TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA
poniedziałek, 10 marca 2025
Wycieczka do koszar
niedziela, 1 września 2024
Niespodziewana randka z Grindra III
Siedziałem na pace wojskowej ciężarówki i starałem się opanować gonitwę myśli.
W co ja się, do cholery, wpakowałem?
Wokół mnie słyszałem żołnierzyków, którzy mnie uprowadzili, ale nic nie widziałem. Przed wejściem na pakę, pomiędzy skrzynki z zaopatrzeniem, skuto mi ręce za plecami, do ust wepchnięto zaimprowizowany knebel, w postaci skarpety jednego z nich i taśmy klejącej, a potem na głowę założono worek.
Siedziałem na ziemi, z rękami skutymi za plackami, a na przeciwko mnie na ławeczce pod ściana siedziało trzech mundurowych.
Poczułem nacisk na kroczu - któryś z nich musiał wyciągnąć nogę i położyć na moim rozporku. Podeszwa coraz bardziej dociskała mi jaja, przez wojskowe spodnie. Poczułem, że mój gnat znowu się podnosi - widać tabletki, które zafundował mi Wojak były mocne.
-Ani mru mru kocie - lekko kopnął mnie w kroczę. Po głosie poznałem, że to był Tomek - Rozumiemy się?
Pokiwałem tylko głową w worku, bo nie miałem innego sposobu, żeby dać im znać, że się zgadzam.
Jechaliśmy dobre pół godziny. Po jebaniu, które zafundował mi Tomek, czułem, jak z mojej obolałem dupy powoli wypływa jego sperma. Moje spodnie zaczęły robić się coraz bardziej mokre. Ile on tego miał?
Mimo niepewności tego co się ze mną stanie, nie potrafiłem stłumić rosnącego we mnie podniecenia. Z tego co rozumiałem, jechaliśmy na jednostkę. Co się tam ze mną stanie? Mogłem być pewien, że nic dobrego.
-Chłopaki dali cynk, że już kończą na poligonie.
-Panowie nawet nie wiecie, jak ja się cieszę, że nas to gówno ominęło.
-Pierdole, przebieżki w szpeju przy takiej pogodzie. Leje się z człowieka jak z cebra, i nawet chwili, żeby się odlać.
-No pamiętacie jak Młody zlał się w biegu, bo czas musiał się zgadzać?
-Hehe…nooo. Nie on jeden z resztą.
W końcu gdzieś się zatrzymaliśmy, a żołnierze zaczęli wypakowywać skrzynie. Przyszła też pora na mnie
-Weźcie Wierzyńskiego za kontenery, za raz przyjdę?
-Sierżancie, przecież to nie…..
-Zamknąć się, szeregowy.
-Jasne.
Dwóch mundurowych podniosło mnie za ramiona i wyprowadziło z ciężarówki. Przeszliśmy kilka set metrów, a potem usadzili mnie na ziemi. Sami chyba zajęli się tym, czym wszyscy żołnierze bez zadania - paleniem fajek. Zapach dymu papierosowego mieszał się z wyraźnym, ostrym zapachem starego moczu.
Po kilku minutach ktoś zerwał mi worek z głowy. Tomasz.
Sprawdził czy knebel dobrze trzyma a potem poklepał mnie po policzku.
-No kocie to teraz pobawimy się z armią. Najpierw damy ulżyć tym co mają kose z Wierzyńskim. Postawie go do pionu.
Młody z Grześkiem podnieśli mnie i wtedy zauważyłem, że faktycznie stoimy przy latrynach. Była to w zasadzie długa betonowa ścianka, pod stojącą na metalowych kolumnach wiatą. W ściance umieszczone były pisuary, chyba ze dwadzieścia.
Tomasz złapał mnie za kark i poprowadził do stojącej na środku kolumny.
- Przytrzymajcie go. - Kiedy chłopaki trzymali mi ręce on rozkuł mi dłonie i skuł ponownie - tym razem tak, że ręce miałem skute za filarem o który byłem oparty. Skuto mi też nogi kajdankami z dłuższym łańcuchem, tak że nie mogłem podnieść ich, żeby kogoś kopnąć. Tomasz podszedł od przodu i uśmiechnął się diabelsko.
-Typowy marsz ma 12 km. Chłopaki przez większość czasu biegną. Piją ile mogą, ale nie ma czasu żeby się odlać. Pisuarów zawsze brakuje.
Żołnierz rozpiął rozporek w moim moro i wziął wyciągnięty nie wiem skąd samochodowy lejek. Wsadził mi do w spodnie, tak, że od razu stało się jasne jaka będzie moja rola. Na głowę wrócił płócienny worek. Po czym jak gdyby nigdy nic odeszli.
Nie wiem ile tak czekałem ale w końcu usłyszałem pokrzykiwania i zbliżający się powoli grom dziesiątek obutych stóp uderzających w piach.
Kompania dotarła na miejsce. Po chwili ktora musiała być podsumowaniem ćwiczeń usłyszałem gromką odpowiedź żołnierzy a potem gwar rozmów. Powoli zbliżały się w moją stronę.
-Czekaj Janek, bo mnie zaraz rozpierdoli, potrzymaj jak możesz
Trep któremu chciało się chyba najbardziej dotarł wreszcie do latryny.
-O Kurwa! Janek cho no tu. - poczułem że sprawdza imiennik na mojej piersi.
-Wierzyński skurwolu, w końcu cie dopadli co?
-Pierdole, Kamil ale go załatwili.
-Obiłbym mu mordę, za tą przepustkę.
-Panowie, bez rękoczynów - usłyszałem gdzieś z boku głos Tomasza - czyli jednak miał nade mną pieczę.
-Zróbcie co macie zrobić i zwolnijcie miejsce.
-To się rozumie, zaraz tu będzie tona chłopa.
Żołnierz imieniem Kamil musiał w końcu rozpiąć rozporek i wywalić swoją faję bo poczułem jej uderzenie na lejku w moich spodniach. A chwilę potem gorący strumień zaszumiał wpadając w lejek - i prosto w moje bokserki. Polał mi się po nodze, mocząc spodnie i buty. Od razu poczułem jego ostry zapach. Mój oprawca musiał mieć tego sporo, bo lał dobre pół minuty.
-Dobra Kamil, dawaj bo ja też muszę
-To lej, na co czekasz?
-W sumie….
Drugi z żołnierzy przysunął się bliżej i dołączył swój strumień do strumienia Kamila. Ten pierwszy ostukał fujarę o lejek i odszedł, ale pojawiali się kolejni.
Plotka musiała szybko się roznieść, kolejni żołnierze przychodzili i ubliżali mi myśląc że jestem Wierzyńskim. W końcu było ich tylu, że nie chciało im się czekać, poczułem więc, że niektórzy leją prosto na mnie, a pod moimi podeszwami rośnie kałuża ich moczu.
-Dawajcie go na glebę - powiedział któryś i poczułem, że ciągną mnie za ramiona w dół. Upadłem na kolana prosto w błoto, a strumienie moczu zaczęły spadać na moją głowę, kark i klatkę piersiową. Czułem jak wypływa mi za kołnierz i szybko nasiąka nim worek który mam na głowie. Oddychanie stało się problemem. W pewnym momencie przy zaciąganiu powietrza mokry materiał worka przywarł mi do nosa i zacząłem się dusić.
-Więc tak wygląda waterboarding - pomyślałem otrząsając energicznie głowę, żeby odblokować sobie dostęp do powietrza. Udało się. Na chwilę, Sytuacja powtarzała się kilkukrotnie - i walcząc o przetrwanie nie byłem w stanie skupić się na tym co mówią żołnierze. W końcu jednak wszystko ucichło.
Ktoś rozkuł mi nogi i ręce
-Rozbieraj się - usłyszałem.
Zdjąłem worek z głowy i zobaczyłem znowu Tomasza w towarzystwie Młodego. Ściągnąłem z siebie przemoczony mundur i włożyłem go do plastikowego worka, który podał mi Młody. Wtedy Tomasz odkręcił zawór w ścianie latryny za pomocą węża ogrodowego mnie spłukał.
Dali mi się potem do ubrania jednoczęściowy kombinezon. Ręce znów skuto mi za plecami, a na szyi pojawił się łańcuch. Zaraz potem nowy, czarny worek.
Poprowadzono mnie piechotą dobre kilka kilometrów. Potem weszliśmy do jakiegoś budynku. W końcu powalono mnie na kolana i przyciśnięto do ściany. Zdjęli mi worek z głowy.
Klęczałem przed ścianą - z rękami skutymi za plecami na wprost czegoś co musiało być glory holem. Do łańcucha na mojej szyi przyczepiono dwa krótsze, które sprawiły, że nie mogłem odsunąć się od otworu w ścianie na dalej niż kilka centymetrów.
Tomasz kucnął obok mnie.
-Czasem z chłopakami zrzucamy się na dziwki, żeby odreagować. Żeby nie było przypału na jednostce, mamy układ, że mogą obsługiwać nas tylko tutaj. Rozumiesz, chłopaki mieli dzisiaj ciężki dzień. Normalnie były by tu 3-4 dziewczyny zajmujące się nami na zmianę.
Obawiam się, że tym razem cała przyjemność będzie po twojej stronie.
Pomyślałem o tych wszystkich facetach, którzy jeszcze przed chwilą poniewierali mną na poligonie - o tym, ja sfrustrowani i zmęczeni będą chcieli sobie ulżyć. Kurwa ilu ich mogło być?
Jakby czytając w moich myślach Tomasz powiedział
-Jakieś 60 chłopa zostało tu dziś uziemionych.
Przełknąłem ślinę.
- Nie dam przecież rady.
- Lepiej żebyś dał, niektórzy będą chcieli spuścić z kija więcej niż raz. No to ja, idę powiedzieć chłopakom, że dziewczyny przyjechały, a ty, kocie, staraj się najlepiej jak potrafisz, to może zaprosimy cie tu znowu.
Tomasz wyszedł i usłyszałem, że gromkim głosem coś mówi, w sali obok. Chwilę potem po drugiej stronie zobaczyłem otwierane drzwi i wojskowe spodnie żołnierza, ktory zbliżał się do otworu. Zanim rozpiął rozporek poczułem, że chłopaki nie mieli czasu na prysznic po biegu. Chwilę potem obrabiałem pierwszy karabin na kompanii…
W domu Wojak czekał wyjebany na kanapie. Wszedłem do przedpokoju, ciągle ubrany w kombinezon czołgisty.
-Tomek dzwonił że się spisałeś.
-Nie mam siły Wojak, padam na pysk i szczęka mnie boli tak, że nie chce mi się gadać.
-No ale chyba ci się podobało - wstał i złapał mnie za kombinezon w okolicy krocza. Odznaczały się tam wilgotne plamy. Po raz pierwszy poleciałem od opierdalania pały.
Nie skomentowałem tego. Wojak rozpiął suwak mojego kombinezonu i ściągnął mi go do ud, po czym wszedł we mnie na poślizgu który ciągle dawała sperma Tomasza.
Rżnął mnie tego wieczora długo jakby rozkoszując się tym ile przyjemności moje ciało dało przed chwilą całej kompanii żołnierzy.
Kiedy opadł na mnie oboje prawie zasnęliśmy ze zmęczenia.
-Tomasz mówi, że zdałeś egzamin. - szepnął w moje ucho przyciągając mnie do swojej piersi. - I że chłopakom podoba się nowy lachociąg. Chcą znów zaprosić te samą laskę na kompanie. Zdaje się, że masz nowy etat, Strzelec. Powiedziałem mu, że co drugi piątek będziesz do jego dyspozycji.
Autor: Saigteoir
czwartek, 22 sierpnia 2024
Adam 04.2002 - 5 prezerwatyw (w odwiedzinach na przepustce)
Przemek z Łukaszem są parą od roku. Kilka miesięcy temu zostali rozdzieleni. Przemek dostał powołanie do wojska. Najgorsze jednak było to, że otrzymał przydział do jednostki na drugim końcu Polski.
Pewnego razu Łukasz złożył mi zaskakującą propozycję. Przemek miał dostać swoją pierwszą przepustkę. Była ona jednak na tyle krótka, że nie opłacało mu się przyjeżdżać. Zaproponował spotkanie tam, na miejscu. Mało tego. Przemek poznał w wojsku kolegę. Roman, bo tak miał na imię, był bi. Robił to już z dziewczynami, a miał ogromną ochotę, by spróbować z facetem. Przemek, gdy o tym rozmawiali, od razu pomyślał o mnie.
Pomysł był więc prosty: ja z Łukaszem przyjedziemy do nich, wynajmiemy sobie pokój hotelu, aby się zabawić. Najpierw miałem wątpliwości, ale po telefonicznej rozmowie z Przemkiem, gdy zaczął wychwalać urodę Romana i to, że chłopak autentycznie ma ochotę i jest napalony, zgodziłem się.
Umówiliśmy się w sobotę na 13.00, niedaleko ich jednostki. Czekając na nich mogliśmy sobie z Łukaszem poobserwować wielu żołnierzyków kręcących się wokół jednostki. W końcu pojawili się ci, na których czekaliśmy. Przemek zawsze mi się podobał, a w mundurze wyglądał naprawdę ekstra. Jednak ja od razu skupiłem całą swoją uwagę na tym drugim.
Roman okazał się wysokim, ładnie zbudowanym chłopakiem o brązowych oczach. To taki typ, za którym na ulicy ogląda się prawie każda dziewczyna czy chłopak gustujący w chłopakach. A tu dodatkowo ten jego zajebisty mundur moro, nienagannie założony beret i pas.
Łukasz z Przemkiem zaczęli się obściskiwać. W końcu zakochana para nie widziała się półtora miesiąca. Natomiast Roman podał mi dłoń i chłodno się przedstawił. Poszliśmy coś zjeść, bo chłopaki byli głodni. Wojskowa strawa im obu nie za bardzo odpowiada. Trochę rozmawiałem z Romanem, ale żołnierz nadal był bardzo spięty i małomówny. Przestraszyłem się, że może chodzi o mnie, może mu się nie podobam.
Moje wątpliwości rozwiał Przemek. Po zjedzeniu obiadu poszliśmy do klubu gejowskiego na piwo i właśnie w drodze mój kumpel odciągnął mnie na bok i powiedział, że Roman jest trochę skrępowany. Nigdy nie uprawiał seksu z facetem i nie chciałby niczego popsuć, tym bardziej że bardzo go pociągam. Postanowiłem postarać się go wyluzować. Jednak tak naprawdę nie musiałem się zbytnio wysilać. Po prostu fajnie nam się w czwórkę rozmawiało, a do tego wypite piwa działały bardzo pozytywnie.
Chłopaki mieli w wojsku taką dyscyplinę, że przez ten pierwszy okres nie było mowy ani o alkoholu, ani o seksie. Byli więc bardzo wygłodniali tak jednego, jak i drugiego. I to było widać. Moi dwaj starzy kumple tulili się do siebie i obejmowali. Także Romanowi musiała udzielić się ta atmosfera.
W pewnym momencie położył mi rękę na kolanie i uśmiechnął się. To był dla mnie sygnał. Przysunąłem się bliżej, a on objął mnie i zaczął gryźć z tyłu w szyję. Szeptał przy tym czułe słówka typu: podobasz mi się; masz ładne oczy; mam na ciebie ochotę; zrobię ci dobrze jak nikt wcześniej itd. W jego głosie słyszałem ogromne napięcie, podniecenie, ale i pewność siebie. Widział, że na niego lecę, a do tego wypite piwo i jego mundur sprawiały, iż czuł się bardziej dominujący. A mnie, rzecz jasna, było przyjemnie.
Musiałem w pewnym momencie przerwać i wyjść do kibla się odlać. Stanąłem przy pisuarze. Nagle ktoś zaczął mnie od tyłu obejmować. Przestraszyłem się. To był Roman. Dosłownie „przylepił się“ od tyłu. Cuchnęło od niego piwem, miał już nieśle w czubie. Zaczął mnie lizać i zapytał: – Czujesz to mięsko na tyłku? Dzisiaj zapozna się z twoją dziurą! Koleś mnie rozbroił, tym bardziej, że rzeczywiście czułem, iż w spodniach swego munduru nosi naprawdę sporo.
Roman wyciągnął z kieszeni paczkę prezerwatyw i powiedział:
– Wybrałem je specjalnie dla ciebie, z podwójnym nawilżeniem. Jest ich pięć i zamierzam wszystkie wykorzystać na twojej dziurze, Misiek!
Zrobiło mi się gorąco. Roman gwałtownym ruchem wepchał mnie do kabiny, po czym do niej wszedł. Rozpiął zamek u spodni i wywalił swojego kutasa na wierzch. Zrobił na mnie ogromne wrażenie, bo naprawdę był wielki. Różowy, z ogromną główką przypominającą kształtem grzyba. Wyglądał wspaniale, stercząc na tle spodni moro.
Roman zażądał, abym opuścił spodnie i się odwrócił. Domyśliłem się, że chce wykorzystać pierwszą z prezerwatyw. Cholernie 11 się podjarałem, ale jednocześnie nie do końca dałem się ponieść emocjom, więc zacząłem go prosić, żebyśmy nie robili tego w kiblu, ale pojechali do hotelu. No i udało mi się go jakoś przekonać. Schował tego ogromnego fiuta do spodni i wyszliśmy do chłopaków.
Oni też mieli już ochotę na zabawę, więc pojechaliśmy. Pokój wynajęliśmy z Łukaszem już wcześniej. Dwuosobowy, bo potrzebowaliśmy w zasadzie tylko dwóch prycz. Ledwo przestąpiliśmy próg, a tamci dwaj dosłownie rzucili się na siebie.
Chwilę później, nadzy, baraszkowali dogadzając jeden drugiemu. Roman do sprawy podszedł równie szybko. Przewrócił mnie na łóżko, położył się na mnie i zaczął całować. Jednocześnie obaj nawzajem się rozbieraliśmy. Ściągnął mi koszulę, całując tors dojechał do spodni, których też całkiem sprawnie mnie pozbawił, podobnie jak bokserek.
Obrócił mnie na brzuch i wstał. Zdjął spodnie i bluzę munduru, którą zdążyłem mu rozpiąć. Nałożył pierwszą z gum i przystąpił do działania. O dziwo, poszło mu całkiem sprawnie. Kilka pchnięć i fiut Romana wbił się w moje „oczko 12 kakaowe“. Właściwie bez bólu.
Pchał mocno i intensywnie, bo pod nami trzeszczało łóżko. Trzeszczało jednak na przemian z drugim, bo tamtym też akcja rozwinęła się na dobre. Łukasz leżał rozwalony pod Przemkiem, który jebał swego chłopaka z taką zaciekłością, jak mnie Roman.
W pewnym momencie trochę zaczęło to przypominać konkurs, który z nich dwóch ostrzej jebie. Autentycznie. Jak jeden przyspieszał, to drugi też. A my z Łukaszem mogliśmy tylko poprzez głośne jęczenie wyrażać swoją aprobatę dla tego konkursu, no i swoje zadowolenie z jego przebiegu. Obaj też jakby na komendę wyciągnęli kutasy z dziur i polecieli nam na plecy.
Ja w trakcie tego maratonu popuściłem pod siebie, przeżywając czadowy orgazm połączony z totalnym odjazdem. Zaczęliśmy się śmiać, bo podobna plama białej spermy znalazła się pod Łukaszem. On też poleciał bez dotykania ręką chuja. Musieliśmy chwilę odpocząć. Roman był tak zmęczony, że przysnął, natomiast ja z Przemkiem wyszliśmy do łazienki na papierosa.
Oczywiście dzieliliśmy się naszymi wrażeniami z seksu. Rajcowały nas takie rozmowy. Byliśmy nadzy, a Przemek zaczął się ponętnie do mnie uśmiechać i wypytywać o moją dziurkę: czy mam ją już odpowiednio luśną i rozjebaną. Jednym słowem przystawiał się do mnie. Nie wiem, czym by się to skończyło, gdyby do łazienki nie wszedł Roman.
Zaspany, półprzytomny, odlał się do kibla i podszedł do mnie. Siedziałem na brzegu wanny, więc jego fiut znalazł się na wysokości mojej twarzy, tak blisko, że obijał się o nią. Roman zapalił sobie fajkę. Chciałem wstać, jednak on przytrzymał mnie za barki. Już wiedziałem, jaka jest moja rola. Tym bardziej, że kutas mu się podnosił. Zacząłem mu robić loda.
Widziałem, jak jest tym podjarany. Zresztą nie tylko on. Wszystko działo się w obecności Przemka, któremu także stanął. Chłopak zostawił nas samych. Poszedł do Łukasza. A ja ciągnąłem cały czas Romanowi. Starałem się robić to jak najlepiej, aby miał maksymalną przyjemność.
Żołnierz jednak nagle przerwał i kazał mi przynieść prezerwatywę z kieszeni jego munduru. Wyszedłem do pokoju, a tam Przemek w najlepsze jebał Łukasza w usta. Chłopak chyba chciał się trochę bronić, ale nic mu to nie dawało. Przemek trzymał go mocno i na całego rżnął w ryja. Puszczając do mnie oko uśmiechnął się.
Znalazłem gumę i wróciłem do Romana. Przyjąłem pozycję na „czworakach“, a żołnierz pokrył mnie tak, jak pies pokrywa sukę, i zerżnął. Czułem jego ciężar na sobie. Z chujem w środku wyprawiał prawdziwe sztuczki. Wszędzie było go pełno. Masował cały mój odbyt od środka. Nie zapomniał też o moim kutasie, ugniatał go. Udało mu się tak zgrać, że doprowadził siebie i mnie do orgazmu niemal w tym samym momencie. Finiszował w środku. Tak się rozgrzał, że nie potrzebował dobijać ręką. Było wspaniale.
Dowlekliśmy się jakoś do łóżka. Tamci dwaj już spali. Obudził mnie chłód żelu na prezerwatywie w okolicach tyłka. Leżałem na prawym boku i coraz wyraśniej czułem wielkiego gnata chcącego przebić się do środka. Robiło się widno.
– Wyluzuj, Misiek, i otwórz ładnie dziurkę! – usłyszałem od Romana.
Byłem zaskoczony, skąd w tym chłopaku tyle werwy. Nie chciałem już analu. Dupa coraz mocniej bolała mnie po tamtych dwóch rżnięciach.
Zanim zdążyłem zaprotestować, byłem po raz kolejny jebany. I znowu to przyjemne trzeszczenie tapczana i następny orgazm. Gdzieś około południa zgłodnieliśmy, więc razem z Łukaszem poszliśmy kupić coś do jedzenia. Nasi żołnierze dalej wylegiwali się w łóżkach. Cholernie bolał mnie odbyt, na szczęście Łukasz był przygotowany. Dał mi jakąś maść i trochę przeszło.
Przynieśliśmy im hamburgery i frytki. A po chwili odpoczynku po obiedzie Przemek zażartował:
– Wiecie co? Jest takie powiedzenie: „Każdy żołnierz po jedzeniu myśli tylko o... waleniu“. I to jest prawda. Roześmialiśmy się.
Roman zaczął lizać mnie po plecach i schodził niżej. Wstałem i wypiąłem tyłek w jego kierunku – on nadal siedział na łóżku. Przywarł twarzą do mojego tyłka, a jęzorem posuwał po całym rowku. Wspaniale lizał całą dupę. Za to tamtym dwóm już tak wspaniale nie było. Łukasz chciał choć raz podczas tego spotkania posunąć Przemka, a ten nie zgadzał się i sam chciał dupy chłopaka. Zaczęli się sprzeczać, a nawet poszturchiwać. Wyglądało to grośnie. Jednak to była tylko taka ich zabawa.
Przemek kilkoma chwytami obezwładnił Łukasza, który musiał pogodzić się z jego dominacją. W końcu jego facet był żołnierzem. Dla mnie sprawa była prosta. Roman nosi mundur, więc się go słucham i nadstawiam dupy.
No właśnie, język Romana odpowiednio nawilżył moją dziurę, którą zajął się teraz jego chuj. Żołnierz, nadal siedząc na łóżku, przyciągnął mnie do siebie tak, że usiadłem na jego członku. Dupa była już tak rozrobiona, że jednym ruchem cały członek zatopił się w niej. Tym razem mogłem sobie pojeśdzić na jego rumaku. Niesamowite wrażenie.
Ściskałem ścianki odbytu, drażniąc tym samym jego chuja, a on ręką dogadzał mojemu. Trysnąłem tak mocno, że oblałem plecy Przemka jebiącego w tym czasie Łukasza. Zasnęliśmy z Romanem, przytulając się do siebie. Obudzili nas tamci. Żołnierze musieli się zbierać. Za pół godziny mieli być w jednostce.
Romek włożył mundur, pas, buty, nawet beret, kiedy sięgając do kieszeni spodni znalazł ostatnią, piątą prezerwatywę. Powiedział do mnie:
– Obiecałem ci, Misiek, wykorzystanie wszystkich. No to dawaj dupy! Zrobimy szybki numerek! Mówiąc to już rozpinał guziki zamka.
Pochyliłem się do przodu, a moja dziura przywitała się na pożegnanie ze swoim dobrym już znajomym. Pięć minut i było po wszystkim. Doszedł zaspokajając się moją dziurą. Ja nie zdążyłem, bo chłopaki naprawdę musieli już iść.
Na koniec pocałował mnie z jęzorem, tak po żołniersku, i obaj z Przemkiem pobiegli do jednostki. Zostaliśmy sami z Łukaszem w hotelowym pokoju. Złapaliśmy za kutasy i waliliśmy sobie, wspominając ostatnie godziny. Nic innego nam nie pozostało – przynajmniej do ich kolejnej przepustki.
Cherubinek
Adam Styczen 2002 - Rezerwa
TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA
To był męczący dzień. Wcześnie rano musiałem być w centrali firmy, co oznaczało pobudkę o 5.00 rano i jazdę pociągiem ponad dwie godziny. Na miejscu jak zwykle okazało się, że wyniki naszego przedstawicielstwa są mało satysfakcjonujące, i zmuszony byłem wysłuchiwać jakiś wypierdków, którzy mówili wiele, ale nie na temat. Nawet nie dali kanapek, a kawa była lurowata i zimna.
Spotkanie zakończyło się o siedemnastej i od razu udałem się na dworzec, aby czym prędzej zasiąść w przedziale i odespać stresujący dzień. Szybko kupiłem bilet na intercity i wsiadłem do pociągu. Niestety, to nie był koniec fatalnego dnia.
W pociągu jechała rezerwa i nie miałem złudzeń, co to znaczy. Już nie raz miałem nieprzyjemność wracać z byłym wojskiem jednym pociągiem. Zawsze ten sam scenariusz. Na początku jeszcze nie najgorzej, można poznać nader interesujący repertuar, ale wraz z upływem kilometrów i wypitej wódki atmosfera się zagęszcza jak w horrorze, podróżni są coraz bardziej przerażeni, rozpoczynają się wędrówki podpitych po całym pociągu, a konduktorów, którzy normalnie nawet dwa razy sprawdzają bilety, mimo że pociąg się nie zatrzymuje na żadnej stacji – ani na lekarstwo. Szybka ocena sytuacji niestety nie była pomyślna: za ostatnie pieniądze kupiłem coś do zjedzenia i teraz to się zemściło – nie było nawet tych kilku złotych na do- płatę do pierwszej klasy. Przesiąść się też nie było gdzie, bo wszędzie byli rezerwiści.
Usiadłem na swoim miejscu i nawet nie zwracałem uwagi na swoich współpasażerów – zresztą, co chwilę wchodzili i wychodzili, wnosząc jakieś tobołki, z których wydobywał się dźwięk szkła i bardziej głuche odgłosy, pewnie piwa w puszce. Jak dobrze, że dziś jechałem na spotkanie robocze, czyli w dżinsach i polo, a marynarka zmieściła się do sportowej torby, którą musiałem zabrać na jakieś foldery, których jak zwykle drukarnia nie dostarczyła biednej centrali. Gdybym jechał tak, jak czasami na oficjalne spotkanie – w garniturku za ich wieloletni żołd – oznaczałoby to dodatkowe kłopoty, i to duże kłopoty.
Po jakimś czasie sytuacja się ustabilizowała. Najgłośniejsi jechali chyba wagon za nami, i to tam koncentrowało się wszystko, co najgorsze. W moim przedziale oprócz mnie na stałe pozostało trzech rezerwistów, wcale nie najbardziej upitych i agresywnych (jak na te warunki). Nawet mnie zapytali, czy mogą zapalić, a i nie zapomnieli mnie poczęstować.
Nie paliłem od dwóch lat, ale nie miałem odwagi odmówić. Jedno o nich można było powiedzieć: wszyscy supermęscy, takie prawdziwe bysiory, ale każdy inny.
Pierwszy: wysoki blondyn, o wyjątkowo ładnej sylwetce, nie żaden atleta, po prostu był wciśnięty w dżinsy, które były całe napięte i pokazywały każdy mięsień oraz wielkie, szerokie dupsko. Z nich wszystkich chyba był też największym ordynusem – ciągle bekał i pierdział, czym wzbudzał entuzjazm kumpli, a z czasem i mój głośny śmiech.
Drugi z kolei, dla przeciwieństwa, mały – góra 165 cm, bardzo barczysty, widać było, że pompki nie były mu jako kotowi obce, o bardzo ładnych, ale pospolitych rysach twarzy. On chyba był ich taką czarną owcą, bo ciągle mu jako „Małemu” dogadywali. Był ich maskotką i naprawdę chciało się go przytulić albo chociaż podotykać, np. jak oni – poprzez ciągłe szturchańce.
Wreszcie trzeci, najsympatyczniejszy – ani wielki jak pierwszy, ani mały jak „Mały”. Miał ładne, cienkie i delikatne, krótko odrośnięte włosy koloru ciemny blond. Robił wrażenie całkiem normalnego, sympatycznego chłopaka.
Obecność „Małego” i właśnie trzeciego, czyli Damiana, spowodowała, że trochę się rozluźniłem i uspokoiłem, poza tym nie byli wszyscy jeszcze tak pijani, aby na- prawdę narozrabiać. Kiedy mieli już dość swoich pozostałych kolegów, którzy ciągle biegali po wszystkich przedziałach, zabarykadowali drzwi i wyjęli z tobołków swoje zapasy – niestety, ich ilość, jeśli miała być w całości skonsumowana w ciągu najbliższych kilku godzin, budziła trwogę.
Jak przystało na prawdziwych kompanów, postanowili mnie poczęstować wręczając butelkę i sugerując, że teraz moja kolej napić się z gwinta. Przypomniały mi się wtedy lata szkolne, kiedy ta metoda dawała mi dużą przewagę nad kumplami o mocniejszej głowie – po prostu dźwigałem butelkę do góry i niby piłem. Zyskałem tym prostym zabiegiem opinię gościa o najmocniejszej głowie.
Niestety kiedyś, kiedy jakimś cudem piliśmy z kieliszków, moi koledzy stracili dla mnie niekłamany podziw, co jest zresztą do dnia dzisiejszego powodem do żartów z ich strony. Kiedy oni dopiero się rozgrzewali i całkiem rzeczowo mówili o przejebaniu wszystkich dziewczyn, które były w pobliżu pod namiotami, ja bełkotałem coś pod nosem, rzygałem, aż wreszcie usnąłem – na szczęście. Jak się nazajutrz okazało, wymieniali się nader pikantnymi szczegółami na temat nowych koleżanek i, zdaje się, wszyscy oprócz mnie stracili wtedy dziewictwo. Kiedy wróciliśmy z wakacji, nic już nie było tak jak przedtem: chłopaki zaczęli uganiać się za dziewczynami, aby oddawać się nowej, dopiero co poznanej tajemnicy zwanej seksem. Ale nie czas na wspominki, o tym może innym razem...
W każdym razie sztuka picia bez picia i teraz całkiem mi się udawała. Nawet czasem pociągałem mocniej, bo robiło się coraz weselej i czułem się z nimi tak, jakbym znał ich dłużej Do tego stopnia wzbudzili moje zaufanie, że kiedy żałowali, że nie udało im się na dworcu zadzwonić do kogoś tam z informacją, że wracają, bez wahania pozwoliłem im skorzystać z komórki. Nikt jednak nie odbierał. Wysłali więc swymi niewprawnymi do klawiatury palcami SMS–a, co zajęło im chyba z 10 minut.
W tym czasie rozmyślałem, że misie po prostu wracają z woja i pewnie każdy na ich miejscu zachowywałby się tak samo 45 46 głośno i beztrosko. Z zewnątrz wygląda to zazwyczaj jednak bardzo groźnie i wulgarnie. Na szczęście mało pytali, a dużo opowiadali. Szczerze mówiąc, zawsze imponowali mi nie-geje, którzy potrafią naprawdę bez ściemniania rozmawiać o wszystkich sprawach, o których chyba nawet geje nie mówią tak szczerze.
I tak dowiedziałem się, że najbardziej jurny jest pierwszy, czyli „Pała”, któremu codziennie nad ranem wzwód przesłaniał słońce i dzień zaczynał sobie od zwalenia konia. Faję musiał mieć naprawdę wielką, o czym mówił ogromny fałd na jasnych dżinsach, na których wyraźnie suwak był napięty i wybałuszony. „Mały” natomiast jako przedmiot ciągłych, skądinąd przyjacielskich kawałów, miał przerypane w woju u kumpli, ponieważ uważali oni za stosowne sukcesywnie uniemożliwiać mu zwalenie sobie konia.
Ciągle go podglądali i mając pewność, że sobie uprzyjemnia życie, wołali kaprala i mówili mu, że „Mały” w kiblu zasłabł. I tak, „Mały” spuszczał się na oczach kaprala, który podobno zresztą „Małego” bardzo faworyzował. Choć żart kilka razy się powtarzał, to ciągle chętnie szedł z „prawdziwymi kumplami Małego”, którzy dla omdlałego kumpla wyrywali nagle drzwi ze skobla, aby go ratować. Hm... Nie mnie oceniać kaprala Kręgla, bo mnie tam nie było, ale chyba bardzo mu musiało zależeć na życiu „Małego”...
Trzeci, czyli Damian, tylko się rumienił ilekroć wchodzili na niego, czyli drwili na temat jego „strusich jaj”, które na pewno – jak przekonywali – niejedna pani Strusiowa będzie chciała wysiadywać. Cóż, kiedy prawdziwe chłopy – bysie i misie w jednym – opowiadają sobie takie historie, nam, gejom, oczy wychodzą z orbit, uszy rejestrują każde słowo, a fiuty budzą się do życia jak krokusy na wiosnę.
Niestety, drogi czytelniku, jeśli spodziewasz się, że teraz nastąpi niezła orgietka i poznam tajną broń naszej armii, reprezentowaną przez tych trzech ogierów, to niestety się mylisz, ale don’t worry, be happy i czytaj dalej...
Po pewnym czasie alkohol jednak zaczął działać. Mnie zrobiło się swojsko i miło. Jakie cudowne i sympatyczne ma- my wojsko – pomyślałem sobie. I tylko ostatnie przebłyski czerwonego światełka lampki autokontroli można byłoby dostrzec w mojej głowie. Naprawdę, jeśli w tej chwili zacząłem się martwić, to nie tym, co oni mogą zrobić mnie, ale tym, co ja mogę zrobić.
Na szczęście przestali opowiadać sprośne kawałki. Damian jeszcze ciągle palił cegłę, w ruch poszły kolejne fajki i piwo dla ochłody atmosfery, które spowodowało po kilku minutach, że wszyscy zaczęliśmy jednak ziewać. Ja siedziałem obok „Małego”, a Damian i „Pała” naprzeciw. Chłopaki ściągneli adidasy i swetry i po prostu przylgnęli do siebie głowami i ramionami, tak jak to pewnie nie raz robili w jakiejś ciężarówce po manewrach czy w innym miejscu po sporym wysiłku – i zaczęli kimać. Co za widok! Bysio do bysia, chrapią sobie słodko, a pociąg pędzi 110 km na godzinę. Cóż, też chciało mi się spać, czasu było jeszcze huk. „Mały” jak gdyby nigdy nic przybliżył swoją głowę i położył ją na mym ramieniu.
Jako że uniknąłem woja (z trudem, choć widząc ten obrazek zacząłem trochę im zazdrościć), postanowiłem spełnić swój niedoszły obowiązek, służąc rezerwie swym ramieniem tak dobrze, jak tylko mogłem. Po kilku minutach nawet własną piersią, bo „Mały” zjechał i jak dziecko tulił się na mojej klacie. O ile jeszcze chwilę temu chciało mi się spać, to teraz zmęczenie znikło i pojawiło się błogie uczucie szczęścia z tak prostego i naturalnego fizycznego kontaktu. Myślałem sobie tylko: chwilo, trwaj. I nie psioczyłem już na PKP z powodu niezakupienia składu Pendolino, dzięki któremu podróż ta trwałaby o wiele krócej, a nawet pomyślałem sobie, jak to kiedyś musiało być miło i wygodnie (chociaż nie – tylko miło) w zamierzchłych czasach, kiedy wojacy podróżowali na jednym koniu albo w jakimś wozie na czterech kołach...
Kiedy tak rozmyślałem sobie o przeszłości i teraźniejszości naszej kochanej armii, zauważyłem, że śpiący naprzeciw Damian jakoś wyjątkowo czule tuli się do „Pały”. Wyciągnął się wygodniej na plecach i położył głowę „Pale” na jego... pale. Dalej jednak wszystko było w normie, nie stało się w sumie nic, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek domysły u normalnego faceta. Mnie natomiast przechodziło mrowie i nie wiedziałem, co jest przyjemniejsze – „Mały” na klacie czy ich widok.
Patrzyłem więc, unosząc głowę dopiero co poznanego kumpla swym miarowym oddechem w górę, tak aby móc dotknąć choć na chwilę jego głowy ustami. W nozdrzach wirował zapach prawdziwego faceta. (Nie wierzę w feromony, bo czasami widzę jakiegoś gostka kilkadziesiąt metrów przed sobą lub nawet za szybą, a pomimo to jest on w stanie zmienić moją drogę danego dnia – człowiek po prostu idzie i cieszy oczy – jednak muszę przyznać, że zapach prawdziwego męskiego bysiora jest po prostu oszałamiający i jest chyba najsilniejszym afrodyzjakiem.
Odkryłem to kiedyś, gdy na wsi pomagałem w żniwach. Koszule flanelowe pracujących w polu o kilka lat ode mnie starszych rolników, suszące się w stodole, w której spałem, były moim prześcieradłem, kołdrą i wszystkim, co było mi potrzebne do orgazmu najwyższego stopnia. Były tak podniecające, a ich zapach tak natrętny i wiercący nozdrza, że nigdy nie musiałem uruchamiać dodatkowo swojej wyobraśni. Po fantastycznym spełnieniu, czasami naprawdę do utraty przytomności, zapach przepoconych koszul jeszcze długo na mnie „leżał”, przeszkadzając zasnąć.
Tak i teraz, w dusznym pociągu rozgrzane dodatkowo alkoholem ciała wydawały z siebie woń powodującą nabrzmienie mojego chuja.) „Mały” spał, „Pała” chrapał, ja się podniecałem i tylko Damian spokojnie leżał w okolicach krocza swego kumpla. Cały czas patrzyłem na nich, chłonąc ten obraz tak, aby wgrać go do pamięci, tak jak się ładuje cyfrową pamięć. I nagle zauważyłem, że Damian na ułamek sekundy otworzył zupełnie trześwe oczy, spojrzał w moje, a następnie opuścił wzrok w kierunku mego wielkiego krocza. Byłem tak zaskoczony, że nie zdążyłem przykryć wielkiego wzgórza w miejscu mojego rozporka.
Zresztą patrząc na Damiana zauważyłem w kącikach jego ust uśmieszek – tak jakby aprobujący. Miliard szarych komórek w mojej głowie natychmiast uruchomił proces analizy sytuacji: dlaczego ten przystojniaczek miał tak trześwy wzrok, dlaczego spojrzał mi na ułamek sekundy prosto w oczy, a następnie bez pytania i bezczelnie, tak abym tego nie mógł ukryć, na mój wzwód?! I wreszcie, nie mówiąc nic i niczemu się nie dziwiąc, leżał dalej spokojnie na szerokich udach „Pały”?! Czerwona żarówka w mojej łepetynie zaświeciła się żarem tysięcy woltów, a nawet zaczęła migać jak kogut na policyjnym radiowozie.
Nie mogłem jednak dojść do jakichkolwiek wniosków. (Wiem, drogi czytelniku, że Ty być może wchodząc do wypełnionego żołdakami pociągu od razu zaplanowałbyś nowy rozkład jego jazdy, czyli jazdę na maksa, ale to, co widziałem, nijak się miało do tego, co do tej pory wiedziałem o prawdziwych facetach.) Odstawiłem „Małego” na bok i wyszedłem na korytarz, otworzyłem okno i wdychałem zimne powietrze, które jednak mnie nie ostudziło.
Udałem się do WC i obmyłem gorące policzki. Trochę ochłonąłem i wytrzeświałem. Wróciłem do przedziału. Chłopaki się wybudzali, zresztą zbliżała się moja stacja. Po raz pierwszy droga upłynęła tak szybko i żałowałem, że będę musiał wysiadać. Na korytarzu coraz więcej było pożegnań i część rezerwy szykowała się do wyjścia. Podziękowałem chłopakom za towarzystwo i poczęstunek, i powiedziałem, że muszę już wysiadać. „Pała” naciągał mnie, abym jechał dalej i na następnej stacji razem z nimi poszedł w miasto uczcić ich powrót do cywila.
Niestety, ich stan nie dawał gwarancji dobrej zabawy, a Damian jakoś zmarkotniał i niewiele mówił. Każdemu przybiłem piątkę, zrobiłem misia i poklepałem się po ramieniu. Wyszedłem z przedziału i pociągu. Kiedy znalazłem się na peronie, rezerwiści na nowo przystąpili do śpiewu. W oknach pojawiły się wielokolorowe chusty i okrzyki ostatnich pożegnań. Stałem tak i patrzyłem, jak pociąg powoli zaczyna opuszczać stację.
Nagle, już w biegu pociągu, wyskoczył... Damian. Stałem jak wryty, a on spokojnie podszedł i powiedział: – Zostawiłeś telefon. Rzeczywiście miał w ręku moją komórkę, która musiała jakimś cudem zostać na siedzeniu, kiedy szykowałem się do wyjścia. Wymamrotałem: – Dzięki... i nie wiedziałem, co dalej powiedzieć. Damian też nic nie mówił. Wiedziałem, że teraz już czas najwyższy, aby dać mu jakiś znak.
W jakiejś gazecie gejowskiej przeczytałem o takim tajemnym znaku gejów: drapaniu prawego ucha. Pomysł świetny: nie trzeba ucha przekłuwać i na stałe oznaczyć się jako gej – na zawsze i dla wszystkich – a jedynie stosować wtedy, kiedy się chce. Kiedy facet nie chwyta, o co chodzi, to albo nie jest gejem, albo nie chce być nim dla nas.
Damian w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Chyba nie jest gejem – pomyślałem i ucieszyłem się tym bardziej, a zresztą sygnał nie jest zbyt popularny. (Chłopaki, pamiętajcie o nim – proste a skuteczne. Facet wam się podoba, to podrapujecie swoje prawe ucho. Jeśli robi to samo, to albo jest gejem, albo małpą...) Oczywiście wiedziałem, co się szykuje.
Zaprosiłem go do pobliskiego baru, ale był zamknięty. Bałem się oficjalnie powiedzieć, co czułem, kiedy widziałem go śpiącego na kolanach „Pały”: że chciałbym przytulić jego głowę i dotykać jego delikatnych włosów, wcierać się w jego jednodniowy zarost. Zaproponowałem mu, abyśmy poszli do mnie, gdzie, jak chce, będzie mógł się wyspać. Zgodził się natychmiast i humor mu się od razu poprawił. Pięć minut i byliśmy u mnie.
Chciałem przez moment zaproponować mu prysznic, ale zdałem sobie sprawę z tego, że chcę go takim, jaki jest. Powiedziałem, że rozłożę łóżko. On w tym czasie palił papierosa. Kiedy wyrko było gotowe, podszedłem, wyjąłem mu papierosa z ust, zaciągnąłem się i przyssałem mocno do jego ust, przyciągając jego głowę do siebie tak, aby powstrzymać ewentualny opór. Damian jednak nie okazał jakiegokolwiek oporu i wprost rozpływał mi się w ustach – miał smak chmielu, tytoniu i samczego podniecenia. Nogi mi się ugięły i przewracając się na łóżko Damian przygniótł mnie swym ciałem.
Bez jakiegokolwiek zdania, dziko rozbierał mnie, a ja jego. Najpierw moje polo i jego T-shirt. Ukazało się wspaniałe ciało, noszące ślady dopiero co zakończonej służby; silne ramiona, spod których ulatniał się wspaniały zapach. Jego język wyprawiał cuda, a ręce mocno ściskały moje ciało, szybko przenosząc się w okolice mego rozporka. Pomogłem mu rozpiąć moje spodnie i je ściągnąć. Swoje zdjął sam i mym oczom ukazały się legendarne wielkie jaja.
Naprawdę, na zdjęciach widziałem różne rozmiary członków, ale jaja przeważnie były wszystkie takie same. Te może nie były strusie, ale na pewno kurze. Faja za to zupełnie przyzwoita, czyli średniej wielkości i taka jak lubię – jakby wytoczony wałek, równomiernej grubości na całej długości, z wielką, przydługą kapą na końcu.
Nasze fiuty nieporadnie smyrały się po sobie i naszych podbrzuszach. Ciągle nie mogliśmy odessać się od siebie. Ten facet chyba nie miał nikogo przez cały okres służby – tak był napalony. Jego ruchy wskazywały na to, że chce już jebać.
Nastawiłem się odpowiednio, a on wszedł we mnie napierając całym swym cielskiem, które było wspaniałe – nieowłosione i pozbawione jakichkolwiek piegów i znaczeń. Napierał coraz mocniej i szybciej, a ja czułem rozkosz i wsłuchiwałem się w dzikie okrzyki i westchnienia wydobywające się z głębi jego żołnierskiej gardzieli.
Prawdziwie samcze ruchańsko, ale co chwila przyciągał moją głowę i wchodził do mych ust językiem, co niepozbawione było swoistej czułości. Podniecałem się coraz bardziej jego ciałem. Nigdy nie działali na mnie superprzystojni modele czy ogólnie uznani za przystojnych faceci. Damian też do nich nie należał, był to taki „chłopak z sąsiedztwa“, który w cywilu był może mechanikiem samochodowym.
Wspaniale jebał; jego ogromne jaja uderzały rytmicznie o moje pośladki, sapaniu i charczeniu nie było końca. Kiedy dochodził do szczytu, jeszcze bardziej napierał na mnie, tak że prawie cały jeździłem plecami po łóżku. Spuścił się i wyszedł ze mnie.
Myślałem, szczerze powiedziawszy, że trochę mnie wykorzystał i albo teraz uśnie, albo po prostu ubierze się i wyjdzie. Ja jeszcze się nie spuściłem. Dlatego tym bardziej zdziwiła mnie jego reakcja, kiedy od razu chwycił moją faję i swą miękką dużą dłonią zaczął bić mi konia. Damian nie tylko myślał więc o tym, aby dać upust swym samczym żądzom, ale i pomyślał o moich potrzebach.
Tak mnie jego reakcja napaliła, że spuściłem mu się dokładnie na brzuch, a on nie skończył od razu, ale fachową ręką kończył dzieło. Widać, że chłopaki nie przesadzali w swych opowiadaniach na temat walenia końska na okrągło w jednostce. Zmęczeni leżeliśmy obok siebie. Spojrzałem na jego twarz i zobaczyłem zadowolenie i radość.
Przytuliłem się do niego i chyba w kilka chwil usnęliśmy oboje po tak wyczerpującym dniu. Kiedy się rano obudziłem, Damian jeszcze spał, głośno chrapiąc. Wstałem i poszedłem kupić świeże pieczywo; kiedy wróciłem, dalej spał. Rozebrałem się i ponownie wszedłem do łóżka, i delikatnie gładziłem jego ciało. Ocknął się i rozglądnął, szepnął: „cześć“.
Byłem podniecony jego widokiem, zacząłem pieścić jego wielkie jaja. Znowu zaczęliśmy się całować i macać nasze ciała. Znowu wszedł we mnie i rytmicznie robił swoje, stękając przy tym głośno. Tym razem zlałem się pierwszy, a on zaraz po mnie. Tak kochaliśmy się jeszcze cały dzień, niewiele przy tym mówiąc.
Dowiedziałem się tylko, że męczył się okropnie w woju, bo zawsze miał ochotę tego spróbować – jego idolem był „Pała”, z którym wiele lat temu jako nastolatek walił konia w jego piwnicy. Wieczorem musiał wracać, odwiozłem go więc do domu. Przy pożegnaniu powiedziałem, że zawsze może do mnie wpaść. O ile wiem, razem z „Pałą” pracują jako ochroniarze i są bardzo dobrymi kumplami. Ciekawe, dlaczego... Adi
wtorek, 31 stycznia 2023
Na Poligonie
Poniżej prezentuję opowiadanie, którego autorem jest Jonson.
Pochodzi ono z miesięcznika "Adam" z lipca 2000r. (
Ja uratowałem je z innej jeszcze strony, Arka z Trzcianki k. Piły - przyp. Saigteoir)
Po skończeniu szkoły rozpocząłem pracę jako kelner w pobliskim motelu. Nie należał on do dużych. Miał tylko parę pokoi dla gości i dość dużą salę dla osób zatrzymujących się przejazdem. Tu można dość tanio zjeść i odpocząć po trudach podróży, w przeciwieństwie do innych tego typu lokali. Pod nieobecność właścicieli cały interes pozostawał na mojej głowie. Tak było i tym razem - w noc z piątku na sobotę. Ostatni goście opuścili motel o 20.30. Cały interes otwarty w piątki do 21.00. Właściciele wyjechali w góry. Zapowiadała się nudna nocna zmiana. Moim obowiązkiem było siedzieć w recepcji, dbać o klientów i spełniać ich ewentualne życzenia (w granicach zdrowego rozsądku). Personel opuścił lokal krótko po dwudziestej pierwszej. Po ich wyjściu zamknąłem motel i od tej pory siedziałem w recepcji, oglądałem telewizję i sporządzałem bilans sprzedaży prasy.
Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi zajazdu. Udałem się więc w ich stronę. Za nimi stał żołnierz ubrany w moro wojskowe. Otworzyłem mu wrota i zapytałem:
- O co chodzi?
- Chciałem zapytać, czy macie wolny jeden pokój?
- Tak, jest jeden.
- Jest tylko jeden problem. Nas jest razem pięciu. Czwórka moich kumpli czeka w wozie. Z kasą też nie jest wesoło. Rozumiesz, żołd nie jest wygórowany.
- Dobra. Ale będziecie musieli cicho się zachowywać i wyjechać stąd o szóstej rano.
- Okey!
Chłopacy wpakowali się do pokoju. Żołnierz, który załatwiał wszystko, dogadywał się ze mną w sprawie pokoju. Powiedziałem mu, że jeżeli się postarają to będą tutaj za friko.
- Jeszcze jedna sprawa. Widzę tutaj, że macie prasę. Czy mógłbyś pożyczyć nam do pokoju jeden świerszczyk?
- Jaki?
- "ADAMA"! Co? Zdziwiony jesteś? Znasz to pisemko? Jeżeli nie to powinieneś je poznać. To pismo dla prawdziwych mężczyzn.
- Proszę. Zwróćcie je rano.
Ich dowódca poszedł na górę. Ja już nie mogłem wytrzymać. Piątka żołnierzy w pokoju, a ja sam mam grzać pałę? Tym bardziej, że są swoimi ludźmi. Muszę się do nich wprosić. Długo nie trwało, bo za chwilę przed moimi oczyma pojawił się znowu ich dowódca, Łukasz, i zapytał, czy nie skombinuję coś do żarcia. Byliby bardzo wdzięczni. Ja udałem się do kuchni i zabrałem parę kanapek i dwanaście piw puszkowych. Potem im to zaniosłem.
Pukałem wcześniej, ale nikt nie otwierał.
Postanowiłem wejść do środka. Prawdziwi mężczyźni. To właśnie pomyślałem sobie o nich po wejściu do ich pokoju. Na początku nikogo nie widziałem, bo wszyscy byli pod prysznicem. W pomieszczeniu były porozrzucane tylko wojskowe ciuchy, łącznie z wojskowymi gaciami. Wszystko jak na poligonie. Istny bajzel. Na jednym małym łóżku leżał rozłożony "ADAM", niczym przedmiot kultu. Po chwili otworzyły się drzwi od prysznica i wyszedł z nich Łukasz z pałą sterczącą jak wieża Eiffla. Chociaż nie miała 200 m, to i tak była imponująca. Nie mogłem się od niej oderwać, ale udałem, że nie patrzę na nią. Przez drzwi widać teraz było pozostałą czwórkę chłopaków. Jednym słowem, stado przystojniaczków. Oni również mnie zauważyli, po czym wszyscy weszli do pokoju. Łukasz wydał im rozkaz:
- Całość, w jednym szeregu zbiórka!
W tym momencie nakazał mi się przedstawić.
- Igor.
- Teraz ja przedstawię ci moich podwładnych. Od lewej: Damian (pseudo "Riki"), dalej Sławek ("Ostry"), to Bartosz ("Lizak"), czwarty to Dominik ("Jebak"). Panowie, spocznij!
We mnie wszystko się już gotowało. Chuj rozpierał mój czarny uniform. Nie da się tego ukryć. Wszyscy patrzyli na moje napięte krocze. Dowódca wyjaśnił im, że mają wobec mnie duży dług wdzięczności.
- Każdy z nas podziękuje w wiadomy sposób przyjacielowi, który stoi obok mnie. Na początek dołączy do mnie "Lizak". Reszta - rozgrzewka obok.
Wszyscy byli krótko wygoleni. Zarost twarzy jednodniowy. "Jebak" i "Ostry" mieli zdecydowanie największe kutasy i sporej grubości. Byli oczywiście tuż za dowódcą, który przewodził stanowczo całej grupie. "Riki" i "Lizak" byli prawdziwymi włochatymi facetami. Takich bardzo lubię.
Wszystko w pokoju przypominało poligon. Totalny bałagan i sterczące armaty gotowe do wystrzału. Trzeba je tylko dobrze wypucować, by godnie reprezentowały Wojsko Polskie. A wierzcie mi, nic tym chłopakom nie brakowało. W każdym calu dorównywali amerykańskiej piechocie morskiej.
Nic nie musiałem robić. Całkowicie poddałem się obróbce prawdziwym ogierom. Kapitan przyssał się do moich ust, a Bartosz zaczął mnie rozbierać. Znalazł się między nami. Wreszcie dotarł do moich slipek. Brutalnie je zerwał i z wielkim zapałem wchłonął mego kutasa. Żołądź była już wilgotna z podniecenia, dlatego "Lizak" sprytnie wylizywał soki z czubka chuja. Czułem, jak dobrze go ciągnął. Od czasu do czasu lizał jaja Łukasza i jego krocze. Po chwili znalazł się po drugiej stronie. Ja bardziej rozkraczyłem nogi, by mógł swobodnie dotrzeć do mojej nory. On oczywiście wlinił języczek tak głęboko, jak tylko był w stanie. Odbyt robił się coraz bardziej wilgotny i elastyczny. Teraz schyliłem się do kutasa dowódcy i przyjąłem jego chuja w gościnę do moich ust. Bartek mógł swobodnie zająć się moją dupą. Po chwili wpychał w nią swoje palce, które wchodziły do środka jak po maśle. Ja tymczasem obrabiałem nadal chuja. Ssałem jego łepek, po czym połykałem go po same jaja. Jego chuj był cudowny. Niby niczym się nie różnił od innych, mimo to smakował całkiem inaczej. Bardziej męsko. To chyba sprawka wojska. Czuć jeszcze ten zapach przepoconych jaj i dzikość doznań. Żołnierze są po prostu wygłodniali seksualnie. Musiałem im to wynagrodzić.
Ekipa obok też nie próżnowała. Język "Rikiego" wbijał się w gardło "Jebaka". Widać po jego zachowaniu, że jest facetem, który wie, do czego dąży i co chce osiągnąć, a wszelkie przeszkody gotów był niszczyć swoją wielką armatą. Chuje obu panów do ataku przygotowywał "Ostry". Jednego ciągnął z wielkim zapałem, a drugiego walił swoją męską ręką. Była ona porośnięta czarnym zarostem, dodatkowo miała tatuaż na ramieniu. Wszystko robił bardzo zwinnie i sprawnie, jak przystało na wojsko. Był w tym po prostu dobry. Ciągnął oba kutasy na przemian. Widać, że był bardzo zadowolony, bo na jego twarzy widać było rozkosz. Po chwili Sławek przeniósł się między pośladki "Rikiego". Tam drażnił jego otwór. Wibrował swoim językiem w jego dziurze. Po chwili Damian położył się na plecach. Jego nogi zarzucił na swoje ramiona Dominik i naparł swoim chujem do ataku. Do celu trafił bezbłędnie. Armata jego regularnie waliła dupę kompana. Chowała się na chwilę, po czym znowu widać ją było na zewnątrz. Ruchy stawały się coraz szybsze. Jak to przystało na Dominika, ruchał dupę szybko i rytmicznie. Jednym słowem, jebał go po męsku. A żeby wszystko było raczej po cichu, ze względu na innych gości w motelu, westchnienia "Rikiego" były tłumione przez chuja "Ostrego". Pieprzył nim usta Damiana. Po chwili jednak zaprzestał tego, a "Riki" zaczął polerować jego fujarę. "Jebak" nadal walił Damiana, ale to było mu za mało. Dlatego dotarł do dupy "Ostrego" i zaczął zadowalać jego otworek swoim językiem.
Ja teraz piąłem się w górę po brzuchu kapitana. Jeździłem języczkiem po jego pępku i dalej po jego włochatej klacie. Dotarłem do brodawek. Delikatnie je possałem i podrażniłem zębami. Rajcowały mnie jego silne ramiona i żylaste ręce. Moja dupa była gotowa do raportu. W tym momencie przyjąłem pozycje na pieska. Do moich ust swego patana władował "Lizak". Ja w niczym nie zwlekając przystąpiłem do obrabiania jego druta. Połykałem chuja po same gardełko. Jeździłem po całym jego kutasie, tak jakbym najpierw chciał zlizać polewę czekoladową z loda śmietankowego. Tak dobrze mu ciągnąłem pałę, że w nagrodę raz po raz na jego czubku chuja pojawiała się kropelka słodkiego płynu. Zlizywałem je namiętnie, po czym rozprowadzatem po całym jego kutasie. Tak byłem zajęty obrabianiem patana Bartosza, że dopiero teraz poczułem ostry napór na moją dupę. Mój najczulszy i najbardziej tajemniczy punkt zdobywał Łukasz. Zauważyłem, że kapitan uwielbiał pokazywać swoją siłę. On też zauważył, że bardzo mnie podniecały jego silne chwyty, natychmiastowe decyzje, jego silny i władczy wzrok, który mówił: "Wojsko broni, wojsko czuwa, chuj wojska też spluwa. On też wymaga smarowania i ostrego wyruchania." Takie hasło miałem przed oczami, kiedy jego chuj zdobywał moją dupę.
Bartosz tymczasem odwrócił się i nadstawił swój tyłek pod mój język, Dziurka jego była dość rozluźniona. Widać było, że często gości w swojej norce męskie członki, bo zwieracz nie zdążył dobrze się zamknąć przed następnym ruchaniem. Dlatego łatwiej mi było wepchnąć język w jego norkę. Wylizałem mu całą szparę. Bardzo to lubię, zwłaszcza, kiedy towarzyszy temu włochata dupa.
Kapitan wraz z upływem czasu zwiększał częstotliwość pchnięć, po czym zwalniał na chwilę, by tak szybko się nie zwalić w mojej dupie. Cóż, lata spędzone w wojsku jako zawodowy żołnierz sprawiły, że w tym aspekcie wyćwiczony był perfekcyjnie. Wiedział, kiedy ostro jebać i kiedy należy zwolnić. Ja tylko słyszałem walenie jego dużych jaj o moją dupę. Cały kutas chował się wewnątrz mojej rozpalonej dupy. Dziura stawała się bardziej uniwersalna. Przyzwyczaiła się do rozmiaru chuja, jak i częstotliwości pchnięć. Przez chwilę walił mnie szybko i ostro, po czym wyszedł z mojej dupy i wydał rozkaz, aby "Lizak" wjebał swoją fujarę w moje dupsko. Po chwili role zostały zamienione: w mojej dupie lądował chuj Bartosza, a Łukasz podczołgat się na plecach pod mojego kutasa. W ten oto sposób znaleźliśmy się w słynnej pozycji "69".
Kiedy zabierał się za mojego chuja, czułem, że ściekają z niego kropelki gęstego, przeźroczystego płynu. Przyjął je na swój język, po czym ściągnął napletek, wylizał mokrą główkę i zaczął obciągać moją armatę. Ja robiłem dosłownie to samo. Zlizywałem soki z jego chuja, które pozostały po ostrym waleniu mojej dupy. "Lizak" walił moje dupsko. Nie było to jednak to, co z kapitanem. On po prostu specjalizuje się w lizaniu, o czym świadczy jego przezwisko. Brak było mu rutyny w tym, co robi. Jednak muszę przyznać, że języczkiem to potrafi zadowolić nawet najbardziej wybredną osobę.
Cała trójka zabawiająca się obok też zmieniła swoje ustawienie. "Riki" nadal leżał na podłodze, jednak nie był już rżnięty przez "Jebaka". Ten ostatni nadstawił mu swój tyłek do inspekcji, a w swoich ustach miał chuja "Ostrego". Dodatkowo Dominik walił sobie kutasa ręką. Nie trwało to długo, bo oto do wejścia w "Rikiego" szykuje się Sławek. Po chwili walił już w dupsko. Kutas miał ułatwioną pracę, bo chwilę wcześniej dziurę rozjebał "Jebak". Dlatego od samego początku robił to w sposób zdecydowany.
Po chwili Sławek i Dominik dołączyli do nas, a Bartosz poszedł do Damiana. Miał tam doskonałe pole do popisu. Mógł dobrze wylizać dupę "Rikiego" i jego kutasa, zresztą z wzajemnością. My pozostaliśmy w gronie czterech osób. "Jebak" pozostał w pozycji na klęczka. Kapitan położył się na jego plecach z nogami opuszczonymi na podłogę i uniósł swego chuja do góry. "Ostry" stanął okrakiem nad nimi i przyjął chuja kapitana w dupę, po czym rytmicznie jeździł na jego kutasie. Kapitan, jak i "Ostry", zaczęli gwałtownie wydawać z siebie okrzyki ekstazy, która przelewała się przez ich ciała. Musiałem temu zapobiec, bo było za głośno. Dlatego wszedłem między nich tak, aby każdy z nich mógł coś pieścić. Łukasz dostał moją dupę, a Sławek chuja. Kapitan mógł teraz wylizać moje dupsko, a "Ostry" przygotować mój fiut do dupczenia. Po chwili opuściłem środeczek. "Ostry" skończył jazdę i cofnął się z tyłkiem do kolan kapitana i położył się na jego cielsko. W ten sposób mogli swobodnie zatopić swoje języki w gorących ustach, a ja przystąpić do dupczenia.
Nakierowałem chuja na otwór i wpakowałem kutasa we włochate dupsko Sławka. Otwór był dobrze rozciągnięty i zwilżony, co zminimalizowało ewentualne tarcie. Swobodnie waliłem go w dupę. Nora jego połykała mego penisa po same jaja. Najwięcej rozkoszy przynosiła mu nasada mego chuja, która objętościowo była imponująca. Lubił po prostu spory kawałek chuja w swojej norze. Często przerywał lizanie z Łukaszem, by wyjęczeć parę słów zadowolenia:
- Od dawna nie miałem innego chuja w dupie poza naszą brygadą, i to w dodatku takich rozmiarów. Nie oszczędzaj mojej dupy. Zruchaj ją ostro, bo nie wiem, kiedy znowu dostanę tak dobrze po zaworach. O, tak. Grzmoć mnie. Oooo, yes!
Po tych słowach znowu zaczął się ślinić z kapitanem. A mnie jego tekst zmobilizował do jeszcze bardziej efektywnego rżnięcia.
Po chwili piramida rozpadła się. Chłopaki odeszli na bok, a przede mną stała dupa kapitana do wyjebania, Dziurę miał wilgotną, ale spiętą, bo nikt go jeszcze dzisiaj nie walił. Ja będę pierwszy. To chyba zaszczyt.
Chuj mój naparł na otwór Łukasza. Wchodził dość mozolnie, ale do czasu. Po paru chwilach ruchałem go już swobodnie. Kutas zdobywał jego dupę coraz głębiej, a on reagował na to bardziej donośnymi odgłosami. Dlatego dotarłem do jego ust, by móc uczestniczyć w jego przeżyciach bardziej dogłębnie.
Chłopaki obok też ostro się rżnęli. Połączyli się razem. Dominik dawał dupy Damianowi, a ten z kolei ssał kutasa "Ostrego". "Lizak" obrabiał tyłek Sławka. System naczyń połączonych.
Ledwo zdołałem wyciągnąć chuja z dupy kapitana, zwalić kondoma, po czym trysnąłem nasieniem na jego cielsko. Zalałem go potokiem spermy. Strasznie to podjarało chłopaków obok. Reszta dołączyła do nas. Teraz wszyscy razem finiszowaliśmy. Mnie kapitan kazał położyć się na wąskim łóżku. Cała reszta okrążyła mnie dookoła i zaczęła finiszować. Wszyscy walili konie na wyścigi, by jak najszybciej zalać moje ciało. Pierwszy eksplodował "Lizak", po nim "Ostry", potem "Riki". "Jebak" i na końcu kapitan. Sperma z pięciu chujów zalała moje ciało. Czułem jej ciepło na każdym skrawku. Żołnierze rozmazali ją rękoma po moim ciele, po czym wszyscy nawzajem wypolerowali swoje spluwy.
Na koniec ostatnie słowo powiedział kapitan:
- Inaczej nie mogliśmy ci podziękować za gościnę. Myślę, że jesteś zadowolony?
- Zadowolony? To mało powiedziane. Jestem wyjebany do granic możliwości. Niestety, muszę wracać do pracy.
Cała paczka zasnęła wkrótce. Dotrzymali jednak słowa i byli gotowi do wyjazdu z samego rana. Na koniec przyszedł kapitan i powiedział, że wpadną tutaj w drodze powrotnej w przyszły piątek. Reszta na mojej głowie. Musiałem sobie ustalić zmianę nocną. Właściciele to nie problem. Wracają dopiero za dwa tygodnie, Łukasz zapowiedział, że będzie świetna zabawa, w co oczywiście po ostatniej nocy nie wątpiłem.
Jonson
- Lipiec 2000 -
Hej, jeśli podobało Ci się to opowiadanie - zostaw komentarz! Dużo to dla mnie znaczy.
Jeśli chcesz jakoś inaczej się odwdzięczyć - zapraszam na moją wishlistę. Przyjmuję też używany sprzęt wojskowy ;)

