przy śmietniku. Minąłem go i stanąłem za nim i za śmietnikiem. Słyszałem jego plusk strumienia. Sięgnąłem do rozporka: penis stał jak murowany, nie było mowy o żadnym laniu. Cały czas słyszałem bystry, wydobywający się pod dużym ciśnieniem, obfity nadmiar głośno spadającego na glebę moczu. To było niebywale podniecające, pierwszy raz w życiu taka sytuacja postawiła mnie na baczność. Nie mogłem wytrzymać, musiałem się odwrócić. Śmietnik zasłaniał mi go częściowo, wzrokiem błądziłem po mundurze, bojąc się spojrzeć mu w twarz, i właściwie to on schylił się i zajrzał mi w oczy. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo. Zrobił krok w bok, prezentując się w całej krasie i okazałości. Było na co popatrzeć! Odwróciłem się, uniosłem wzrok do niebios i westchnąłem podjarany do granic możliwości. Napiąłem się z całych sił do tego munduru i dopiero dotyk dłoni na tyłku sprawił, że się rozluźniłem marząc tę baśń.
- Lubisz żołnierzy, Misiu?
- ... - kiwnąłem twierdząco głową. Twarda, silna dłoń pieściła krótko, mocno, zdecydowanie, namiętnie.
- Manewry na takim poligonie to dla żołnierza prawdziwa przyjemność - pewnym ruchem wspiął się po kręgosłupie na kark. - Naładowany karabin musi wystrzelić, kumasz, kocie?
Po chwili klęczałem u jego stóp. Ustami poznawałem smak armii. Potęgę, siłę i moc zaledwie muskałem, ocierając się wstydliwie.
- Przygotuj się, Misiu, na cały magazynek... to będzie długa seria... - sapiąc spuszczał się obficie silnymi salwami. - Uuu... Aaa... To było to, co żołnierz lubi najbardziej... W porządku jesteś kot... taki w armii jest... jest... - szukał odpowiedniego słowa - jest po prostu potrzebny. - Podnosił mnie z klęczek. - Słuchaj, jesteś extra - mrugnął, wyraźnie zadowolony. - Tam jest jeszcze kilka karabinów do wyczyszczenia i z pełnymi magazynkami... Nie odmówisz sobie tej przyjemności, prawda...? Nie pożałujesz - dotknął moich pośladków. - Co...? - uśmiechnął się jurnie, oblizując usta.
- Ychy - kiwnąłem głową na zgodę.
Kładąc rękę na ramieniu poprowadził mnie do pubu, gdzie siedzieli kumple. Po drodze jeszcze się odlałem - przecież chciało mi się nie na żarty.
- Wskakuj pod stół - nagiął mi kark - i żeby mi każda sztuka lśniła jak szabelka ułańska... No, chłopaki - zwrócił się do kumpli - dobry żołnierz radzi sobie w każdej sytuacji i na każdym poligonie - rżeli jak konie, dogadywali, przygadywali, przepijając co chwila.
Przysiadłem jak spłoszony zając. Osaczony ostygłem, ale kiedy zsunąłem wzrok między wycelowane we mnie kościste kolana, rozchylające się i wskazujące mi cel ukryty pod moro-drelichem, najeżony w moją stronę, przełknąłem ślinę i potoczyłem dookoła wzrokiem; wybrałem najwyższy i najdłuższy masyw. Dotyk mojej dłoni sprawił, że rozsunął się jeszcze mocniej, udostępniając mi swoją giwerę. Co się działo nad stołem, nie wiem - słyszałem tylko stukot kufli o blat i fragment rozmowy:
- Chłopaki, zaraz będę miał wypolerowaną spluwę.
- Ha, ha, ha...
- Nie zapomnij wystrzelać magazynku.
- Spokojna głowa.
To brzmiało jak zaproszenie. Dotknąłem GO. Zelektryzował mnie od stóp po czubek łba. Wydobyłem ten KARABIN - był niebywały: purpurowy, olbrzymi łeb nie mieścił się w napletku. W nozdrza uderzył mnie zapach prawdziwego artylerzysty. Dopiero twarde, szerokie dłonie na karku, popychające mnie leciutko, mówiły: bierz, kochanie, szczęście jest już blisko, bardzo blisko, musisz go tylko chcieć. Pulsował w moich ustach, budząc niebywałe emocje. Moje dłonie wspinały się do kolan, potem wędrowały do rozporków, rozrywając je drżącymi, chciwymi palcami, zagarniając twarde, masywne, żylaste fiuty, pieszcząc mięsiste magazynki przeładowane amunicją. Pot spływał mi po czole i karku. Studziły mnie salwy białych fajerwerków. Z chwili na chwilę robiłem się szczęśliwszy, szedłem kolejno łeb za łbem, kolano za kolanem, sam nie wiedząc, który to już raz, która to już runda; walczyłem do ostatniego tchu.
Twardy żołnierski bucior szturchnął moje pośladki, na biodrach poczułem dłonie.
- Łysy, nie tutaj!
- A gdzie?
- Krzysiek ci pokaże, pójdziesz zaraz z nim, narwańcu. 
Wydobyli mnie na powierzchnię.
- Chcesz, kocie, piwa?
- Nie, dziękuję - nie chciałem psuć sobie smaku.
Chyba zrozumieli, o co mi chodzi, bo uśmiechali się między sobą. Podszedł do mnie Brunecik, co tak mnie zakręcił śmiechem. - Chodź, przejdziemy się - położył mi rękę na karku; za nami szedł jeszcze jeden żołnierz, potem zrównał szereg. - No, widzisz, kocie? Nadszedł czas na manewry - uśmiechnął się. - Pewnie już nie mogłeś się doczekać, kiedy rozpoczną się bojowo-szturmowe ćwiczenia sprawnościowe - śmiał się. - Nie martw się. Ja też nie mogę się doczekać. Ze wszystkich te podobają mi się najbardziej - dochodziliśmy do śmietników. - Na wszelki wypadek, Łysy, osłaniaj go, żeby nie podniósł alarmu. 
Rozbierali mnie.
- Fajny chłopak, prawdziwy kot - zagłębił palce w moich pośladkach. - Słodki jesteś jak ananas. Bardzo będziesz piszczał?
- ... - poczułem chuja między pośladkami.
- Na wszelki wypadek "zhartuj" go.
- OK. ...nie pierdol głupot, DYMAJ, wiem, co mam robić.
Twardy łeb kutasa zawył w moich pośladkach i rozerwał je. Gdyby nie namiętny jęzor Łysego w szalonym pocałunku, nie byłbym w stanie powstrzymać krzyku. Ogromne, twarde dłonie pieściły moje pośladki, aż w końcu kutasisko oderwał mnie od gleby i powędrowałem w przestworza. Pchnięcie było tak zajebiste, że nie wytrzymałem - mój fallus eksplodował nadmiarem rozkoszy. Zacisnąłem dłoń na kutasie Łysego i oderwałem się od jego ust, zaciskając szczęki z całych sił - inaczej bym go chyba pogryzł. Ujął mnie w ramiona. Objąłem jego silny kark i pod wpływem ostrego rżnięcia niewyżytego artylerzysty prężyłem się jak wąż.
- Nieźle, kurwa, sobie dajecie.
- A co to ciebie, kurwa, obchodzi, Rudy, miałeś, kurwa, czekać!
- Mieliście być cicho.
- A nie jesteśmy?
- Tylko mundury was chronią, bo inaczej to już by była niezła zadyma.
- No widzisz, koleś, co armia, to armia.
- Dobra, dobra, a co dupa, to dupa.
- Nie bój się, nie ucieknie.
- Kto to wie, czy nie spierdoli.
- Przestań gadać, bo się nie doczekasz.
- Ale zajebisty ten...
- No, Rudy, tylko bez takich, nie psuj zabawy.
- Dobra, leć i daj polatać innym.
Czułem, jak Krzysiek stracił wigor, jego ruchy stały się mechaniczne, zimne i obce, w końcu wysunął się ze mnie.
- Dobra, stary, bierz go, ja poczekam, nie umiem "pisać dyktanda".
Rudemu nie trzeba było dwa razy powtarzać, od razu zajął pozycję Krzyśka.
- Dobra, chłopaki, dobrej zabawy, ja na razie spadam na piwko - rzucił smętnie, siląc się na beztroski, luzacki ton.
- Na razie, Krzychu, pogadamy przy kuflu.
- Nie będzie takiej potrzeby, wszystko sprawdzę osobiście, tak że uważaj na tę swoją porywczość.
- OK, spoko - dodał ciszej, ale już do Łysego. - Maciek, weź mu nagnij karku, bo mnie tak naszło, że gorzej niż wojna...
Maciek, bo tak miał Łysy na imię, odsunął się o krok, spojrzał badawczo i oceniając moje możliwości in plus, silną, twardą grabą, z uśmiechem na ustach, sprowadził bez większego oporu na wysokość swojego rozchełstanego rozpora, a ja myśląc, że właśnie o to chodzi, chciałem wziąć do buzi tę gotową do odpalenia rakietnicę, kiedy odsunął się i nacisnął mnie jeszcze bardziej w dół, tak że znalazłem się między jego nogami. Na karku czułem twarde męskie krocze, a sprężyste, muskularne uda ciasno trzymały mój kark i głowę, unieruchamiając i głusząc bardzo skutecznie. W tej pozycji, wypięty jak baranek, nie sprawiałem żadnych problemów napalonemu wojownikowi, który bez żenady sięgnął całą łapą po moje krocze, wcześniej rozkopując mi nogi i łokciem wbijając się boleśnie w kręgosłup - wymusił maksymalne posłuszeństwo.
- I tak trzymać, kocie, żeby nie wiem co się działo i jak bolało, ZROZUMIANO?!
Bardziej to mówił do siebie i Maćka, chełpiąc się i jeszcze bardziej podkręcając atmosferę, niż do mnie, bo ja byłem zdany na nich całkowicie i wcale nie zamierzałem się buntować ani walczyć. Szedłem w tę słodką niewolę bojaźliwie, ale ochoczo. Między pośladkami poczułem gorącego, pulsującego twardziela, i choć serce mi waliło jak spłoszonemu szarakowi, to dotyk napalonego kutasa działał na mnie jak zaczarowana różdżka i natychmiast ogarnął mnie spokój i radość, pomimo iż wiedziałem, że czeka mnie istna droga przez mękę rozkoszy i będę musiał stawić czoło rozszalałym męskim żywiołom, nabuzowanym w koszarach, ale o to właśnie mi chodziło. I z tą myślą pokornie i posłusznie chyliłem kark przed potęgą armii.
Wszedł we mnie z jękiem ulgi. Po chwili zabujał się na boki, co odczułem boleśnie na zwieraczu. Wiedziałem, że to wróży ostrą i długą jazdę. Byłem zadowolony, choć i trochę przerażony, bo to nigdy nic nie wiadomo do końca. Krótka seria mocnych, pełnych, szybkich pchnięć, jakby rozpoznawcza, zwiadowcza akcja, zakończona jednym delikatnym, wolnym, testowym ruchem - i tym ruchem wszedł we mnie powoli i do samiutkiego końca, wbijając się twardymi, włochatymi jajcami w moje krocze i sunąc dalej w górę oderwał od gleby, aż zatrzymał się gdzieś wysoko, wysoko, poza granicami rozsądku. Kiedy zaczął mną miotać szałem obłędnego szturmu, waląc na oślep w amoku niekończącej się serii ostrzału artyleryjskiego, jęczałem czując siłę każdego uderzenia, a zwieracz pod ciężarem mojego własnego ciała zwariował z bólu i szczęścia, zaciskając się błagalnie drżał przed potęgą superzajebistego wojownika.
Teraz ujął mnie mocnym, żelaznym uściskiem, kciukami rozsuwając pośladki rozpoczął szybkie, twarde, pełne, zamaszyste, dokładne, wspaniałe, cudowne, niekończące się jebanie. On jeden wypierdolił mnie ponad wszelką ludzką możliwość, pozbawił wszelkich sił, doprowadził poprzez moc niekończących się totalnych orgazmów do czystej, sielskiej, nierozumnej duchowości.
Po nim było jeszcze kilku takich napalonych i wyposzczonych żołnierzyków, chcących wyżyć się na zapas. W końcu pojawił się Krzysztof.
- No, Łysy, teraz ty. Ja już będę odbierał rundę honorową jako ostatni. Sprawdzę przy okazji, jakie z was wojsko.
Potem zostałem sam na sam z Krzyśkiem. To był najcudowniejszy seks w moim życiu. Z tym facetem stworzyliśmy totalny, odjazdowy tandem; każdy jego ruch, dotyk, a nawet jego oddech potęgował i piętrzył doznania szczęścia i rozkoszy. Byłem w raju.

Wracając do domu byłem tak szczęśliwy, że momentami miałem wrażenie, jakbym nie mógł tego szczęścia w sobie pomieścić ani go udźwignąć. A kiedy wychodziłem z autobusu schodząc po schodach, czułem się jak bóg zstępujący na ziemię. I jak ogromne było moje zdziwienie, kiedy po dwóch tygodniach dostałem list z propozycją spotkania się w tym samym pubie z Krzyśkiem, ostatnim artylerzystą z armii. Adres musiał wziąć z legitymacji, którą miałem w kieszeni spodni, aby móc korzystać z ulg.


benias,
opowiadanie pochodzi z grupy gay-historie