Kategorie

niedziela, 22 kwietnia 2018

Nocna służba

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA

Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================


Czego tym razem chcą? - myśli leniwie przebijały się przez opary snu. 
- Wstawaj ! - Dobra, wstaję, a raczej zwlekam się powoli z wozu. 
- Idź do szefa do kancelarii, ale piorunem - dyszy mi nad uchem zziajany dyżurny. 
Co znowu wykombinowało to stare trepisko? 
- Przyjmiesz służbę za Sobkiewicza, nie wrócił z przepustki - warknął przez zęby nasz kochany szefunio. 
- Ta jest - Jezuuu, jak ja lubię służby poza kolejnością, miałem wyskoczyć na stałkę. Zabiję dziada. 
Godziny wolno wlokły się, po wizycie kontrolnego zacząłem krążyć po korytarzu, żeby nie zasnąć. Kawa nie pomagała. Przez drzwi słychać było pochrapywania i posapywania, skrzypiały sprężyny metalowych łóżek. Zimno. Jakbym chętnie uwalił się na takim łóżeczku, przykrył szczelnie kocem. Najlepiej z kimś. 
Drzwi ostatniej sali były niedomknięte. Zamknę, bo chłopaki zmarzną. Zaraz, tam jest chyba tylko ten nowy, niedawno przyjechał z jakiejś szkółki. Niech mu zmarznie kita. No nie, taki nie będę. Napastowane buciory skrzypiały przy każdym kroku. Jak ja nie znoszę tego dźwięku. Zajrzę tylko, czy wszystko w porządku. 
Mrok sali rozjaśniały lampy z korytarza. Przy samych drzwiach leżał Misiek. Taki nieduży, krępy, małomówny, wiecznie jakby zaspany. To przezwisko samo do niego przylgnęło. Temu to ciepło. Koc odrzucony na bok. Rozpięta bluza piżamy ukazywała w całej okazałości tors i brzuch. Boże, jaki on jest zarośnięty. Ciemne włosy niemal całkowicie pokrywały rytmicznie unoszącą się klatkę i wydatny brzuszek. Ładny widok. Ale co to? Na spodniach piżamy wyraźnie rysował się kształtny wzgórek, charakterystycznie podrygując co jakiś czas. Chłopak postawił namiot, śni mu się coś miłego. Poczekam, nigdzie mi się nie spieszy. Szybki rzut oka na korytarz i powolutku przykleiłem się do futryny. Zaschło mi w gardle a ręce niespodziewanie się spociły. Trzeba wykorzystać taką okazję, przecież normalnie nie można zdradzić się nawet spojrzeniem. Co za męka przy wspólnych kąpielach. Przynajmniej sobie popatrzę. A Misiek jakby nic zaświstał przez sen i poruszył się, rozkładając szeroko nogi. Ala bomba, teraz miałem go jak na dłoni, pasek światła oświetlał dolną połowę wozu. Napięty fiutek co jakiś czas atakował wyraźnie materiał piżamy. Cudo. W podbrzuszu poczułem przyjemne mrowienie, mój maluch też zaczynał się budzić. Tylko spokojnie, w razie czego zamykam drzwi. Ciekawe, jak wygląda ten jego kawałek mięcha. Oj, można pomarzyć.
Misiek raz jeszcze świsnął, podrapał się po piersi. Zarost zachrzęścił pod palcami, króciutkimi i grubiutkimi, jak paróweczki. Ale nie odrzucił ręki, powoli zjeżdżał nią w dół. Co on zrobi? - serce zakołatało mi mocniej. A rączka powoli dotarła do namiociku i zaczęła go czochrać. No pewnie, ja też się podrapałem, bo begieesy zrobiły się ciasne, kutas twardniał, domagał się pieszczot.
Nagle skrzypnęły uchylane drzwi. Jednym skokiem znalazłem się na korytarzu. Szuranie klapek po podłodze wyjaśniło wszystko ? ktoś szedł do ubikacji. Wycofałem się na z góry upatrzone pozycje obronne ? biurko służbowe. Znowu szuranie i skrzypienie drzwi ? żadnym smarem nie można tego nasmarować ? i błoga cisza. Serce, które miałem w gardle wróciło na miejsce, oddech uspokoił się. Trzeba pójść zamknąć te cholerne drzwi. I znowu skrzyp, skrzyp. Kto wymyślił te buty?
Zajrzę tylko, rzucę okiem. Misiek leżał na boku. Koniec pieśni. Już chwytałem na klamkę kiedy przewalił się na plecy, z szeroko rozrzuconymi nogami. Namiocik też był. Jeszcze tylko chwilę,nie będę kusił licha. A rączka chłopaka znowu wylądowała na brzuchu i zdecydowanie ruszyła w dół.
Powoli objęła sterczący do góry niczym kopiec Kościuszki towar i równie powoli zaczęła go masować i ściskać. Wciągnął głęboko powietrze. Mi tego powietrza zabrakło. Przecież on normalnie wali sobie konika. Muszę to zobaczyć choćby nie wiem co. Mój konik bryknął gwałtownie. Wsadziłem rękę do kieszeni, dziura była na tyle duża, że bez kłopotów mogłem go pogłaskać. Dobrze że spodnie moro są takie obszerne.Chociaż i to czasami nie wystarcza. Ale dobrze maskuje. A Misiek niezmordowanie tłamsił swojego kutasa. Nagle kilka gwałtowniejszych ruchów i, przecież piżamy wojskowe nie mają guzików, z rozporka wyłoniła się czerwona, świecąca główka. Misiek jakby z ulgi przestał targać członka, końcówkami palców drapał tylko włosy u nasady trzona. Sztywny pal dumnie sterczał w górę. Odsłonięta główka, ciemna i błyszcząca, spora żołądź, reszta kryła się w rozporku. Rekordzista z niego żaden, ale jaki kutas gruby. Tak jak cały Misiek, niski i pękaty. Pięknie wyglądał. 
Ruchy mojej ręki zrobiły się szybsze, końcówka zaśliniła się. A Misio trącił parę razy czubek palcami, objął maczugę i znanym ruchem posuwisto zwrotnym, powolnym i miarowym masturbował się. Oddychał znacznie szybciej. To podziałało na mnie dodatkowo - drugą ręką masowałem sobie jądra przez spodnie. Wpatrywałem się w drgającą rękę, przymknąłem na chwile oczy. Mnie też spłycił się oddech. Znowu spojrzałem, niestudzenie główka pojawiała się i znikała pulchnej łapie. Przeniosłem spojrzenie na owłosiony brzuch, obrośniętą klatę i .......
O kurwa, on nie śpi. Ale zmoka. Wyraźnie wpatrywały się we mnie błyszczące, ciemne paciorki oczu. Znieruchomiałem z jedną ręką w kieszeni, drugą na jajach. Trza spierdalać jak mawia mój ulubiony dowódca plutonu w chwilach zagrożenia. Chłopak nie przerywał jednak walenia, drugą ręką zaczął pieścić pierś, ugniatając ją i głaszcząc. Przyspieszył ruchy, chrzęst drapanych włosów mieszał się regularnym mlaskaniem. Mój koziołek który błyskawicznie opadł, znowu podnosił się w górę, mocno już śliniąc spodenki. Po chwili wahania ująłem jednak szablę w dłoń, mocno ściskając pulsujące i ciepłe mięsko. Teraz to była regularna jazda na dwa baciki. Ja oparty o futrynę z łapą w kieszeni i Misiek, który wiercił się na łóżku, coraz wyraźniej posapując. Druga ręka intensywnie masowała tors młodego. A niech tam, co mam do stracenia, ale mi dobrze... Długo jednak to ja tak nie pociągnę. Wtem Misiek jęknął, wypchnął biodra w górę. W powietrze strzeliła biała smuga, która wylądowała mu na twarzy, i następna i następna, znacząc białymi śladami ciemny zarost piersi i brzucha. Ile on tego ma? Głaszcząc się delikatnie po pycie wypróżnił cały swój arsenał, a jego boleczek sterczał jeszcze lekko pochylony, okapując mleczkiem. Ja też miałem już dosyć, sperma trysnęła i rozlała ciepłem po majciochach i udach. Masując krocze wcierałem ją starannie, szybciej wyschnie. Misiek schował pisiorka do rozporka, zapiął guziki bluzy bez ścierania nasienia, nakrył się kocem i odwrócił do mnie plecami.
Ochłonąłem chwilę, zamknąłem drzwi i przysiadłem przy biurku. Ciężko zebrać myśli. Co zrobiłem?
Jestem gejem, ale starannie to maskuję. Na Miska nie spojrzałem nawet, jest tu za krótko, zresztą nie jest w moim typie. Może przypomniał sobie zabawy ze szczenięcych lat? Chyba nie podpucha? Na kompanii nie miałbym życia. Ty stary baranie, znowu pomyślałeś główką, a nie głową.
Rano, jak gdyby nigdy nic. Zaprawa, śniadanie, apel. Misiek znowu milczący, zaspany, norma.
Przez kilka kolejnych dni spokój. Unika mnie w łaźni, albo ja jego. Z resztą zawsze staram się omijać tłok. Lepiej nie wodzić się na pokuszenie, jest tu parę fajnych ciałek, widok zgrabnej dupeczki czy porządnej fajki  i nieszczęście gotowe. Lubi ten mój tygrysek pobrykać, oj lubi. Jaka szkoda że ci najbardziej obiecujący to stuprocentowe heteryki. Nawet jak się trzepią to tylko zamknięci w kibelku, z "Wampem" z łapkach. Szkoda.
Apel. Dzielenie zajęć popołudniowych. Mam iść na strzelnice, ktoś tam czegoś do końca nie zrobił. Daleko i trzeba przebrać się w ubrania robocze, potocznie zwane czarnuchami. Stary ma mnie w garści, chcę jechać na przepustkę, trzeba więc zadziobać. Trudno. Ale zaraz, do pomocy dostaję Miśka. O w mordę. Przebieram się w milczeniu, Misiek już czeka. Idziemy, bez słowa. Jednak to spory kawał drogi, a ja miałem parę innych problemów do przemyślenia.
Jesteśmy na miejscu. Misiek nagle już nie jest zaspany.
- Wiesz, ja tu już wszystko zrobiłem, tylko tak ściemniłem szefowi.
To po jaką cholerę ja tu lazłem myślę sobie. Zaraz, zaraz, Misiek coś kombinuje. Te jego małe oczka znów błyszczą jak paciorki.
Usiadłem pod ścianą, zapaliłem. Poczęstowałem młodego. Kiedy przypalał, trzęsły mu się ręce. Moje serduszko zaczęło bić żwawiej.
- Mam klucze od pakamery, tam można spokojnie pokimać - mówi i świdruje mnie oczkami.
Jak chcesz to idź, ja jeszcze dotlenie się.
Skończył palić, wstał z ociąganiem, wreszcie poszedł do szopki. Ciekawe, co on knuje. Najchętniej nie ruszałbym się z miejsca, ale znowu odezwała się główka. Mój malutki podrygiwał delikatnie, przed oczami na moment pokazały się sceny z tamtej nocy. Idę.
Pakamerka doklejona do magazynu nie ma okien, na przedsionku jarzy się słabo żarówka. Umyślnie głośno przekręcam klucze w drzwiach. Psa z kuloną nogą tu nie przyniesie, ale tak na wszelki wypadek. Wchodzę dalej. Też marna żarówka oświetla ciasne pomieszczenie socjalne. Na wytartej wiekowej kanapie leży Misiek, bez butów. Podszedłem bliżej, przesunął się pod ścianę robiąc mi miejsce. Stał tam jeszcze kulawy fotel, na oko głęboki i wygodny i tam osiadłem, na wprost kanapy.
Sapnął tylko i zapytał czy zgasimy światło. Nie, nie trzeba. Wzrok to ja mama dobry, ale nie jestem nietoperzem. Siedzieliśmy w milczeniu. Buciory zaczęły mnie pić, więc zdjąłem je. Rozwaliłem się wygodnie w fotelu i spoglądałem na kumpla. Misiek jakby czekał na sygnał, leżał nieruchomo. Nagle, czy ja dobrze widzę? Spodnie w kroku uniosły się raz i drugi. Cholera, czy to możliwe. W tym świetle łatwo o przywidzenia, a poza tym może to już moja wyobraźnia ....
Jednak to nie przywidzenie. Stopniowo pojawił się mały namiocik, który wkrótce przypominał kopułę cyrkową. Fajnie. Mnie też urosło to i owo, więc prawie leżałem żeby też zauważył. Chyba tak bo nieruchoma dotąd ręka pogłaskała obły brzuszek i niespiesznie dotarła do rozpora. I znowu niespiesznie pieścił swoją pałkę. Zrobiłem to samo, tym razem miałem ręce na zewnątrz. Ale tym razem nie chciałem polecieć w gacie.
- Co Misiu, przyśniło się coś miłego?
- Hmmy...
- Mnie też - milczał, nie przerywając brandzlowania.
- Co będziemy ptaka męczyć, wypuśćmy je na wolność - brnąłem dalej.
Spojrzał uważnie i skinął głową. Chyba mu zaschło w gardle, mnie zresztą taż język kołowaciał.
Czarnuchy wojskowe to ubiór na szelkach, żeby ściągnąć spodnie trzeba też zdjąć bluzę i niebawem zostaliśmy w samych koszulkach, niebieskich spodenkach i zielonych skarpetach - widok w sumie mało erotyczny, ale mój kutas szalał. Misiek znowu położył się pod ścianą, zaległem koło niego.
Bez ruchu, spoglądaliśmy na obrzmiałe krocza, szacując ich wielkość, patrząc jak nerwowo podrygują. Nie jest źle, nie prezentuję się gorzej od niego. Misiek pierwszy wrócił do walonka. Niespiesznie i metodycznie szarpał go, tłamsił, głaskał. Na spodenkach pojawiła się ciemna plamka. Oho, już się ślini. Zabrałem się do roboty. Majtki zrobiły się za ciasne, nie mają rozporka, wiec wystawiałem wacusia z boku żeby się dotlenił i żeby Misiu zobaczył. Zobaczył, jego główka też migała w fałdach materiału. Nie było może za gorąco ale pociłem się, zapach podnieconych, spoconych ciał podgrzewał temperaturę. Przerwałem, ściągnąłem koszulkę. Misiek znieruchomiał, po chwili i jego szmata poleciała na podłogę. Nie gustowałem w misiaczkach, ale Misiek prezentował się okazale. Góra ciała, trochę tłuszczyku, okrągły brzuszek i muskularne uda. Tam też był mocno owłosiony. Przysunąłem się nieco bliżej, poczułem ciepło jego ciała.
Nagle, na udzie delikatne muśnięcie, potem drugie, wreszcie cała dłoń spoczęła bez ruchu tuż poniżej spodenek. Odsunąłem swoje ręce, rozchyliłem lekko nogi. Powolutku jego dłoń pełzła w stronę mojego chuja, dotarła, chwyciła, objęła. Zadrżałem. Od dawna byłem skazany na własne robótki ręczne. Misiek pomiętosił mi małego, dobrał się do jajec. Rozchylił też szeroko swoje nogi, nasze kolana się zetknęły. Drżał. Położyłem rękę na jego palancie, lekko zacisnąłem. Pulsował rytmicznie, podrygiwał. Wycofałem się na brzuch, potem na pierś. Jakie fajne szorstkie futerko. Ścisnąłem lekko sutek, potem drugi, potarmosiłem kudełki i powoli zjazd w dół. Jeszcze pępuszek i już gumka. Delikatnie wcisnąłem palce pod brzeg spodenek, miękkie ciało cudownie poddawało się. Kępka włosów i wreszcie - On. 
Delikatnie złapałem palcami, ścisnąłem. Ruch w górę, ruch w dół. Cudownie miękki w tej swojej twardości, jedwabisty w dotyku. Chwila zabawy i ruszam w dół. Ale wielki wór. Chujka to ja mam dłuższego, ale jakie ten facet ma jaja. I jeszcze niżej, po roweczku do jaskini. Zakręcił się niespokojnie więc powrót, do cudownego stercza. Misiek też juz się przedarł przez materiał, jego paluchy rytmicznie ruchały mnie, czasami trącały jaja. Uj, trzeba coś zrobić i to szybko. 
Zacząłem zdejmować mu gatki. Poddał się a po chwili ściągnął i moje. Prawdziwy klocek, z grubą, groźnie sterczącą dzidą. Położyłem mu rękę na główeczce, a tu misiu zaczyna przytulać się do mnie. Bosko. Te jego kołtuny fajnie drapią, jego dzidka kole mój brzuch, jego masywne ręce oplotły mi szyje, a niedługo potem założył mogę ma moje. Ciepło i bezpiecznie. Nasze wargi spotkały się, najpierw na moment, a potem gwałtownie, mocno. Języki nawzajem sprawdzały swą obecność. Moje ręce, nieco unieruchomione głaskały kark i bok, jego gwałtownie wędrowały po moich plecach, dotarły do pośladków. Może ma małe dłonie, ale silne, ściska je z cała mocą. Wreszcie jego paluszek dotarł do mojego sekretu i powolutku pokonał mój opór. Leżeliśmy tak spleceni, z gorącymi kutasami napierającymi na brzuchy, ja z jego jęzorem w gębie i palcem w dupie. Wreszcie odkleiliśmy się od siebie. Uf jak gorąco. Przewrócił się na plecy więc przylgnąłem ustami do uszu, popieściłem płatki a potem już piersi. Ściskałem, gryzłem, lizałem suteczki, krótki rejs językiem po włosach, przystanek pępek. Sprawdziłem ręką, złapałem chuja i od razu wpakowałem go sobie do ust. Nie chciałem już przedzierać się przez gąszcz. Gruby i szeroki, zmieściłem tylko główkę. Drażniłem językiem żołędzia, ssałem i wysysałem. 
- Starczy, już nie mogę - wysapał Misiek, i jego silne ręce podciągnęły mnie w górę, a potem obróciły. Klasyczne 69. Leżąc na boku rozchyliłem porośnięte uda i miałem już wspaniały widok na dwa dorodne woreczki i wzbijającą się w górę dzidę. W tym czasie Misiek zaczął obrabiać mojego małego. Jego usta zamknęły się cudownym ciepłem, chwilę wodził językiem i zassał, powoli i głęboko, i jeszcze i jeszcze. Myślałem że zwariuję. Chwyciłem zębami mosznę, jedno jajeczko, drugie i tak na zmianę ,oba do buzi zmieścić się nie chciały. Skończyłem i zacząłem lizać roweczek coraz niżej i niżej. Wtem młody osunął się nieco i niemal na siłę wepchnął mi chuja do buzi. 
-Ssij, kurwa, ssij...tak.- skurcz, dopchnął go głębiej i ciepła struga trafiła w podniebienie, potem następna, następna. Nie mogłem nadążyć z połykaniem, a wypluć nie mogłem, jego kutas ciągle we mnie pompował. Jeszcze silniej ssał mojego małego, czułem gorąco coraz wyżej i wyżej wreszcie tak... wytrysk. 
Pierwsza struga poszła mu w gardło, potem wyjął a ja ochlapałem mu twarz. Kiedy skończyłem ponownie wziął małego do ust i zlizywał językiem pozostałości. Śmieszne, miał moją spermę na twarzy, oczach, brodzie. Odwzajemniłem się tym samym, wyczyściłem mu drągala do sucha. Prawie nic nie stracił ze swojej sztywności, gdy mój ogierek ochlapł. Wróciłem do góry, pocałowałem go w usta, potem zacząłem zlizywać swoje nasienie. W pewnym momencie poprosił żebym dał mu spróbować. Wiesz, ja jeszcze nigdy nie próbowałem. Wiec dostawał na języku moją i swoją spermę, głęboko i zachłannie połykając. Znowu leżąc na boku czułem jak jego palce błądziły na mych plecach, zniżały się, znowu pieściły pośladki i kakaowe oczko. Jego sterczący cały czas palant dźgał mnie w pępek, gdy mój tymczasem spoczął na laurach.
Ruchy Miśka stawały się coraz bardziej stanowcze, jego paluszek intensywnie pieścił i wiercił moją dziurkę. Było mi coraz bardziej błogo, ale myśl o jego grubym kutasie w mojej nie tak bardzo rozciągniętej dupce burzyła tę sielankę. Poza tym to nie tak miało być, to ja miałem coś brać. Ale pieszczoty Miśka, ta jego cudowna pałka, którą wciskał mi do brzucha gdy do mnie znowu przywarł, i to rozkoszne ciepełko w odbycie. Znowu się całowaliśmy, poddawałem się, powoli podnosiłem nogę żeby jego dłoń, te cudowne pulchniutkie paluszki mogły swobodniej penetrować i pieścić.
-Daj mi, proszę, daj mi -wysapał do ucha a ja tylko skinąłem głową.
Przewrócił mnie na brzuch, pociągnął do siebie. Podał dłoń - naplułem chociaż miałem sucho w ustach. Słyszałem jak sam pluje, później zwilżył mi wejście i coś twardego przylgnęło po mojego otworu. Starałem się rozluźnić. Powoli, powolutku wciskał się. Zabolało. Zacząłem syczeć przez zęby, ale położył mi rękę na karku i przycisnął do kanapy. Moja pupcia jeszcze bardziej powędrowała w górę. Wciskał i rozpychał aż wreszcie wszedł. Czubek, chwila przerwy. jeszcze kawałek. Ból prawie znikał gdy raptownie i znienacka natarł na całym froncie. Krzyknąłem. Mamusiu, jak boli. Przywarł do mnie całym ciałem, prawie wprasował w kanapę. Trwał tak bez ruchu. Przestało boleć. Zaczął się poruszać, najpierw powoli, po kawałku. Ból wracał i odchodził, aż przyprowadził rozkosz. Przyjąłem go w sobie. Jego ruchy stawały się coraz szybsze, a mną targały coraz większe dreszcze. Sapał mi coś do ucha, przytulał. Jego ręka znalazła mojego członka, zaczął mnie onanizować, juz nie tak delikatnie. Mój maciuś odpowiedział na pieszczotę, wstawił się do boju. Wjeżdżał we mnie na maksa, czułej jak jego worki dotykają moich pośladków. Tak bolało, że aż wyłem z rozkoszy. Poleciałem, wytrzepał mnie do końca. Wreszcie pchnął potężnie, zastygł i błyskawicznie wyszedł, przewrócił mnie na plecy siadł okrakiem i trysnął na twarz. Łapałem co się dało. Ten orgazm nie był już tak obfity. Zwalił się koło mnie, ciężko dysząc. 
- Stary, co to za jazda - wycharczał, pieszcząc swojego kapucyna który malał i wiotczał. Powoli zlizywał swoją spermę z mojej twarzy i piersi. Byłem cudownie zmęczony i pełny, chociaż strasznie piekło mnie dupsko.
Jak mi powiedział, miał juz wcześniej sporadyczne kontakty, ale zawsze był strona biorącą. Dziś chciał spróbować iść na maksa. A tamtej pamiętnej nocy hormony buzowały mu, chciał się strzepać, gdy wszedłem ja. Wtedy postanowił spróbować.
Nie była to pierwsza praca z Miśkiem. Nauczyłem go też dawać, ale to zupełnie inna historia...

misiek,

opowiadanie pochodzi z grupy gay-historie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz