Kategorie

piątek, 6 stycznia 2017

Żołnierskie zagrywki

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA

Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

Raz w miesiącu chodzę do "energetyka", żeby zapłacić rachunki za prąd. Za każdym razem przechodzę koło jednostki wojskowej. To niesamowite uczucie widzieć tych prężnych, jurnych żołnierzy. Dobrze zbudowani chłopcy, zawsze uśmiechnięci i gotowi do działań. Przechodząc obok ich budynków zawsze mam erekcję. Wyobrażam sobie to i owo. Marząc o tym, żeby coś z tego się spełniło. 
Pewnego dnia marzenia stały się prawdą. Szedłem jak zwykle zapłacić za energię. Przechodząc pod oknami jednostki zauważyłem stojącego w oknie żołnierza. Był półnagi, świetnie zbudowany, owłosiony brunet z potężną klatą. Palił papierosa. Kiedy zauważył, że się na niego prowokacyjnie gapię, ku mojemu zaskoczeniu uśmiechnął się i machnął do mnie ręką, w geście zaproszenia. Zdębiałem. Nie wiedziałem, czy się zatrzymać, czy może iść. Ale ciekawość zwyciężyła. Stanąłem (i mi też stanął, bo był z faceta okaz). Oparł się łokciami o parapet i spytał, co tak się gapię, faceta nigdy nie widziałem czy co. Ja, trochę zmieszany, odpowiedziałem, że tak - widzieć widziałem, ale nie takiego. Było w tym trochę wazeliniarstwa, bo od razu dodałem, że jego ciało wygląda na 25 lat. Facet miał akurat 40, jak się później okazało, ale był zajebisty. On, jakby oczekując takiej odpowiedzi, rzucił od razu, że mógłbym zobaczyć coś więcej. Był odważny, to trzeba było mu przyznać. Odpowiedziałem, że oczywiście chciałbym zobaczyć więcej, bo jestem bardzo ciekawy świata. Ta głupia rozmowa skończyła się bardzo szybko. Facet powiedział:
 - Właź główną bramą, a strażnikowi powiedz, że do Mikowskiego w sprawie nowych mundurów.
Tak też zrobiłem. Strażnik, jakby nie wierząc, zadzwonił jeszcze do niego, a kiedy usłyszał potwierdzenie, wpuścił mnie mówiąc, że to pokój nr 8, na lewo i do końca korytarza. Serce waliło mi jak młot. Nie wiedziałem, czy to sen, czy jawa.
Wszedłem. Mój gladiator stał w samych spodniach. Ręce miał w kieszeni i coś nimi manipulował, dopiero po czasie zauważyłem ładnych rozmiarów namiocik na wysokości jego krocza. Powiedział szczerząc do mnie swoje białe zęby, że tak szybko to się jeszcze nie dogadał. Uśmiechnąłem się, ale cały czas drżałem - nie wiedziałem przecież, na co tak naprawdę mogę liczyć. On podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Teraz wiedziałem, że jest dobrze. Pocałowałem go tak samo, a rękę położyłem na jego muskularnej, owłosionej klacie (miał duże brodawki).



On tymczasem zamknął drzwi na klucz i zaczął mnie rozbierać. Ja odpiąłem jego skórzany pas i w tym momencie jego gacie spadły do kostek. Miał muskularne nogi, pokryte czarnymi włoskami. Widząc potężną erekcję w jego slipkach od razu uklęknąłem. Delikatnie ściągnąłem mu jego za małe majteczki, z których wyskoczył naprężony chuj, ociekający śluzem. Obaj byliśmy nadzy. Ja ssałem jego instrument, a on jęczał z zachwytu. Miał zajebisty napletek. Kurwa, tak mięsistą skórkę każdy chciałby possać. Szybko jednak stwierdził, że też chce mnie poczuć. Uklęknął więc, żeby mi pociągnąć. To był niesamowity widok. Potężny, muskularny facet klęczał przede mną, żeby zrobić mi loda. Byłem podjarany na maksa. Rękami zacząłem pieścić jego głowę (miał krótko przystrzyżone włosy) i potężne ramiona. On patrzył się na mnie i ssał. Kiedy wyczuł, że miałem polecieć, ścisnął mojego ogóra tak zręcznie, że się powstrzymałem.

Powiedział, że chciałby mnie wypróbować od tyłu. Zgodziłem się, bo zawsze chciałem być wyruchany przez takiego 100% samca. Uklęknął więc i zaczął językiem wchodzić w moje kakaowe oczko. To było uczucie! Jego trzydniowy zarost łaskotał moje pośladki, a jego język już zapowiadał większe emocje. Długo te igraszki nie trwały i mój muskularny gach stwierdził, że teraz przyjdzie kolej na jego paluszki. Miał grube palce prawdziwego faceta. Pierwszy wszedł bez problemu. Właściwie było mi za mało i zacząłem się na niego nadziewać w oczekiwaniu większych bodźców. On zaczął się śmiać swoim basem i od razu wpakował mi drugiego. Teraz zabolało, ale po paru chwilach wszystko wróciło do normy i znów chciało mi się wierzgać na moim rumaku.
 Wyciągnął je więc z mojej dupy, która zaczęła już ociekać śluzem, nasmarował moje oczko (dopiero teraz K-Y) i wprowadził swojego żylastego ogiera. Pochylił mnie nieco do przodu i zaczął mnie posuwać, najpierw powoli, ale z czasem coraz szybciej i szybciej. Jego chuj wchodził i wychodził z mojej szpary, która robiła się coraz gościnniejsza, wydzielając swe soki. Słyszałem podniecający pomlask uderzających o moje pośladki jąder mojego gladiatora, który spocił się przy tym jak prawdziwy facet. Czułem, jak obiema rękami trzyma mnie mocno za biodra, a na plecach czułem jego muskularny tors, pokryty włosami. Byliśmy tak spoceni, że wszystko się kleiło. W pewnym momencie to 90-kilowe bydlę opierało się prawie całym ciężarem na mnie, a ja czułem za uchem jego męskie sapanie na przemian z jakimiś przekleństwami. Było mi dobrze, czułem się jak w raju. Sięgałem do jąder gacha i mówiłem:
 - Pieprz mnie, możesz zrobić ze mną wszystko, co chcesz...
W tym momencie wysapał, że zaraz poleci i że chciałby mi się spuścić na twarz. Szybko więc wyskoczył ze mnie, a ja uklęknąłem. Mój potężny żołnierz stał przede mną jak grecki bóg i swoją potężną ręką dokańczał przyjemności. Trwało to jakieś 10 sekund, po których poleciał. Trzeba przyznać, że wytrysk miał imponujący. Moja twarz pokryła się strugami jego gęstej, śmietankowej spermy o wspaniałym zapachu prawdziwego mężczyzny. Podczas samego szczytowania zaryczał głośno (bałem się, że ktoś może usłyszeć). Wziąłem do ust jego piękny instrument i umyłem mu go. Następnie on zaczął mnie całować po twarzy, zlizując wszystko, co przed chwilą na niej zostawił. To było bardzo podniecające: widzieć, jak męski facet potrafi docenić zawartość swoich jąder.
Potem, jakby tego nie było mu dosyć, kazał mi, żebym spuścił mu się do ryja. Wziął mi do ust i zacząłem go posuwać. Trwało to bardzo krótko, bo byłem podniecony do granic wytrzymałości. Mój wór już prawie prosił o możliwość wystrzelenia fontanny. I tak się też stało. Poleciałem. Cała zawartość trafiła do ust mężczyzny, jednak duża jej część zaczęła wypływać na jego muskularny tors. Spodobało mi się to i zacząłem rękoma ją rozmazywać. Mogłem dotykać jego ciała, masowałem je przy tym jak własnego chuja podczas onanizmu (namiętnie i z pasją). Jemu też się to musiało podobać, bo zaczął jęczeć.
Obaj jednak byliśmy już zmęczeni tymi zabawami. Papierowymi ręcznikami musieliśmy się doprowadzić do porządku. Na koniec jeszcze jeden pocałunek (miał zajebisty język, którym wdzierał mi się do środka jak jakiś dzikus) i pożegnanie. Strasznie musiał się na mnie napalić, bo bardzo nalegał na następne spotkanie (już na bardziej neutralnym gruncie). Oczywiście, że się zgodziłem. Umówiliśmy się za dwa tygodnie (wcześniej nie mogłem ani ja, ani on), w sobotę. Spytał, czy nie miałbym nic przeciwko, gdyby przyprowadził swojego przyjaciela-kulturystę. Bardzo się ucieszyłem (i mój mały też). Ale o tym spotkaniu napiszę następnym razem...


opowiadanie pochodzi z grupy gay_historie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz