Kategorie

poniedziałek, 1 maja 2017

Ostra jazda w Paryżu

TO OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA

Zostało uratowane z kopii nieistniejącej już strony internetowej  (clippo, bazylisheq, hydeparkowa grupa gay historie lub coś jeszcze innego). Były to początki internetu i mojej przygody z erotyką. Ratuje je przez wzgląd na kolejne pokolenia. Nie czerpię żadnej korzyści z tego tytułu. Jeśli jesteś autorem tego tekstu lub wiesz kto nim jest możesz skontaktować się ze mną w sprawie uznania autorstwa, edycji lub usunięcia ze strony. 
=======================================

Mój serdeczny przyjaciel Jacek wyjechał na rok do Francji. Latem zaprosił mnie do siebie. Dowiedziałem się, że dorabia sobie tam jako barman w klubie gejowskim. Pewnie zna masę fajnych facetów - pomyślałem i poczułem, że trochę mu nawet zazdroszczę.
Jacek jest bardzo bezpośredni - na przykład ostatnio spytał mnie: "I co tam z tym twoim Wielkim Marzeniem, nadal niezrealizowane?" W odpowiedzi roześmiałem się tylko: "No coś ty, w Polsce to raczej trudne... Nie wygłupiaj się."
Rzeczywiście, kiedyś rozmawialiśmy o swoich fantazjach w seksie i zdradziłem mu to i owo. Pierwszego dnia przegadaliśmy całą noc, ale drugiego Jacek szedł wieczorem do tej swojej roboty. Chciałem iść z nim, bo byłem bardzo ciekaw, jak tu wygląda nocne życie gejowskie i miałem ochotę się trochę zabawić, ale Jacek wybił mi to z głowy pod tysiącem pretekstów. Obiecał, że jutro... Nie wiem, dlaczego?! Nieźle się na niego wkurzyłem. Zostanie mi tylko leżenie w łóżku i trzepanie wała.
Gdy wyszedł, pobawiłem się trochę koniem i nie ubierając się postanowiłem nieco zdrzemnąć. Ocknąłem się z powodu irytującej niewygody - nie potrafiłem przekręcić się z brzucha na bok. Otworzyłem oczy i z trwogą pojąłem, w czym problem: obie ręce miałem przykute kajdankami u wezgłowia łóżka, a rozstawione nogi przywiązane do metalowych prętów po przeciwnej stronie.
Przestraszony zacząłem się miotać na pościeli, ale coraz bardziej docierało do mnie, że jestem unieruchomiony na amen.
O co chodzi? - gorączkowo myślałem - może ktoś się włamał, wszystko wyniósł, a mnie tak urządził?! Zacząłem wołać o pomoc.
Nagle otworzyły się drzwi do pokoju i ujrzałem w nich potężną sylwetę mocno napakowanego Murzyna.
- Ta gueule! (Stul pysk!) - ryknął na mnie, ale ja i tak oniemiałem z wrażenia.
Poczułem, że mam kłopoty. Facet wydawał mi się olbrzymi: głowa wygolona na zero, wyraziste rysy twarzy, dyszące nozdrza. Stał w samych białych slipkach, a jego ciało wydawało się albo czymś nasmarowane, albo tak zroszone potem - hebanowe ciało wprost świeciło blaskiem odbijanym od małej palącej się lampki.
Zrobił parę kroków w moim kierunku i zatrzasnął drzwi za sobą. Mogłem teraz lepiej przypatrzeć się jego obficie wyrzeźbionym mięśniom piersiowym, ogromnym bicepsom i szerokim, napiętym udom. Wyglądał jak rozwścieczony, potężny byk. Zacząłem coś do niego mówić po polsku, ale zaraz sobie uświadomiłem, że przecież on kompletnie nic nie rozumie w tym języku. Mój francuski jest za to marny - sytuacja stawała się dramatyczna... Jak tu negocjować? A on tylko stał nade mną i głośno sapał. "O kurwa, o kurwa" - powtarzałem sobie nerwowo w myślach, jednym okiem obserwując, jak kropelka potu spływa mu po nierównościach brzucha ukształtowanego niczym tarka. Charknął i splunął w ręce, jakby zabierał się do rąbania drewna.
Podszedł do mnie drapiąc się w kroku, objął mi dłonią podbródek i nieco podniósł, jakby chciał mi się przypatrzeć, a ja wprost miękłem pod jego ostrym, zdecydowanym spojrzeniem. Nagle znów głośno charknął i splunął, ale tym razem prosto w moją twarz, po czym rozprowadził to po niej swoją wielką, jasną od spodu łapą. Ścisnął moje policzki tak, żebym otworzył usta, i wtedy znów wyrzucił dużą porcję swojej śliny, celując gdzieś między moje zęby. Zrobił tak parę razy - tyle mi napluł do gęby, że musiałem zacząć to połykać. Wyprostował się, zsunął z bioder slipki, zdecydowanym ruchem odrzucił je za siebie i teraz stał nade mną w całej olbrzymiej okazałości. Jego kutas wydawał mi się nieludzko wręcz gruby! Całym swym ciężarem zwisał mu do połowy uda, a na wierzchu wyraziście odznaczały się ogromne żyły. Zaczął coś mówić, ale niewiele zrozumiałem. Był, nie wiem dlaczego, coraz bardziej wkurwiony. Ja zaś nie mogłem oderwać oczu od tego monstrum zwisającego mu między nogami. W ostatniej chwili ujrzałem, że trzyma coś w ręce, że ją energicznie podnosi - no i nie musiałem się już niczego domyślać, gdy poczułem, jak na moich plecach ląduje z dziką siłą ciężki, skórzany pas. Zawyłem.
Słyszałem tylko świst powietrza i kolejne cięgi na dupie, nogach, plecach - trzaskał mnie tym pasem jak wściekły. Napierdalał mnie tak, że miałem gwiazdy w oczach, mimo to zauważyłem kątem oka, jak podczas tej czynności jego żylasty wał się powiększa i powoli unosi, coraz bardziej odsłaniając nieco jaśniejszą główkę, na szczycie której lśniła wielka kropla śluzu. Gdy przestał mnie lać, zobaczyłem, że jego kutas wycelowany jest we mnie niczym armata, a ujście cewki mocno rozszerza się na czubku żołędzi.
Przeklął, odrzucił pas i zwinnie wskoczył na łóżko tuż przed moją głową. Uklęknął i opuścił biodra - jego olbrzymi fiut znalazł się tuż nad moją twarzą. Stukał mnie nim w twarz, obijał policzki i trzymając go wciąż w dłoni zaczął szybko poruszać skórką w górę i w dół. Jego napletek był gruby i długi, przypominał mi zwały mięsa. Patrzyłem z podziwem i rosnącym podnieceniem, jak sobie wali, gdy nagle złapał mnie tak jak poprzednio za podbródek i ścisnął mocno palcami. Otworzyłem usta.
Pokierował swojego fiuta tak, by ta kropla na jego czubku spłynęła mi do ust. Poczułem jej słony smak. Zacząłem się w niej rozsmakowywać, ale przerwał mi mocny ruch, który kompletnie mnie zaskoczył. Bysior gwałtownie wierzgnął biodrami i wjebał całego kutasa do mojego gardła. Zacząłem się dławić i kasłać, i wtedy walnął nim jeszcze raz w moje miękkie podniebienie. Ten czarny ogon był tak gruby, że wypełniał mój pysk w 100%.
Poczynał sobie ze mną jak ostatni bandyta - ładował to monstrum niemal całe w moje gardło i dyszał tylko głośno, gdy zostawał tam na dłużej. Robił to coraz mocniej i szybciej - widać było, że ma super jazdę. Gdy wyszedł cały z mojego pyska, zaśmiał się zaczepnie. Coś powiedział i splunął siarczyście na swojego kutasa. Rozsmarował to lekko na całej długości - czuć było jego dumę z posiadania takiego potwora. Chwalił się nim przybliżając go do moich oczu, do nosa, by jak najwięcej moich zmysłów mogło go podziwiać.
Wydawało mi się, że - co zaskakujące - pozwala mu trochę opaść! Nie miałem jednak czasu się zastanawiać, bo znów otworzył mi usta i wpierdolił tę całą aparaturę do gardła. Nosem tkwiłem w jego poskręcanych, drobnych włoskach na umięśnionym, twardym brzuchu. Czułem, jak żołądż próbuje wślizgnąć się jeszcze głębiej, niemal do przełyku! Byłem przerażony, ale facet mocno przytrzymywał mi z tyłu głowę - pozostało mi tylko przełknąć tę jego pytę. Zostałem totalnie udupiony, bo ten czarny sadysta nie zamierzał stamtąd szybko się wycofać.
Po chwili wiedziałem już, dlaczego... Skurwiel zaczął się odlewać w moje gardło! Nadział mnie do końca, przytrzymał i szczał w najlepsze! Nerwowo przełykałem, bo bałem się, że się udławię. Musiałem! Nie miałem wyjścia! Byłem na niego mocno wkurwiony! Sikał chyba niezłym strumieniem, bo było tego masę! Słyszałem tylko, jak się rechocze, i automatycznie łykałem. Czułem się jak najgorszy cwel. Czarny spokojnie się we mnie odlał i gdy skończył, wylazł z mojego gardła w lekkim półwzwodzie. Splunął sobie na rękę i pogłaskał mnie nią nieumiejętnie po twarzy, odsłaniając rzędy swych białych, zdrowych zębów w głupim uśmieszku.
Wstał i podszedł do barku. Znalazł tam butelkę dobrej wódki, którą przywiozłem Jackowi w prezencie. Bezceremonialnie otworzył ją i napił się z gwinta. Po kilku łykach skrzywił się, ale poprawił jeszcze jednym. Drugą ręką macał sobie fiuta, ściskał go w dłoni, poruszał nim, aż znowu solidnie mu stanął. Podszedł do mnie i ostatniego łyka pod ciśnieniem wypluł ze swoich ust tak, że tysiące kropelek wylądowało mi na plecach i tyłku. Gdy tylko spadły, złączyły się w większe krople i kilka z nich wpłynęło w zagłębienie między pośladkami. Dupa zaczęła mnie piec jak diabli! Kiedy wóda spłynęła mi po odbycie, myślałem, że oszaleję! On spokojnie odstawił butelkę i pogrzebał jeszcze w barku.
Co on robi? Coś nadgryza, szarpie? O kurwa, on otwiera gumkę! Facet będzie mnie pierdolił! Tylko nie to! Przecież zupełnie rozwali mi dupę! To się nie zmieści! Poza tym wszystko mnie piekło. Zacząłem ostro wierzgać na swoim łożu tortur. Może się wyzwolę jeszcze w jakiś sposób? Bo przecież... Kurwa, tylko nie to! Widziałem jednak, że ten napakowany, czarnoskóry bandyta wcale się tym nie przejmuje, tylko powoli podchodzi do łóżka, do którego przywiązany jestem dupą do góry. I... mam gówno do powiedzenia - takie są fakty.
"O kurwa, o kurwa" - jęczałem i płakałem, gdy czułem, jak coś wielkiego i gorącego szturmuje mój zwieracz. Zacisnąłem się - może zrezygnuje? Ale nie, na chama pcha się do środka, nawet kosztem totalnej miazgi! Zmiana taktyki: rozluźnić się na maksa. Trudno, skoro nie wygram, to przynajmniej niech to trochę mniej boli. Ale on chyba zrozumiał to jako absolutne przyzwolenie na wszystko i bez cackania wpierdolił mi się cały do środka. Ryknąłem z bólu. Zacząłem desperacko rzucać się na łóżku. Kajdanki wpijały mi się w ręce. Nigdy nie czułem czegoś tak gigantycznego w tyłku. Głośno wrzeszczałem, ale to tylko rozwścieczyło mojego jebakę, nie miał już żadnych skrupułów. Legł na mnie cały swoim olbrzymim, mokrym cielskiem, podnosząc mocno do góry swoje biodra i opadając nimi z takim impetem, że poręcz łóżka uderzyła o ścianę, a ono samo ugięło się i zatrzeszczało. To było jak wyrok na mojej białej dupie. Mój zwieracz musiał się rozszerzyć jak na przyjęcie ręki - normalni ludzie mają takie przedramię, jak ten potwór kutasa! Do tego sapał i prychał w samczym opętaniu, zapierając się mocno wielkimi stopami o oparcie. Muskularne łapy zaciskał na brzegach łóżka i ładował się we mnie cholernie głęboko. Czułem, że wyłazi kutasem prawie do końca, a potem za każdym razem wpierdala się z ogromną prędkością aż do oporu, tzn. dopóki jego czarny brzuch nie przylgnie ciasno do mojej białej dupy.
Krzyczałem, żeby przestał, lecz bezskutecznie. Napierdalał mnie tak z pół godziny - ostro, po chamsku i na maksa, popijając w przerwach wódkę dla kurażu. Myślałem, że oszaleję. Ochrypłem od krzyków i jęków. Na karku czułem skapujące z jego ciała zimne krople potu. Facet walił mnie na dzikusa, jak ostatnią kurwę. I choć cały czas stał mi podczas tej akcji, miałem już dość. Czy mój zwieracz po takim rozjebaniu wróci do pełnej formy? - przelatywało mi przez głowę, gdy ten gruby drągal po raz tysięczny przybijał mnie do łóżka.
W pewnym momencie Murzyn zaczął głośno jęczeć i sapać, z miejsca przyspieszył dwukrotnie i dojebywał mi tak mocno, że moja, rozjechana już bądź co bądź, dupa znów zaczęła boleć. Traktował mnie jak przedmiot do pierdolenia. Domyśliłem się, że ma orgazm, i myślałem, że tego to już nie przeżyję! To, co było do tej pory, to nic! Na szczęście skończył, lądując głęboko we mnie i przyduszając mnie do końca swym mokrym, czarnym cielskiem. Po paru minutach zwlókł się ze mnie i usiadł na łóżku.
No - pomyślałem - może w końcu mnie rozkuje, ale on, jakby mu było mało zabawy z moją dupą, zaczął wkładać tam swoje palce. Rozszerzał mi dziurę i wsuwał po kilka do środka. Mówił coś i śmiał się. Pewnie z tego, jaką mam teraz rozjebaną dupę! Czułem w sobie jego trzy mocne palce, którymi łapał mnie za prostatę. Potem dołączył czwarty. Wsunął się głębiej. Mnie było już wszystko obojętne, więc nie zareagowałem, gdy jeszcze bardziej rozszerzył mnie i wpakował się głębiej. Usłyszałem odgłos satysfakcji z jego ust. Złapał mnie za głowę próbując ją w miarę możliwości odwrócić. Niewiele mogłem zobaczyć, ale zrozumiałem: wpakował mi całą łapę do środka! O rany..., myślałem, że to u mnie niemożliwe! Opadłem bezsilny. Robi ze mną, co chce - powiedziałem do siebie z rezygnacją. Ale o dziwo, gdy tak poruszał we mnie dłonią, robiło mi się coraz przyjemniej. Mój bezbronny zwieracz otaczał luźno jego nadgarstek, a na prostacie czułem intensywną pracę jego męskich paluchów. Zaczął mi znowu stawać. Facet chwycił mnie za jaja i zaciskając je lekko w garści ciągnął zdecydowanie do siebie. Mój kutas do tej pory zdążył się już mocno wyprężyć. Było w tym coś strasznie podniecającego! Czarny bysior trzymał w mojej dupie swoje ogromne, silne łapsko, rozciągając palcami ścianki mojego odbytu. Samym waleniem w prostatę powoli doprowadzał mnie do stanu wrzenia. A do tego jeszcze moje jaja trzymane w miażdżącym uścisku... Moja prostata zaczęła się rytmicznie kurczyć. On chyba to poczuł, bo niespodziewanie zanurzył swoją łapę głębiej, a drugą barbarzyńsko zaczął szarpać moje wory, wykręcając je i gniotąc w mocnej, gorącej pięści.
W tym momencie nie wytrzymałem. Kilkoma silnymi skurczami mięśni wyrzuciłem z siebie potężny strumień spermy. Czegoś tak intensywnego jeszcze nie przeżyłem! Przez moment totalnie odleciałem. Odczucia z tak ostro spenetrowanej przez męską piąchę dupy były niepowtarzalnie doskonałe! Tylko dzięki temu doszedłem do tak zajebistego orgazmu! Leżałem sapiąc głęboko i powoli dochodziłem do siebie. Facet wyjął ze mnie rękę i poszedł gdzieś, a na opadniętym fiucie nadal dyndała mu zużyta guma. Zdziwiło mnie, że po powrocie nadal ma ją nałożoną. Przeczuwałem coś niepokojącego. Nie pomyliłem się. Stanął przy mojej głowie i przy mnie zaczął dopiero zdejmować gumę. Gdy się jej pozbył, podniósł mi nieco głowę i wpakował miękkiego kutasa do umycia. Obessałem, oczyściłem i wylizałem mojego zdobywcę z całej spermy nie wypuszczając go ze swoich ust. Ale okazało się, że to nie koniec! Z satysfakcją uniósł prezerwatywę wskazując ogromną porcję spermy w środku. Faktycznie, obfity wytrysk, ale co z tego? Tymczasem on otworzył mi ponownie usta i wylał tam całą zawartość gumy, przewijając ją przy okazji na drugą stronę. Uderzył mnie silną łapą w twarz "dla zachęty", żebym całość połknął, a gdy już to zrobiłem, wsadził mi tę gumkę do pyska i rozkazał żuć. Sam gdzieś się ulotnił. A ja żułem i żułem, i żułem... Byłem taki zmęczony i rozjebany...
- Pobudka, już trzynasta! - obudził mnie głos Jacka. Byłem cały obolały, na rękach miałem jeszcze kajdanki, ale już odkute od poręczy łóżka.
- Jak dobrze, że jesteś - próbowałem powiedzieć, ale gdy wyplułem prezerwatywę tkwiącą mi w ustach, wyszło mi to o wiele lepiej.
- Słuchaj, było włamanie!
- Włamanie? Zwariowałeś? - Jacek patrzył się na mnie z niedowierzaniem.
- Tak. Wpadł tu taki ogromny, czarny facet o budowie atlety i nie wiem, czy czegoś nie ukradł!
- Ukradł? A tobie czegoś nie zrobił? - zapytał z trudem utrzymując powagę.
- Mnie? Dlaczego? - udawałem zdziwienie.
- Hm, sam rozumiesz... To chyba nie twoje? - spytał wskazując na wyplutą przeze mnie prezerwatywę.
- Noo... nie. No dobra, powiem. Przeruchał mnie.
- Ostro?
- Bardzo.
- To gratuluję!
- Zwariowałeś?
- Przecież zwierzałeś mi się, że to twoje największe marzenie w seksie - być ostro zerżniętym przez Murzyna z olbrzymim kutasem!
- Ale to może jakiś bandzior, a ty sobie żartujesz!
- Żaden bandzior, tylko mój dobry znajomy. Poprosiłem go o małą przysługę dla ciebie. Dziś możesz pójść ze mną do klubu i go poznać. To cholernie sympatyczny facet, ręczę za niego! Ale wiem, że w seksie umie dać w kość... - Jacek uśmiechnął się zagadkowo. A ja byłem mu jeszcze długo wdzięczny!

ergojam,

 opowiadanie pochodzi z grupy gay-historie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz